|
Umacniaj naszą wiarę! Pośród niesnasek Pan Bóg uderza w ogromny dzwon... Takiego ducha wkrótce ujrzycie cień, potem twarz;... .... Wnętrze kościołów on powymiata, oczyści sień, Boga pokaże w twórczości świata, jasno, jak dzień. Juliusz Słowacki
Było to 18 lat temu, a wszystko widzę jakbym to było dziś, bo wszystko pozostało w pamięci nazawsze. Był to początek czerwca 1991 roku. Wówczas Ojciec Święty Jan Paweł II przebywał w Polsce. Była to czwarta, najdłuższa wizyta Papieża w Ojczyźnie. Żelazna kurtyna , co długie dziesięciolecia oddzielała nas od naszej Ojczyzny Polski opadła i my ze Słonimia jechaliśmy do Ojczyzny po raz pierwszy. Nasz proboszcz Witold Żelwetro zorganizował Pielgrzymkę słonimiaków na spotkanie z Ojcem Świętym do Białegostoku. Od proboszcza wiedzieliśmy jak przebiegała Pielgrzymka Ojca Świętego w naszej ukochanej Polsce. Już Papież odwiedził Koszalin, Rzeszów, Przemyśl, Lubaczów, Kielce, Radom i Łomżę; wszędzie spotykały Go rzesze wiernych. Chętnych na tę Pielgrzymkę i w Słonimiu było bardzo dużo. Wyjechaliśmy ze Słonimia dwoma autokarami: w jednym jechali słonimiacy, a w drugim jechali Polacy ze wsi Sielawicze naszego rejonu. W modlitwach w naszym autokarze przewodniczył sam ksiądz Witold, a w sielawiczskim - pani Janina Łukaszewicz. Po drodze mieliśmy kilka przystanków i wtenczas na poboczu drogi pielgrzymi skupiali się razem. Radośni byliśmy, bo jechaliśmy na spotkanie z Ojcem Świętym i z Ojczyzną na raz. Na wyścigi: kto lepiej Słonim czy Sielawicze śpiewaliśmy pieśni religijne oraz nasze ulubione patriotyczne polskie pieśni: „My, Pierwsza brygada", „O mój rozmarynie", „Przybyli ułani pod okienko" i inni. Wtedy na Pielgrzymce zapoznała się z panią Janiną Łukaszewicz. Wyróżniała się wśród nas: wiedziała na pamięć słowa wszystkich pieśni, jak religijnych tak i patriotycznych. Po przekroczeniu granicy po drodze widzieliśmy przed wielu domami poustawiane ołtarze i ołtarzyki z wizerunkiem Papieża Polaka. Dla nas, zniewalonych komunistyczną i ateistyczną propagandą, było to niezwyczajnie. W Białymstoku byliśmy zaskoczeni gościnnością jego mieszkańców, którzy spotykali nas jak rodzonych braci i jeden przed drugim zapraszali do siebie na nocleg. W dniu, kiedy miał przybyć do Białegostoku Ojciec Święty , z samego rana został wstrzymany ruch autobusowy oraz samochodowy. Ze wszystkich stron po ulicach miasta, jak żywe strumyki, ciekła masa ludzi w kierunku lotniska, gdzie był spiecjalno zbudowany ogromny, wspaniały ołtarz. Ogromny potok wiernych wypełnił całe lotnisko. My, obywatele Związku Radzieckiego, gdzie dotąd wszystko co polskie i katolickie było zakazane , po przez modlitwy i śpiew z natchnieniem i zapałem wliwali się we wspólnotę Rodaków. Przy wysiadaniu z autobusu w Słonimu mimowoli nadal mówiłam po polsku. Kierowca autobusu mój sąsiad ze zdziwieniem i nieco z sarkazmem powiedział do mnie: „Już tak prędko zapomniała język rosyjski?!" Tak, ta nadzwyczajna Pielgrzymka zmieniła ludzi. Zmieniła styl naszego życia. Po powrocie z Polski po spotkaniu z Ojcem Świętym byliśmy już innymi ludźmi. Wspólna modlitwa z Papierzem Polakiem spowodowała, że nadal chcieliśmy być razem . Zaraz po powrocie zaczęliśmy składać podania do Związku Polaków i 15 lipca 1991 roku reonowy oddział ZPB w Słonimiu został oficjalnie zarejestrowany, a w Sielawiczach pani Janina z zapałem zabrała się do zorganizowania wiejskiego oddziału. Pielgrzymkowa wspólnota ludzi w Sielawiczach się nie rozpadła. Starsze pokolenie jeszcze pamiętało dobre polskie czasy. Zaczęli rozmyślać jak odbudować swój kościół, który w tej porze przedstawiał jedną wprost straszną ruinę. Najwięcej o odbudowę kościoła w swojej wsi dbała pani Janina Łukaszewicz. Ksiądz Witold Żelwetro proboszcz Słonimskiej parafii dojeżdżał do Sielawicz i odprawiał Msze Święte w domu państwa Janiny i Jana Łukaszewiczów. Dla odbudowy kościoła potrzebne byli niemałe pieniądze. Na zakup materjałów budowlanych każda rodzina dała po 100 rubli, co wtenczas składało dwie miesięczne pensje. Rodzina państwa Janiny i Jana Łukaszewiczów na potrzeby kościoła dała 1500 rubli. Pani Janina została obrana prezesem kościelnego komitetu i z gorącym zapałem dobijała się poparcia szlachetnej sprawy odbudowy kościoła. Sprawiedliwości trzeba oddać zadość i odznaczyć, że i prezes /priedsiedatiel/ miejscowego kołchozu Franc Tadeuszewicz Szmigiro też popierał tę sprawę, ponieważ w sercu czuł się zawsze rodowitym Polakiem i czrześcijaninem. A panią Janinę jakbym sam Pan Bóg przyznaczył na matkę kościoła. Państwo Łukaszewiczów nie mieli dzieci. Całą swoją miłość ta kobieta skierowała ku Bogu. Nieustannie pracowała nad sprawą odbudowy kościoła. Kierował odbudową kościoła w Sielawiczach nasz Proboszcz. Wkrótce kościół został odbudowany i proboszcz Witold Żelwetro odprawił w nim pierwszą Mszę i poświęcił kościół. A pani Janina wszystkie swoje pomysły, całe swoje serce skierowała na to, żeby kościół w Sielawiczach dobrze funkcjonował. Jak i wprzódy oddawała swój mozolnie zapracowany grosz na jego wyposażenie i utrzymanie. Ma satysfakcję z tego , że za swoje własne pieniądze kupiła do kościoła dywany, bo dba o kościół tak, jak dobry gospodarz. Trudno jest. Nie raz już brakuje sił fizycznych. A i w tym roku , na osiemdziesiątym piątym roku swojego życia, postarała się o przeróbce w kościele pieca, znalazła męszczyznę, aby dziedziniec kościoła został dokładnie wykoszony. A jak nie przyszli wieśniacy, aby wygrabić i wynieść skoszoną trawę, to zrobiła to sama jedna. Przy tym pani Janina jest głęboko zainteresowana sprawami Związku Polaków na Białorusi i przyjeżdża częstokroć na polskie imprezy kulturalno-oświatowe do Słonimia. Stale pronumeruje związkową gazetę „Głos znad Niemna" i czyta ją z wielkim zainteresowaniem. Smysłem jej życia jest Bóg , kościół i praca przy kościele. Pan Bóg u niej na pierwszym miejscu, a wszystko ostatnie na właściwym. Dobrze znam tę kobietę, człowieka głębokiej i nie zachwianej wiary. Często telefonuje do mnie i dzieli się ze mną tym, co przeczyta w „Głosie" i swoimi problemami i każdy raz przy zakończeniu rozmowy kieruje do mnie takie słowa : „Umacniaj nasząwiarę!!!” Leonarda Rewkowska |