| Wojna oczami dziecka |
|
|
|
| Autor: Fryderyk Zaniewski | |
| 22.07.2009. | |
|
Lato było piękne, słoneczne, czasem pojawiały się biało-błękitne chmurki, które ochładzały rozgrzane dziecięce ciała. Dziatwa z wesołymi okrzykami Puchała się przy brzegach Niemna i to dlatego przyroda stworzyła przy obu stronach stacji pomp, która tłoczyła oczyszczoną wodę dla potrzeb miasta, te niewielkie plaże. W dali, w okolicach Rumblówku i nadniemeńskich wsiach: Poniemuniu, Szczuczynowo, Pohorany sznurem stali wędkarze, a że w wodach Niemna było dużo ryb każdy wracał zadowolony do domu. Gdy słońce opadało, a jego kula stawała się czerwono-złocista, młodzież wypływała na wody Niemna kajakami. Daleka było słychać głos sternika, który rytmicznie wykrzykiwał: - Ciąg, a! Ciąg, a! A wiosła uderzały o wodę z plaskiem. Snuły świeżo odmalowane łódki to w górę, to dół płynącej wody, pruły błękitno-czarny prąd rzeki. Rozweselona młodzież śpiewała:
Gdy szumi, szumi woda, a my płyniemy w dal… Nie zapominano o skocznej grodzieńskiej piosence: Wszak każda wie istota, że Paryż słynie z mody, Indura słynie z błota, a Druskienniki z wód! Wenecja ma gondole, a Toruń słynie z ciast Zgadnijcie, które kochać z tych najpiękniejszych miast? To Grodno z najbystrzych Niemna fal! Grodno! W nim koncert i bal! Dziewczęta skrzą w mym harcerskim sercu W Bombaju żony bladną, gdy do nich mówi baj, Znam tylko jedno miasto, gdzie baby wodzą rej, To Grodno, moje ukochane Grodno! W nim takie życie, istny raj! Nikt nie przewidywał, że wojna może rozpocząć się tak nieoczekiwanie. Młodzież weseliła się, dzieci bawiły się, harcerze szli z pieśnią w las. W świętojańskie wieczory saperzy, stacjonujący na Roblówce, pokazywali rozmaite widowiska na płynących pontonach. Dziewczęta puszczały wieńce z zapalonymi zniczami i każda chciała, aby wieniec dalej odbił od brzegu, co wróżyło rychłe zamążpójście. Przepiękne były nocne widoki, gdy z dna rzeki wylatały małe motyle. Wtedy to rybacy na łódkach lub na brzegu rozpalali ogniska i znicze. Biedne robaczki mknęły do ognia, aby osuszyć swe skrzydełka i tam traciły je od gorących płomieni. A jednak pachniało wojną. Niemcy mieli pretensje do Gdańska. Wymagali od Polski zrobienia wolnego korytarza łączącego Gdańsk i Prusy z Rzeszą. Przyszły pisma do ludności niemieckiej od lat zamieszkałej w Polsce, w których zawiadamiano, aby opuszczali swoje mieszkania i domy i wracali do Niemiec. To była pierwsza jaskółka obwieszczająca o wojnie. W Grodnie szły od 1938r. szkolenia przysposobienia wojskowego. Szkolono młodzie, harcerzy, gimnazjalistów, licealistów, urzędników. Dziewczęta szkolono w zawodzie pielęgniarek, sanitariuszek, telegrafistek, łączniczek i nawet polowych kucharek. Chłopaków i mężczyzn szkolono, jak mają obchodzić się z bronią, robienia prymitywnych granatów i butelek z zapalającą się cieczą i oczywiście w strzelaniu. Patriotyzm wzrastał z dnia na dzień, z godziny na godzinę. Na ulicach zbierano datki na zakup samolotów, czołgów, armat. Każdy myślał, wojna będzie zwycięska, a szwabów, prusaków, flaków i Hitlera – pokonamy na pewno. Nadszedł straszny dzień, dzień 1 września 1939r. z radia posypały się wiadomości, że Niemcy napadły na Polskę. Młodzież z opaskami na rękawach, plecakami, chlebakami i maskami u boku i nawet z bronią w ręku opuszczała swe rodzinne domy. Szli do swych przełożonych i obejmowali swe stanowiska na dworcu, poczcie, elektrowni, telegrafie, wodociągu, banku i wyjściowych drogach wiodących na zachód, tuż przy wsi Kiełbasino i Łososna, a także na mostach. Dziewczęta dzielnie wykonywały swe obowiązki, a z radia płynęły niepocieszające wiadomości. Padło w walkach Westerplatte, Gdańsk, Poznań i nadszedł dzień na Warszawę. Od czasu do czasu padały zaszyfrowane wiadomości: „Uwaga, uwaga! Nadchodzi 49, 23, 11, 21”, co oznaczało kierunek i ilość lecących wrogich samolotów. Bombardowano Grodno, Lidę, Białystok i każde polskie miasto i miasteczko. Nadszedł dzień 17 września 1939r. radio zawiadomiło, Związek Radziecki przekroczył granicę i wdzierając się w ziemie polskie, wbijając „sztylet w plecy”. Polska musi bronić się z zachodu i wschodu. Jak zawsze od początku wojny przychodzili do naszego domu znajomi i nawet nieznajomi mężczyźni, by posłuchać ostatnich wiadomości. Tak było i w tym dniu. Porosili o włączenie „Moskwy”. Popłynęła wesoła melodia, a potem spiker obwieścił, że wojsko radzieckie przekroczyło granicę Polski, aby oswobodzić swych braci spod „iga” polskiego, od kapitalistów, burżujów i panów polskich. Aby poniewierany, głodujący i upokarzany bratni naród Zachodniej Białorusi był wolny i połączony z bratnią Rosją. Gdy radio zaczęło nadawać radosne, wesołe pieśni, mężczyźni wstali, podziękowali nakładając czapki. Jedni odeszli w smutku, drudzy z tej Nowokolońskiej biedoty i bezrobotni, którzy byli zwolennikami ustroju komunistycznego wesoło mówili: „Będziemy nareszcie żyć bogato, Rosja da nam chleb i pracę”. Po paru dniach zaczęła się walka o Grodno. Sowieci nacierali z północy, od strony Skidla. Obrońcy miasta wylegli w okolicy „Psiej Górki”, szosy skidelskiej. Walka była zacięta. Armia odstąpiła, natarcie było złamane. Wtedy to przy wsparciu czołgów Rosjanie przekroczyli, w okolicach miasteczka Łunna, Niemen i pędzili do Grodna. Na przedmieścia sowieckie wojsko wkroczyło pod wieczór. W okolicy Romblówka z wysokiego wzgórza z okrzykami: „Ura!”, jak mrówki żołnierze pędzili w dół ku Niemnowi. Zaczęli krzyczeć: „Podawaj czajki! Czajki podawaj!” (podawaj łódki, łódki podawaj). Na przeciwnym prawym brzegu Niemna z czerwonymi kokardami na piersi Nowokolońscy komuniści z biedoty snuli i wypatrywali swych wyzwolicieli przy brzegu i te słowa i okrzyki dodały otuchy, aby każdy chwycił za wiosła. Pod gradem kul obrońców i żołnierzy z pułków 76. I 81. Nieprzyjaciel forsował Niemen i opanował wodociąg. Noc minęła spokojnie. Sowieci rozlokowali się na nocleg przy filtrach stacji pomp wzdłuż długiej niewysokiej szopy. Nad świtem karabinowy wystrzał spłoszył ich. Ktoś rzucił przez dach szopy granat. Z drugiej strony przeleciał kolejny. Straszna rzeź opanowała pen mały skrawek ziemi. Bili się nawzajem. Lała się krew. Huk granatów obudził naszą rodzinę. Mama zapaliła światło. W tym czasie rozległ się trzask w oknie, poleciały szyby. To był wrogi granat, tylko Opatrzność Boża ocaliła nas. Granat nie eksplodował, spadł na ziemię. Po paru minutach pojawili się bolszewicy. Parę żołnierzy z karabinami o długości powyżej człowieka i sztyletem na końcu lufty. Oficer – lejtnant – miał w ręku nagan. Specyficzny smród zapełnił całe mieszkanie. Ten okropny zapach przeplatany potem i dziegciem, pozostał w moich wspomnieniach do dzisiejszego dnia. Lejtnant wykrzyknął: „Kto gospodarz tej fabryki? Odziewaj się kapitalista, burżuj. Ruki w wierch! Wychodi!” Tato zaczął tłumaczyć, że jest to wodociąg, a on tu tylko pracuje. Nie pomogły nawet płacz młodej kobiety i przytulonych do rodziców dzieci. Tatę szturchańcami wyprowadzili z mieszkania. Dalsze rozjaśnienia ojca poskutkowały może i dlatego, że rozmowa odbywała się w języku białoruskim, którym posługiwała się ludność wiejska. Oficer zaczął krzyczeć: „Przerwać ogień!” Raptem wszystko ucichło. Tatę i dołączonego do niego stróża Pana Szabasa bolszewicy poprowadzili w kierunku plaży. Tam kręcili się już karabinami i czerwonymi opaskami na rękawach byli pracownicy wodociągu i z tej nowokolońskiej biedoty. Podeszli do skazańców. Lejtnant rozkazał podać łódkę. „Panie kierowniku, co Pan tu robi?” – spytali znajomi. Odpowiedź była krótka: „Nie wiem”. Wtedy ci zwolennicy ustroju komunistycznego zwrócili się do oficera, a tamten odpowiedział: „Przepłyniemy Niemen i w jarze rozstrzelamy”. Raptownie tato zbladł, a stróż, który nie wierzył w Boga, zaczął się żegnać trzema palcami, bo był prawosławnym. Prośby byłych robotników pewnie poskutkowały. Lejtnant krótko odparł: „Przewieziemy i tam zaprowadzimy do naszego dowódcy”. W pomieszczeniach elewatorów przy ulicy Indurskiej, było dużo cywilów i wojskowych. Nocne przesłuchania trwały trzy dni. Tam tato spotkał Inocentego Guza – franciszkanina, który potem uciekł z więzienia i na granicy był złapany przez hitlerowców, torturowany i zamęczony przez wlewanie strumienia wody do gardła. Dziś jest przez papieża Jana Pawła II ogłoszony błogosławionym męczennikiem. Przyszedł tato czwartego dnia zmęczony, niewyspany, zgłodniały i zarośnięty. Już nie toczyły się walki o Grodno. Walcząca młodzież i wojsko opuściło miasto, wiedząc, że nawała bolszewicka nie będzie odparta. Jednak walki pierwszych trzech dni toczyły się zacięcie. Największy opór stawiała młodzież i harcerze przy szkole mickiewiczówce tuż obok mostu. Rannych i zabitych było niemało po obu stronach, sanitariuszki z pola walki na noszach przenosiły rannych, a tam w budynku „Kasy chorych” przy ulicy Mostowej lekarze walczyli o życie każdego obrońcy. Na ulicach po obu stronach Niemna płonęły sowieckie czołgi. To dzieło młodych obrońców. Spłonął wraz z załogą nie dojechawszy mostu. Do dnia dzisiejszego ulica Lipowa zmieniła nazwę na Gornowych na cześć dowódcy spalonego czołgu. Płonęły czołgi, ginęli atakujący i obrońcy. Aby dać postrach czy zemścić się na obrońcach, schwytano rannego 13-letniego chłopaka z butelką z cieczą zapalającą. Przywiązano do czołgu. Dzieciaka-bohatera opływającego krwią wożono po ulicach miasta. Był to mały bohater Tadzio Jasiński. Matka zaniosła w nocy ciało syna i w nieznanym miejscu pochowała na cmentarzu. Spoczywa ciało bohatera bez krzyża i tylko tablica na kaplicy cmentarnej oznajmia o jego czynie. Gdy opór stał się beznadziejny, obrońcy marszem opuścili miasto i poszli w stronę miasteczka Sopoćkinie, aby przejść granicę litewską. Wiedząc, że Litwini nie byli przychylni Polakom. W Sopoćkiniach z małym oddziałem wojska znalazł się gen. Olszyna-Wilczyński wraz z adiutantem i żoną. Gdy wkroczyli do miasteczka sowieci, odnaleźli miejsce pobytu tego generała. Od razu na oczach żony i żołnierzy wyprowadzono go na dziedziniec, tuż przy stodole z pistoletu padł strzał w tył głowy, potem drugi. Teraz prochy generała i jego adiutanta spoczywają na Sopoćkińskim cmentarzu. Przy pomniku bohaterów zawsze stoją kwiaty. Walki ustały. Grodno zostało zajęte. Jedni mówili, że może i dobrze, że sowieci przyszli, są Słowianami – prawosławnymi i można z nimi porozumieć się. To nie są Niemcy. Zaczęli przechodzić nieszczelną granicę uciekinierzy i większa część wykształconych bogatych Żydów, którzy opowiadali o okrucieństwach Niemców. Ale i w Grodnie nie było spokojnie. Szły aresztowania, więzienie było przepełnione. Bez sądu skazańców nocą wieźli za miasto na „Psią Górkę”, tam w tył głowy NKWDziści rozstrzeliwali, a była to inteligencja miasta: lekarze, adwokaci, nauczyciele, inżynierzy, służba bankowa i zamożni rolnicy. Wspomagała w aresztowaniach i donosach miejska milicja, składająca się w większości z Żydów i Białorusinów i to najwięcej z biedoty. Poszedłem do swojej szkoły, do sióstr nazaretanek. Lekcje rozpoczynały się modlitwą i odśpiewaniem „Kiedy ranne wstają zorze…” Zakonnice ze swych zapasów przygotowywały uczniom posiłki. Był to jęczmienny czy owsiany kleik, jak pamiętam był bardzo smaczny. A dla tych dzieci, które straciły rodziców, był bardzo potrzebny. Jednak po miesiącu przybyła do szkoły komisja na czele z prezesem miasta Schteibachem (miałem w roku 1948 spotkać się z nim. Był on dyrektorem fabryki obuwia, mało wykształcony, niechlujny, lubił palić cudze papierosy. Ja już w tej fabryce jako księgowy). Na drugi dzień po przyjściu komisji zniknęły ze ścian naszych klas krzyże, już nie modliliśmy się i nie śpiewaliśmy, i nie chodziliśmy parami z siostrą-wychowawczynią do kościoła. Na Boże Narodzenie nie było Jasełek, a po nowym roku przestał istnieć i szkoła. Poszedłem do drugiej szkoły. Była to szkoła rosyjska. Uczniowie już nauczyli się alfabetu rosyjskiego i trochę rozmawiali po rosyjsku. Ja tego nie umiałem, tym bardziej, chuligani z mojej klasy rozbili mi okulary. Nie rozumiałem, co nauczycielka-Rosjanka pisała na tablicy. Mama nauczyła mnie alfabetu rosyjskiego. Tato przestał się interesować moimi sprawami był bardzo zakłopotany i zawsze smutny. CdnFryderyk Zaniewski |
| « poprzedni artykuł | następny artykuł » |
|---|
|
| Menu główne | |||
|---|---|---|---|
|
| Radio grodzieńskie | |||
|---|---|---|---|
|
| Zakaz | ||||
|---|---|---|---|---|
|
| Serwis Informacyjny | ||||||||
|---|---|---|---|---|---|---|---|---|
|
| Informacja | ||||
|---|---|---|---|---|
|
| Sondy |
|---|
| Zamów biuletyn |
|---|
|
Bądź zawsze na bieżąco dzięki naszemu newsletterowi! |