Po co wiedzieć... PDF Drukuj Email
Autor: Wiktor Achrymienia   
30.06.2006.

Szanowna redakcjo! Uważnie przeczytałem artykuł “Tak bliska i tak daleka”, który się ukazał w Głosie 2 czerwca br. i chcę powiedzieć, że czułem się tak, jakbym uczestniczył w lekcji historii Polski w szkole radzieckiej. Wszystko pięknie, nie ma ani problemów, ani prób ich rozwiązania. Temat podjęto bardzo interesujący, lecz budzący wiele kontrowersji.

 

Po pierwsze chciałbym się zwrócić do terminologii użytej w artykule. “Kresy Wschodnie” już od dawna są przedmiotem sporów i na Białorusi, i na Ukrainie, i w Polsce. Ani białoruska, ani ukraińska inteligencja nie przyjmuje tej terminologii. Termin “Żydzi” tzn. oszuści, zamiast Judejczycy - sprawiedliwi, nieostrożnie wykorzystywany przez stronę polską, która nie zastanawia się nad możliwymi konsekwencjami w stosunku do upokarzanego narodu. Białoruś, Ukraina i Rosja nie wykorzystują już tego terminu, znając mściwość przedstawicieli tego narodu. A Polacy nadal używają to określenie, co może przy okazji spowodować antypolskie nastroje wśród określonej części społeczeństwa w tym kraju i poza jego granicami.
Z ideologicznego punktu widzenia taka terminologia oddziałuje na ludzi w podobny sposób, jak czerwona szmata na byka. I biorąc pod uwagę to, że na dzisiejszej Białorusi państwowe struktury ideologiczne zajęły pozycję z czasów radzieckich, taka akceptacja przestarzałych pojęć nic dobrego nie wróży.
Należy również brać pod uwagę fakt, że Polska zawsze wyróżniała się słabością oficjalnej kadry ideologicznej. Za wyjątkiem Kościoła katolickiego, jak ideologicznej struktury państwa w jednej osobie. Radio polskie było niezaradne ideologicznie jeszcze w czasach radzieckich. Programy w języku rosyjskim zawsze były przaśne, powiedziałbym, jak w radiu chińskim.
Również obecnie na Białoruś nadają Bułgaria, Watykan, Włochy, Rumunia, Praga, Szwecja, BBC, “Głos Rosji”, “Głos Ameryki”, Chiny, “Fala niemiecka” i in. I tylko Polska milczy. Czyżby Polacy nie mieli nic do powiedzenia swym sąsiadom, wśród których mieszka 400 tys. ich rodaków? Grzech mówić, ale chyba Polacy znów mają problem z myśleniem państwowym, ze zdolnością przewidywania i kadrą intelektualną.
Wracając do tekstu chciałbym przytoczyć kolejny fragment “Rzeczpospolita różnych narodów upadła w końcu XVIII w.” — jest to prawdą, lecz pod słowami “różnych narodów” należy rozumieć tylko dwa: polski i białoruski (litewski). Była to jawna federacja, o czym większość mieszkańców Białorusi nawet się nie domyśla. Znają oni historię ZSRR “upiększoną” przez polonofobię.
Dalej: “W Polsce nie było wojen religijnych”. W jakiej Polsce? “Historyczne kłamstwo jest rakiem niszczącym sumienie narodowe” - mówił W. Babienko. Upadek Rzeczypospolitej w XVIII w. zapoczątkowała mianowicie wojna pomiędzy prawosławnymi a katolikami i unitami. Przy nie wtrącaniu się i pobłażliwości rządu sprzeczności konfesyjne przerosły w Polsce w wystąpienia zbrojne.
30-letnia wojna religijna w Europie nie dotyczyła państwa polsko-litewskiego, jednak 19-letnia wojna w latach 1648-1667 w Rzeczypospolitej z ideologicznego punktu widzenia spowodowana została mianowicie sprzecznościami religijnymi wśród chrześcijan różnych wyznań.
Wielki Książę Moskiewski, Aleksy, jako powód włączenia się do wojny 13-letniej w 1654r. i agresji nazywał wyzwolenie i ochronę wyznawców prawosławia. To była okrutna wojna. Tak jeszcze w 1648r. (Kronika świadka naocznego. Wyd. Kijów 1971r. str. 52) kronikarz podaje: “zabijali wszystkich, nie szczędzili nawet żon i dzieci, zabierali ich majątki, palili kościoły, zabijali księży, również majątki szlacheckie i żydowskie pustoszyli. Rzadko kto wtedy w tej krwi rąk nie zanurzył i tych kradzieży się nie dopuścił.”
Andrzeja Bobolę, “apostoła pińskiego”, kapłana grecko-katolickiego, zamęczyli i zabili w Janowie 16 maja 1657r. kozacy.
Jeszcze przed rozbiorami, podczas wojny rosyjsko-szwedzkiej w soborze połockim Piotr I z Mieńszykowem, wspierani przez asystę carską, zabili 4 księży i dyrygenta chóru.
W 1769r. znowuż na tle wyznaniowym wybuchła wojna nad prawym brzegiem Dniepru. Konfederacji barskiej opór stawiali tzw. hajdamacy.
Wojny domowe, spowodowane konfliktami narodowymi lub wyznaniowymi, zawsze były najbardziej okrutne. Historyk rosyjski N. Kostomarow o wojnie religijnej w Rzeczypospolitej w połowie XVII w. pisał w sposób następujący: “Zwoje Prawa wynoszono z synagog, kozacy tańczyli na nich i pili wódkę, później kładli na nich Judejczyków i zabijali szablami; tysiące judejskich dzieci wrzuconych zostało do studni i zasypano ziemią...”
W 1768r. podczas zajęcia Umani przez hajdamaków na rynku miejskim zwycięzcy przeprowadzili egzekucję przedstawicieli innych narodowości i wyznań. (...)
Wojna na tle wyznaniowym przybrała formę nieprzykrytego ludobójstwa. Zacofanie w zagadnieniach religii i moralności, zlikwidowanie prawowitości i praworządności z powodu słabości władz centralnych Rzeczypospolitej, zachwiały podstawy stateczności nie tak dawno będącego w rozkwicie państwa. Wyszła na jaw bezsilność mężów państwowych, korupcja urzędników, nieprofesjonalność struktur władzy. Państwo nie mogło zabezpieczyć pokoju i bezpieczeństwa swym obywatelom.
W artykule “Tak bliska i tak daleka” nie wspomniano króla Władysława IV, który, moim zdaniem, zasługuje na uwagę, ponieważ za czasów jego władania nastąpiło “zaćmienie Polski”. Dziesięć lat pokoju nieudolnie stracono na rozkład armii i struktur władzy, co spowodowało kryzys systemowy. (...) Okres władzy Władysława IV był stagnacją. Nie przeprowadzono żadnych reform. Kryzys władzy rozpowszechnił się na XVII i XVIII wieki. Konstytucja przyjęta 3 maja 1791r. nie mogła już naprawić chronicznego kryzysu władzy w otoczeniu trzech mocarstw agresywnych: Rosji, Prus i Austrii. Okupacja Warszawy przez wojska Suworowa w 1795r. niosła ze sobą masowe egzekucje mieszkańców zachęcanych konfliktami wyznaniowymi, które stworzyły jawny wizerunek wroga — “nieprawosławny”.
Odrodzenie państwa polskiego w listopadzie 1918r. było w historii Polski wydarzeniem znaczącym. Okres ten wymagał ogromnego nakładu sił fizycznych i duchowych oraz ogromnych ofiar. Deportacja i zagłada w XX w. narodu, ludobójstwo nie doczekały się należącej się im oceny na szczeblu państwowym. Sejm RP dotychczas nie rozpatrywał faktów ludobójstwa Polaków. Judejczycy i ich rodziny, które ucierpiały w czasie II wojny światowej, cieszą się uznaniem i otrzymują kompensaty określone w ogromnych kwotach (mld USD). Parlamenty Armenii i Ukrainy podjęły decyzje o potwierdzeniu faktów ludobójstwa Ormian w latach 1915-1918 i Ukraińców w latach 1932-1933. Dziesiątki państw przyznały fakt ludobójstwa Ormian i Ukraińców w tym czasie. Duma Państwowa Rosji uznała ludobójstwo Ormian.
Co dotyczy ludobójstwa Polaków w czasach radzieckich, potwierdzają to odpowiednie dokumenty. Jak np. rozporządzenie nr 00485 N. Jerszowa, narkoma NKWD ZSRR nakazujące od 20.VIII.1937r. rozpoczęcie szerokiej operacji skierowanej przeciwko Polakom (gazeta “Izwiestija” nr 93 z 19.V.1994r. autor W. Kościukowskij). Rozporządzenie nakazywało przeprowadzenie aresztów w dwóch etapach:
a) jako pierwszych aresztować należało (Polaków - W A.) pracujących w organach NKWD, Armii Czerwonej, w fabrykach wojskowych, innych przedsiębiorstwach obronnych, na kolei, transporcie wodnym i powietrznym, w zakładach energetycznych, przedsiębiorstwach przemysłowych...
b) jako drugich - pozostałych pracowników przedsiębiorstw przemysłowych o charakterze nieobronnym, w sowchozach, kołchozach i urzędach...
Nie był to przejaw polonofobii, a tylko ludobójstwo pod względem narodowym na szczeblu państwowym.
5 marca 1940r. politbiuro CK WKP (b) podjęło decyzję o likwidacji obozów z polskimi oficerami w Katyniu, Miednoje, pod Charkowem, w Mińsku itd. Ponad 21 tys. osób.
Jeżeli nie są to fakty państwowego ludobójstwa, ich potwierdzenie dokumentalne, to cóż to jest?
Zadziwia bezczynność Sejmu RP, organu ustawodawczego, organów ścigania i prokuratury, ich nieuwagi lub nie zrozumienia ważności załatwienia formalności prawnych i określenia tych przestępstw wobec narodu polskiego. Powstaje wrażenie, że Polacy niedostatecznie głęboko wiedzą, nie cenią i nie dbają o swoją historię. “Historia lubi się powtarzać, to jest jedna z jej wad” - powiedział K. Darrou.

Wiktor Achrymienia, Mińsk

Od redakcji:
Artykuł “Tak bliska i tak daleka”, który przyciągnął uwagę Pana Wiktora, nie był próbą rozprawy historycznej. Pragnęłam jedynie ukazać Szanownym Czytelnikom piękno Polski, by zapragnęli odwiedzić ten kraj w ramach swoich podróży wakacyjnych. Często wybieramy się gdzieś daleko do krajów egzotycznych i nie wiemy, że w zasięgu ręki są niemniej ciekawe zabytki związane z historią naszej ziemi również. Wykorzystałam w swoim artykule informacje zawarte na stronie internetowej Polskiej Organizacji Turystycznej i jestem bardzo wdzięczna Panu Wiktorowi, że podjął się polemiki i zechciał wypowiedzieć się na łamach naszego pisma.
Głos każdego z naszych Szanownych Czytelników jest dla nas niezmiernie ważny i dlatego zostanie przez nas wysłuchany i zaproponowany do dyskusji pozostałym Czytelnikom.
Helena BOHDAN 

 
« poprzedni artykuł