Oświadczenie PDF Drukuj Email
Autor: Redakcja Głosu   
18.12.2007.

Z przykrością musimy stwierdzić, że w Związku Polaków na Białorusi nasilił się kryzys, który może doprowadzić do likwidacji naszej organizacji i poważnych kolizji na linii Polska – Białoruś.

Kierownictwo ZPB, na czele z Anżeliką Borys i Józefem Porzeckim, nie sprostało stawianym na ostatnim zjeździe w Grodnie w 2005r. wyzwaniom. Wydanie tygodnika „Głos znad Niemna” zostało wstrzymane decyzją Anżeliki Borys.

Możemy tylko ubolewać, że na prezesa została wybrana osoba o braku tolerancji i kultury osobistej oraz wygórowanych ambicjach.

„Uznanie zjazdu za nieprawomocny jest premedytacją mającą na celu poniżenia i zniszczenia mniejszości polskiej na Białorusi” - oświadczyła polskim dziennikarzom Borys. Widocznie zapomniała, jak mówiła pracownikom Domu Polskiego, że to ona „jest tu panią i wydawcą, i redaktorem naczelnym” zarazem, że się nie zawaha zwolnić całej redakcji (poczyniła w tym kierunku kroki prawne i redakcję Głosu poddała redukcji – maj 2005r.).

Borys stwierdziła, że „rozerwała pajęczynę” i teraz „zaprowadzi w organizacji porządek”, a zaprowadziła zamęt. Powstaje tylko pytanie: czyim kosztem? Kosztem wieloletnich i oddanych sprawie polskiej pracowników, którzy po studiach w Polsce wrócili do kraju, aby tworzyć i rozwijać pozytywny wizerunek Polaka na Białorusi w świecie? A może dzięki konfliktowi, który sama stworzyła, nie bez pomocy zainteresowanych osób, chce trafić na świecznik. Bez przerwy tworzy szum informacyjny wokół własnej osoby i ZPB, torpeduje media w kraju i za granicą, udając ofiarę „reżymu”.

Nie wypada, aby pewne osoby Związek Polaków na Białorusi wykorzystywały, żeby zaognić stosunki polsko-białoruskie.

Zwracamy się do mass-mediów polskich, aby w tym, co się dzieje w ZPB nie szukały taniej sensacji, a rzetelnie przedstawiały podawane informacje, bowiem niesprawdzone szkodzą całej sprawie, a przede wszystkim godzą w dobre imię poszczególnych ludzi.

Redakcja Głosu, 2005r.

Wszystko się zaczęło w Grodnie, gdzie od kilku lat Polacy nie mogli ze sobą dojść do porozumienia. Kolizje, które miały miejsce między dwoma prezesami, odbijały się na pracy całej organizacji i przerodziły się w konflikt międzynarodowy. Zresztą napięcie w Związku Polaków na Białorusi istniało od zawsze. Punktem kulminacyjnym, czyli szczytem wszelkich marzeń (wyobrażalnych i niewyobrażalnych) stał się VI Zjazd ZPB w marcu. Każdy, kto był na nim obecny, czy jako delegat, czy jako gość, czy jako przedstawiciel korpusu dyplomatycznego, czy władz białoruskich, może potwierdzić, że było to widowisko robiące „wrażenie”. Strumienie brudu i insynuacji lały się ze wszystkich stron. Nikt nikogo nie oszczędzał, wszelkie chwyty były dopuszczalne. Ale nie to było przyczyną jego unieważnienia, tylko ewidentne wykroczenia procesualne, które na zjeździe miały miejsce. Dlatego Zjazd został uznany przez Ministerstwo Sprawiedliwości RB za nieprawomocny.

Wielka szkoda, że w swoim czasie kierownik organizacji, nie potrafił położyć kresu rozłamowi w ZPB. Po zjeździe w marcu Polacy mieli wyjść na prostą. Stało się inaczej. Bo w sytuacji, gdy brakuje tylko strzałów w plecy, mówić o konsolidacji nie ma sensu. Kryzys się pogłębił, a organizacja znalazła się w centrum zainteresowań mass-mediów polskich i białoruskich. Człowiek się nie liczył - sensacja przede wszystkim. Raptem ci, co byli przez wiele lat kolegami, stali się wrogami. Stały się modne wyrazy „donos”, „agent KGB”, „zdrajca”. Zaiskrzyło ostro. Oskarżenia padały z obu stron. W konsekwencji jedni stali być uciskani przez Łukaszenkę, a drudzy zakazani w Polsce.

To, co się dzieje na linii Mińsk-Warszawa dotyczy nas osobiście. Szum informacyjny, który tworzy się w mediach i polskich, i białoruskich, nie odpowiada rzeczywistości.

Czy ktokolwiek w Polsce i wśród Polonii znajdzie odwagę i podejmie kwestie zakazu wjazdu Polaków z Białorusi do Macierzy, którzy nie są po stronie Anżeliki Borys. Dlaczego o tym nie mówi się w Polsce? Czy ktokolwiek wytłumaczy naszym rodzinom i bliskim, dlaczego nie mamy prawa odwiedzać naszej Ojczyzny? Tylko dlatego, że mamy swoje odmienne zdanie od grupki osób, która się uważa za uciskaną.

Jest to dla każdego z nas tragedia. Nikt do tej pory nie potrafił, a raczej nie odważył się w Polsce obiektywnie omówić zaistniały problem.

Rozgrywki personalne przerodziły się w skandal. Sąsiedzi mają żyć w zgodnie, a polityka niech należy do polityków.

Rzeczpospolita Polska zawsze wykazywała się zdrowym rozsądkiem. Miejmy nadzieję, że kiedyś tak się stanie. Całkowita ignorancja nikomu na dobre nie wyszła.

Redakcja Głosu, 2006r.