Po konferencji. Finał PDF Drukuj Email
Autor: Jarosław Marek Chodynicki   
10.07.2009.

Refleksje: "Polska mniejszość narodowa na Białorusi 1988-2009. Ocena minionego dwudziestolecia"

19 czerwca, na zorganizowanej przez pułkownika Gawina, WSAP, Fundację Pomocy Polakom na Wschodzie i Fundację na rzecz Pomocy Dzieciom z Grodzieńszczyzny konferencji, nie przypadkowo zabrakło reprezentantów ogółu mniejszości polskiej na Białorusi. Obecni byli jedynie  inspiratorzy rozbicia oraz ci wszyscy, którzy mniej lub bardziej świadomie stali się jego czynnymi uczestnikami. Organizatorzy konferencji, nie byli uprzejmi zaprosić Polaków z Białorusi (z nielicznymi wyjątkami), klecąc jej formułę jedynie dla przyjaciół i znajomych Gawina. Znowu więc, wydano kolejne pieniądze na imprezę o Polakach na Białorusi – bez udziału tych ostatnich.

 Dla kogo więc była zorganizowana?

     Otóż  głównie dla tych, którzy doprowadzili do konfliktu i z premedytacją trwają przy swojej wersji wydarzeń. Konferencja miała także po raz kolejny przekonać opinie publiczną, co do konieczności wspierania określonej grupki działaczy polskich oraz potwierdzić jej status quo. Nikt jednak nie miał mówić tutaj o skutkach kilkuletniego rozbicia, a w konsekwencji sytuacji, w której „grupa Borys” nie ma już żadnego ruchu w prowadzonej grze. Innymi słowy, mając świadomość własnej bezsilności, organizując tę konferencję, próbowano jedynie uzasadnić swój byt. Nic nowego nie chciano i nie próbowano wnieść do sprawy. Świadczy o tym dobór prelegentów i tytuły referatów mających po raz kolejny zaświadczać o istnieniu jedynej reprezentacji polskiej mniejszości na Białorusi w osobie A. Borys. Najlepiej o tym świadczy wystąpienie Nowakowskiego ad vocem referatu prof. Maroszka. W dobie kiedy dyplomacja Europy odnajduje w Prezydencie Łukaszence partnera do współpracy, kiedy sytuacja naszych Rodaków w tym kraju wymaga natychmiastowej zmiany polityki, Nowakowski opowiadał liche dowcipy o dyktatorach, określał urzędników białoruskich „urzędasami” i obiecał, że „odszczeka swoje poglądy pod stołem” jeśli tylko Prezes Łucznik miałby ponownie wygrać wybory na prezesa ZPB. Zaznaczył także, że to właśnie sam Prezydent Białorusi powinien rozmawiać z A. Borys. Jeśli tacy ludzie, jak Nowakowski mają tę politykę prowadzić, to ja, polski podatnik, stanowczo protestuję. Wydaje mi się, że prezes Fundacji mającej nieść pomoc Polakom na Wschodzie, powinien mieć bardziej ambitny i konkretny program. Nic bowiem naszym Rodakom nie przyjdzie ze szczekania pana prezesa, pomijając, że nie zrozumieją tych cokolwiek niestandardowych propozycji.

     Otóż nawet Nowakowski, który najwyraźniej nie radzi sobie z objęciem złożoności spraw na Białorusi, powinien przyznać, że koncepcja prof. Maroszka jest jedynym możliwym rozwiązaniem. Powszechne wybory wśród naszych Rodaków, mogłyby ten konflikt raz na zawsze zakończyć. Polacy sami powinni wybrać swojego reprezentanta. Zweryfikowaliby tym samym wiarygodność dotychczasowych liderów a także poprawność polskiej polityki wschodniej.

     Moim zdaniem, konferencja potwierdza koniec istnienia aktywistów i popleczników Borys w świadomości Polaków jako tych, którzy są prześladowanymi przedstawicielami Rodaków na Białorusi. Coraz częściej widoczna, objawiana przez nich bezsilna złość, bierze się stąd, że zdali sobie wreszcie sprawę, że przestali być już potrzebni. Kwestia istnienia ich grupy nie jest już kartą przetargową w politycznej rozgrywce Zachodu z Białorusią. 

     Trzeba tutaj wyraźnie podkreślić, że sprawa Polaków na Białorusi, nigdy nie była problemem tego kraju. Polacy mogli tam bez przeszkód prowadzić działalność statutową swych organizacji. Teraz zaś, odwrotnie do twierdzeń Nowakowskiego, stała się problemem Polski i Zachodu. O tyle kłopotliwym, kiedy stało się jasne, że Białoruś nie zalegalizuje grupy Borys pod szyldem Związku Polaków na Białorusi. Nie może przecież, wbrew własnym kodeksom sankcjonować legalności nieistniejącego związku, bezprawnie posługującego się tytułem ZPB.

       Powstało więc pytanie, co dalej? Grupa Borys, dając dowód braku spójniej strategii zmieniła front, obnażając do reszty swoje zagubienie. Nie mogąc się już odnaleźć w rzeczywistości, próbuje zaistnieć w legalnym ZPB. Stąd też nasilenie chaotycznych poczynań grupy.

     Nie jest bowiem dziełem przypadku, że dzień przed Konferencją Gawina, jej aktywiści przeprowadzili prowokację przed domem kultury w Grodnie. Odbywało się tam spotkanie działaczy Związku Polaków na Białorusi Oddziału Miejskiego, mające wyłonić delegatów na wrześniowy Zjazd ZPB. Awanturnicy domagali się wejścia na salę twierdząc, że mają do tego pełne prawo. Otóż doskonale wiedząc, że takiego prawa już nie posiadają, mając pełną świadomość, że nie zostaną wpuszczeni, przyszli jednak manifestować. Jasne jest, że ani nie chcieli uczestniczyć w spotkaniu, ani nie zależało im na konfrontacji z działaczami ZPB. Zależało im jedynie na wywołaniu w przeddzień konferencji w Białymstoku, szumu w mediach, że oto znów są prześladowani, a przecież chcą tylko tego, co im się święcie należy. Znamienne są hasła Mieczysława Jaśkiewicza, który przed siedzibą ZPB w styczniu tego roku domagał się wejścia do budynku, „którego oto drzwi są przed Polakami zamknięte!”. Jednak wtedy kiedy można przyjść do Związku, nawiązać dialog z Prezesem Łucznikiem, czyli wtedy kiedy nie ma innych krzykaczy ani kamer telewizyjnych, Jaśkiewicz ani inni nie pojawiają się w otwartych drzwiach ZPB. Nie obrzucają osoby Prezesa stekiem wyzwisk: „zdrajca”, „Judasz”. 

     Jak wobec oczywistych błędów dotychczasowej polityki, wybrnąć z tego z twarzą? Jak powiedzieć Polakom, że finansowano i wspierano nieświadomą swej roli, małą grupkę awanturników? Jak spojrzeć w oczy tym, którzy na początku rozbicia uwierzyli, że tylko Borys może ich reprezentować? 
 

     Otóż jedynym uczciwym sposobem jest po prostu przyznać się do błędu. Można także, bardziej politycznie, zrzucić całą odpowiedzialność na poprzedników. Myślę, że zamiast dalej prowadzić tę bezsensowną walkę o byt kilku krzykaczy, należy jak najszybciej doprowadzić do pojednania. Zdaję sobie sprawę, że nie będzie to łatwe, trzeba jednak spróbować. Konferencja Gawina powinna mieć więc swoją drugą odsłonę. Zamiast jednak organizować ją w Polsce, należy doprowadzić do spotkania w Grodnie. Tym razem dla odmiany, w formule otwartej. Tak, żeby każdy Polak, niezależnie od przynależności organizacyjnej mógł wejść i dać świadectwo swym poglądom i rzeczywistej sytuacji wokół ZPB. Tam też, zarówno uczestnicy jak i prelegenci powinni skonfrontować swe badania. Przedstawiciele organizacji polonijnych, takich jak Wspólnota Polska, czy Fundacja Pomocy Polakom na Wschodzie, mieliby tym samym świetną okazję by rozliczyć się z działań przed tymi, do których te działania powinni kierować, a pomoc winni przekazywać. Jestem przekonany, że efekty prac takiej konferencji, byłyby zgoła odmienne od tych przedstawianych w Białymstoku.

     Przypadek pani Borys jest tylko i wyłącznie nieudanym wybrykiem polskich działaczy polonijnych oraz naszych niefrasobliwych polityków. Często także skutkiem ich indolencji oraz braku elementarnej wiedzy o specyfice polskiego życia w warunkach białoruskiej rzeczywistości. Powinien stać się również przyczynkiem do refleksji nad skutecznością polskiej polityki zagranicznej na wschodzie. 

Jarosław Marek Chodynicki
Komitet Pojednanie
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »