Polaków losy przeplatane PDF Drukuj Email
Autor: Spisał Anatol Jakowlew   
26.05.2009.

Wacław Skipor, wieś Porpliszcze, rejon dokszycki
Były organista kościoła w Głębokiem pan Wacław od urodzenia mieszka na ojcowskiej ziemi obok cmentarza we wsi Porpliszcze. Domek stoi trochę na uboczu i z drogi prowadzącej do wsi go nie widać, ponieważ dookoła rosną wysokie otaczające cmentarz i siedzibę drzewa.

Dom, w którym się urodził pan Wacław, spłonął w 1935 roku, a w którym mieszka obecnie, został zbudowany w 1938r. Jest nieduży, ale posiada wystarczającą ilość pomieszczeń na potrzeby dzisiaj już niewielkiej rodziny. Tak w domu jak i w obejściu panuje czystość i porządek, widać, że każda rzecz ma tu właściwe miejsce. Przed oknami ściany szczytowej stoi długi rząd uli - chluba gospodarza - i rośnie piękny sad.  W przytulnym pokoju gościnnym gospodarz opowiedział mi o swoim życiu wiejskiego organisty. 

Kiedy w 1938 roku zbudowano we wsi kościół jego pierwszym proboszczem był ksiądz Grabowski, służył tu dwa lata, a później przeniósł się do Udziały. Zmienił go na tym stanowisku ksiądz Bartoszewicz. Był to bardzo postawny, wysoki, dobrze zbudowany i dzielny człowiek. Pracował w najtrudniejszych latach wojny i kilka lat po niej, pomagał mu kleryk, który był organistą i prowadził chór. To właśnie on wprowadził pana Wacława w arkany gry na organach, a oprócz tego nauczył języka łacińskiego. Zaraz po zakończeniu wojny wyjechał do Polski, a jego miejsce zajął uczeń.

W 1949 roku został aresztowany ksiądz proboszcz, skazano go i zesłano do łagrów na Syberię. Tam pracował jako felczer, a przed końcem terminu, jak opowiadał, udawało mu się nawet czasem odprawiać mszę. Powróciwszy do Porpliszcz zastał kościół zamknięty, zamieszkał w rodzinie pana Wacława, kilka razy odprawiał mszę w jego domu, a potem wyjechał do Odelska, później pracował w Żołudku, gdzie i zmarł.

Ale powrócę do 1949 roku. Po areszcie księdza pan Wacław został powołany do wojska i skierowany na odbudowę Sewastopola. Z wojska udało mu się zwolnić przed terminem, przyjechał do domu, kościół już był zamknięty. Został traktorzystą i w tym zawodzie pracował 6 lat. Na nabożeństwa jak i wszyscy udawał się do Głębokiego, ponieważ wszystkie kościoły w okolicy wówczas władze pozamykały.

W tym czasie proboszczem w tym miasteczku był ksiądz Józef Frąckiewicz. Za jakieś „winy” władze na pewien czas pozbawiły go zaświadczenia pozwalającego pełnić obowiązki księdza, a organista zwolnił się na własne życzenie. Zakrystian sąsiedniej parafii polecił księdzu Józefowi pana Wacława. Od tej pory, mimo że pracował nadal w kołchozie, każdego dnia autobusem dojeżdżał do Głębokiego.

Na autobus do tego miasteczka w Porpliszczach zawsze czekało dużo ludzi, a więc żeby trafić do środka, pan Wacław zawsze siadał do autobusu, który jechał z Głębokiego, do Dokszyc i potem znów wracał z powrotem.  Stwarzało to pewien problem, ale zapewniało możność przybycia do kościoła. Z czasem i ta sytuacja uległa poprawie, kiedy parafia zdobyła się na samochód dla księdza, proboszcz zaczął wysyłać go po organistę. W dnie świąteczne trudno było opuścić pracę w kołchozie, gdzie pan Wacław pracował wtedy jako ślusarz, ale rzetelność w spełnianiu tego obowiązku oraz uczciwość zjednały mu życzliwy stosunek przełożonych, a czasem trzeba było i łapówkę dać.

Dzisiaj pan Wacław pracuje tylko w kościele w Porpliszczach. W jego domu, w pokoju gościnnym na ścianie wisi droga mu pamiątka-obraz Matki Boskiej Częstochowskiej podarunek od parafii w Głębokim za wieloletnią pracę organisty, a obok Błogosławieństwo od Papieża Jana Pawła II.

Spisał Anatol Jakowlew
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »