Świnia też człowiek? PDF Drukuj Email
Autor: Tatiana ZALESKA   
20.05.2008.
Uwaga na “innych uczestników ruchu drogowego”

stał się nim półtoramiesięczny prosiak, który wybiegł z podwórka i trafił pod koła samochodu Audi-80. Mało tego, że swoim bezmyślnym postępowaniem „ryjek” wyrządził szkodę swojej gospodyni Helenie (jak zapisano w protokole), ale i doprowadził do tego, by poniosła odpowiedzialność z artykułu  administracyjnego 18.23, który przewiduje odpowiedzialność za naruszenie przepisów ruchu drogowego. Tak przynajmniej wynikało początkowo z protokołu, sporządzonego przez starszego inspektora Służby Drogowo-Patrolowej Inspekcji Drogowej Nowogródzkiego Rejonowego Wydziału ds. Wewnętrznych.


Zmartwiona gospodyni na początku nie zrozumiała, że odpowiadać za potrąconego prosiaka będzie ona. Widocznie inspektor zdołał  przekonać wszystkich, że świnia w każdym wieku jest „innym uczestnikiem ruchu drogowego”. Lecz kiedy właściciel tego Audi odjechał, a inspektor drogowy powiedział „do widzenia”, do Heleny dotarło, że na spotkanie z inspektorem  powinna będzie przyjść nie z pustymi rękoma, lecz z kwitem opłaty grzywny (od 140 do 700 tys. rubli). A w dodatku prosiak, z którego na jesieni miałaby dobry zysk, zginął...

A grzech jej był w tym, że źle zamknęła bramę. Zwierzak - jasne, naruszył przepisy drogowe i zapłacił życiem. A za co ją spotkała ta kara? Kierownik inspekcji drogowej, który rozpatrywał protokół, uspokoił gospodyni, że zastosował minimalną karę - tylko 140 tys. rubli. Jednak Helena nie mogła zrozumieć, dlaczego oprócz straconego prosiaka powinna ponosić inne koszty i jako poszkodowana spłacić grzywnę państwu. Napisała skargę do obwodowej inspekcji drogowej, lecz dokument tam nie trafił, po prostu dołączono go do sprawy administracyjnej i oddano do archiwum. Wtedy Helena zdecydowała się na wizytę w prokuraturze. Gdy zastępca prokuratora rejonowego Helena Ciemirowa przeczytała protokół oraz wyjaśnienia, zrozumiała, o co chodzi. Inspektor drogowy w tej sprawie wszystko przedstawił tak, że niby Helena goniła przez drogę ofiarę wypadku w momencie potrącenia, tym samym była uczestnikiem ruchu drogowego, chociaż faktycznie była w domu i rozmawiała przez telefon. Wydawać by się mogło, że ta niewielka nieścisłość,  spowodowała jednak absurdalną decyzję. Następnie złożono protest prokuratora do sądu, błąd naprawiono. Tegoż dnia sporządzono jeszcze jeden dokument - dotyczący inspektora drogowego - postanowienie o dochodzeniu dyscyplinarnym, związanym z nierozpatrzeniem skargi obywatelki, za co i ogłoszono inspektorowi naganę.

Przygotowała

Tatiana  ZALESKA

 

 

 

Topielec na ławie oskarżonych

 

W  wypadku drogowym, który zdarzył się 11 lat temu i w którym zginęło dwóch pasażerów, niedawno prowadził rozeznanie Sąd Rejonu Leninowskiego m. Grodna.

Na ławie oskarżonych znalazł się 37-letni głowa rodziny, pracownik jednego z przedsiębiorstw i mieszkaniec Petersburga Arkadiusz Traskowski.

Odpowiadając na pytania prokuratora oraz sędzi, przypomniał wydarzenia z dalekiego sierpnia 1996r. Wtedy on, jeszcze młody i nie żonaty, po spożyciu alkoholu w gronie przyjaciół zdecydował się na prowadzenie samochodu, który kupili z kolegami na spółkę.

Współwłaściciel samochodu Aleksander nie chciał dać kluczy pijanemu koledze, który na dodatek nie miał prawa jazdy. Jednak chęć wypróbowania nabytku  była tak wielka, że gdy kolega zasnął, Traskowski zabrał klucze z kieszeni kolegi i uruchomił samochód.

Beztroscy i lekkomyślni byli również pozostali uczestnicy pijatyki, młoda dziewczyna i troje mężczyzn pojechali razem z „zuchwałym” kierowcą, którego niedawno pozbawiono prawa jazdy.

O tym, w co się zamieniła podróż drogą Grodno-Werenowo na terenie rejonu szczuczyńskiego, można wyobrazić na podstawie zeznań w rozprawie sądowej  świadka, który ocalał: „kiedy samochód nabrał prędkości, wszyscy zaczęli prosić Traskowskiego, by zwolnił, lecz odpowiedzią na prośby było zwiększenie prędkości z zapewnieniem, że “pokaże ruską ruletkę”. Wszyscy spuścili głowy, zamknęli oczy, czekając na rozwiązanie...”

Rozwiązanie nastąpiło szybko. Przy prędkości 100 km/h pijany “woźnica” nie zareagował na znak drogowy “niebezpieczny zakręt” i zleciał z drogi. Jeden pasażer zginął na miejscu, drugi - po drodze do szpitala.

Amator “ruskiej ruletki” otrzymał wtedy znikome urazy, szybko wyszedł ze szpitala i został wezwany na przesłuchanie. Lecz tam  nie chciał pójść i zdecydował się tym razem “zagrać” ze śledczym, i nie w ruletkę, a w “durnia”.

W jeden z ciepłych wrześniowych dni wziął papier i ułożył do matki list pożegnalny: „Nie mogę dalej żyć z takim grzechem, odchodzę, przepraszam...” Położył list do kieszeni płaszcza i poszedł nad Niemen...

Płaszcz z listem szybko znaleziono i przekazano matce, która poinformowała milicję o śmierci syna... Lecz ciała “żałującego” nie znaleziono nawet na granicy z Litwą, gdzie na rzece postawiono zagrodzenie.

Wersji o tym, że Traskowski żyje i gdzieś się ukrywa, podczas dochodzenia nie odrzucano, dlatego sprawy nie umorzono, a zaprzestano z ogłoszeniem poszukiwania sprawcy. Była to słuszna decyzja, ponieważ “topielec” po kilku godzinach “wypłynął” na jednym z dworców Petersburga, zdrowy i w dobrym humorze. Po jakimś czasie Arkadiusz dostał pracę ślusarza, założył rodzinę.

Minęło 10 lat i nowo upieczony mieszkaniec Petersburga z białoruskim paszportem, przekonany był, że o wypadku drogowym na Białorusi zapomniano. Dlatego w styczniu ub.r. śmiało poszedł na posterunek w Petersburgu, by wstawić się za żoną, która otrzymała mandat za parkowanie samochodu w niedozwolonym miejscu. Tam go wysłuchano i poproszono o dowód osobisty. Sprawdzenie paszportu w systemie poszukiwania ujawniło dawny “czyn bohaterski” na Białorusi. Klamka zapadła... Potem na mocy decyzji sądowej wydano go stronie białoruskiej.

W listopadzie 2007r. w rozprawie sądowej o wypadku drogowym ogłoszono wyrok. Według cz. 3 art. 317 Kodeksu karnego Traskowskiego skazano na 5 lat pozbawienia wolności z odsiadką w kolonii na wolnym osiedleniu, z pozbawieniem prawa jazdy na okres 5 lat. Za swoje czyny zawsze trzeba odpowiadać.

Przygotowała

Tatiana  ZALESKA

 

“Goście” z Bobrujska

Surowym wyrokiem Sądu rejonu wołkowyskiego zakończyły się wojaże nocne w obwodach brzeskim, mińskim i grodzieńskim grupy złodziei z Bobrujska.

“Kwartet” zorganizował się na początku 2006r. pod kierownictwem “fachowca” z wyższym wykształceniem Aleksandra Barańczuka. W jego skład weszło dwóch obywateli Białorusi - Kuzniecow i Sierogin, oraz Rosjanin Bułat Ibragimow.

Grupa nie zajmowała się pogróżkami czy wyzyskiwaniem, a interesował ich towar, który po zakończeniu dnia pracy z bazarów zwożono do garaży.

Śledząc biznesmenów zwożących towar, jeden z członków zespołu przestępczego ustalał miejsce, badał warunki dojazdu i bezpieczne miejsca oraz wnosił obiekt do planu. Nocą garaż okradano, a do realizacji wykorzystywano rynki na terytorium innego obwodu.

Wykorzystując taki schemat złodzieje “żyli” dość długo.

Pierwsze podanie od przedsiębiorców o włamaniu się do garażu i kradzieży towaru o wartości 12 mln rubli wpłynęło do milicji w Gancewiczach, a po dwóch tygodniach podobny przypadek zdarzył się w Mikaszewiczach (obwód brzeski). 26 marca “goście” znów odwiedzili Gancewicze i skradli towaru na ponad 8 mln rubli.

Gdy śledczy odpracowywali “miejscowy kontyngent” wśród wcześniej skazanych za podobne przestępstwa, zespół przestępczy odwiedził Iwacewicze, Kleck, Biełooziorsk, Małorytę, po raz kolejny Mikaszewicze. Zdobycz była różna - od firanek o wartości 195 tys. rub. w Małorycie, do sprzętu AGD o wartości 72 mln rub. w Iwacewiczach.

W drugiej połowie czerwca 2006r. mobilny zespół przyjechał do obwodu grodzieńskiego. Rozpoczęli od bazaru w Mostach. W ciągu czterech dni “uporządkowali” cztery garaże, jednak ogólna suma wydała się im znikoma. Potem odwiedzili dawną stolicą WKL - Nowogródek, a także Lidę, Szczuczyn i ponownie Mosty. Co dotyczy garaży w Szczuczynie, to znajdowały się  one w najbardziej odpowiednim miejscu, dlatego “sprawdzono” ich aż osiem.

Ostatnią udaną wizytę złożyli w Zelwie, w jednym z pawilonów skradli towar o wartości 21 mln rubli.

Jednak nie udało im się obchodzić rocznicy założenia zespołu z szampanem. Pracownicy operacyjni Grodzieńskiego Wydziału ds. Wewnętrznych wykryli grupę. Ogólne wyniki tej przestępczej działalności “przedsiębiorczej” w 2006r. podsumował śledczy Urzędu ds. wewnętrznych Grodzieńskiego Obwodowego Komitetu Wykonawczego Igor Czerniak.

Kierownik grupy wykazał się lepszymi wynikami: Barańczuk brał udział w kradzieżach towarów z garaży o wartości 333275307 rubli. Kuzniecow - o wartości 211337358, a właściciel żygulej Ibragimow - “tylko” na 147682500 rubli. Sierogin uciekł do Rosji, lecz nie na długo. Gdy oskarżeni Barańczuk, Kuzniecow i Ibragimow już otrzymali kopie wyroków sądowych na odpowiednio dziesięć, osiem, sześć i pół lat pozbawienia wolności z konfiskatą mienia, czwartego zatrzymano w Rosji. Teraz wojaże gościnne skończyły się, wszyscy w nocy śpią, według harmonogramu.

Przygotowała

Tatiana  ZALESKA

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »