Polacy dla Polski PDF Drukuj Email
Autor: Leonarda Rewkowska   
08.09.2009.

Polacy dla Polski Nasi przodkowie na tych terenach dla Polski ofiarowali siebie bez ostatka, ofiarowali swoje łzy, znój, pot i krew. Czy jesteśmy ich dostojnymi spadkobiercami?
Polacy mieszkający na Kresach Wschodnich tylko w Rzeczpospolitej obojga narodów mogli bez przeszkód rozwijać swoją kulturę polską i swój język ojczysty oraz tradycje narodowe. Po trzecim rozbiorze język polski w kraju, który obecnie jest nazywany „Białoruś” rosyjskie samodzierżawie konsekwentnie niszczyło. Rosyjscy szowiniści z pogardą i cynizmem stwierdzali: „Czego nie dokonał rosyjski żołnierz, dokona rosyjska szkoła”. Język polski był zabroniony j prześladowany nie tylko na uczelniach, zabraniano rozmawiać po polsku w miejscach publicznych.

Poddawane długoletniej gehennie cierpień Polacy na Wschodzie tym nie mniej zawsze przykładali dużo starań, by zachować kulturę polską i język ojczysty. Polacy na tzw. „Białorusi Zachodniej” w czasie międzywojennym mieszkali w II Rzeczypospolitej i mieli 19 szczęśliwych lat, gdy mogli swobodnie pielęgnować swój język ojczysty, polską kulturę, polskie tradycje i obyczaje. Polacy Białorusi Wschodniej byli tego pozbawieni nieprzerwanie całych dwa stulecia: Witebsk, Połock, Homel od roku 1772; Mińsk, Pińsk, Mozyrz od roku 1793.
Zakończyła się II wojna światowa i Polacy na ziemiach II Rzeczypospolitej nie ruszając się ze swojej ojcowizny, znaleźli się w innym państwie, w obcym im duchowo ustroju socjalistycznym. Zabrano im obywatelstwo polskie i automatycznie, pod celownikiem automatów, stali Polacy na Białorusi „grażdanami” tzn. obywatelami sowieckimi. Komuniści nie cackali się z „pszekami”, a natychmiast zlikwidowali nie tylko państwowe, a i wszystkie polskie instytucje kulturalno-oświatowe. W 1948 roku została w brutalny sposób zlikwidowana ostatnia polska szkoła na Białorusi w mieście Wołkowysk.
Niszczono kościoły, a księży wrzucano do więzienia. Enkawudziści zalewali kraj krwią akowców, nazywając ich „bandytami”. Eszelon za eszelonem szedł na Zachód z Polakami uciekającymi z ziemi ojczystej, aby nie trafić w ręce czerwonego kata. Kto nie zdążył, albo nie poradził sobie z „repatriacją”, wkrótce znalazł się pod eskortą NKWD w eszelonie, co jechał na Wschód, na „białe niedźwiedzie”.
Polskie społeczeństwo ogarnięte strachem i lękiem zostało całkowicie sparaliżowane. Nie tylko w miejscach publicznych, lecz nawet w rodzinach obawiano się mówić po polsku. Przecież sąsiad - osoba zaufana, czyli „dowieriennoje lico” mógł usłyszeć i donieść „kuda sledujet”. Nagminnie mówiono, że co trzeci obywatel BSRR jest „dowieriennym licom KGB”, Wszystko co polskie okrutnie tłumiono.

Przypomniałam o tym, bo kto nie pamięta przeszłości, nie potrafi zmienić teraźniejszość na lepszą przyszłość. Zanim zabierać się do solidnej roboty trzeba najpierw obejrzeć się wstecz, zobaczyć, co dzieje się naokoło, od czego musimy zacząć i w jakich warunkach pracować. Polacy na Białorusi nie bacząc na represje stalinowskie oraz wielokrotne „repatriacje” do Polski nadał pamiętali: „skąd nasz ród”. Przy spisie ludności w 1989 roku narodowość Polak podało 418 tysięcy. Niestety większość Polaków białoruskich już nie rozmawiała po polsku. Tylko pojedyncze osoby posiadały elementarną wiedzę o Polsce i jej historii. Tylko 2-4 procenty mogli pisać po polsku, były to osoby w wieku 50-60 lat. Jedynym źródłem wiedzy o Polsce oraz języka polskiego do 1988r. było starsze pokolenie, ksiądz i modlitewnik. Ponieważ inteligencji polskiej po „repatriacji” na Zachód i wywózkach na Wschód prawie nie zostało, nie było wzorów poprawnej polszczyzny.
Ale czym wyższa i większa zapora dla wody, tym z większą siłą idzie woda, gdy zapora zostaje rozsadzona. Pierwsze polskie stowarzyszenie kulturalno-oświatowe powstało w 1988r. jeszcze przed obaleniem komunizmu w Polsce. Odradzanie języka polskiego zaczęło się z inicjatywy PSKO im. Adama Mickiewicza i dzięki wsparciu Ministerstwa Edukacji Republiki Białoruś. Od 1991r. wprowadzono uzupełnione programy języka polskiego w klasach I-IV jako przedmiotu fakultatywnego oraz nauczanie wszystkich przedmiotów w języku polskim. Stowarzyszenie przerodziło się w Związek Polaków na Białorusi i zaczęła ukazywać się jedyna polskojęzyczna gazeta „Głos znad Niemna”. W tym zrusyfikowanym doszczętnie kraju, zabłysła iskra polskości.
Jednak z powodu trudności powstałych z podręcznikami, kadrą pedagogiczną - programy oświaty polskiej nie zostały w pełni zrealizowane. Ogromne znaczenie ma język telewizji, radia i prasy. Bo człowiek tylko wtedy będzie rozmawiać w języku ojczystym, kiedy od rana do wieczora będzie przebywać w pewnym środowisku. Niestety do tego czasu nie mamy na Białorusi ani radia polskiego, ani telewizji. Uważam, że bez telewizji obecnie odrodzenie polskości na Białorusi jest niemożliwe. Trzeba odznaczyć, że Zarząd Główny ZPB nigdy nie domagał się, aby Polacy mogli mieć swój program telewizyjny w ojczystym języku na obszarze całej Białorusi.
Polacy własnym kosztem starali się likwidować następstwo rosyjskiej polityki narodowościowej, niszczącej wszystko co było polskie na terenach byłego Wielkiego Księstwa Litewskiego. Odrodzenie świadomości narodowej i języka ojczystego na Białorusi wymagało nie tylko ofiarnej pracy członków ZPB, lecz niemało środków materialnych. Działacze polonijni domagali się, aby nauka języka polskiego, polskie biblioteki, Domy Polskie, zespoły twórczości amatorskiej były finansowane przez skarb państwa białoruskiego, a nie Polski, która sama borykała się w pokonywaniu spustoszeń spuścizny komunistycznej. Domagali się, aby nauka języka polskiego była udostępniona wszystkim obywatelom Białorusi nie tylko w szkołach ogólnokształcących, ale i w placówkach zawodowych, wieczorowych, technikach oraz na uczelniach wyższych.
Dzięki wysiłkom, ja bym powiedziała wielkich, prawdziwych patriotów polskich już w latach 1990-1992 udało się bardzo wiele zrealizować dla odrodzenia polskości. W Brześciu aktywnie działał docent Michał Dobrynin. Jego staraniem oraz wysiłkiem innych polskich patriotów w mieście nad Bugiem już w 1990r. został utworzony Polski Uniwersytet Ludowy. Rektorem PUL był Henryk Stybaniewicz. Od 1991r. działało Centrum Nauki Języka Polskiego, Polski Teatr Amatorski.
W Mińsku dla ratowania języka polskiego, powrotu do polskiej kultury, nauki, oświaty, religii oraz narodowej wspólnoty polskiej stworzono, przez dr. Czesława Bieńkowskiego, naukowo-intelektualne zaplecze ZPB - Polskie Towarzystwo Naukowe. W momencie założenia PTN na Białorusi pracowało 250 szkół, w których wykładany był język polski; nie było żadnej szkoły średniej i wyższej. Potrzebny był Uniwersytet Polski, ponieważ dwie katedry filologii polskiej w Grodnie i Mińsku nie zaspokajały powstałych potrzeb.
W latach 1988-1993 życie polskie na Białorusi wciąż nabierało siły. Jeszcze 29 czerwca 1991r. Ministerstwo Oświaty Narodowej Białorusi na prośbę ZPB powiadomiło, że kurs fakultatywny „Historia Polski” i „Polska kultura muzyczna” może być wprowadzony w szkołach, gdzie jest wykładany język polski i wysłało odpowiedni program do Kierownika Zarządu Oświaty Narodowej Grodzieńskiego Obwodowego Komitetu Wykonawczego w celu wykorzystania programu w szkołach od 01 września 1991r. Zarząd Główny ZPB przez gazetę „Głos znad Niemna” zawiadomił zainteresowanych tylko 15 lutego 1992 roku!!!...
Wówczas jak Zarząd Główny ZPB zwlekał, w terenie szła intensywna praca odrodzeniowa. Nie tylko w Mińsku, w Brześciu czy w Grodnie, a i w miastach rejonowych, w małych miasteczkach i wsiach aktywnie i z ogromnym entuzjazmem działali działacze polonijni. Jako przykład może służyć odrodzenie polskości na ziemi sopoćkińskiej. Oddział PSKO im. Adama Mickiewicza powstał w Sopoćkiniach jako jeden z pierwszych. Organizatorami byli: Józef Łucznik, Leon Zarzecki, Jan Sadkowski, Maria Romańczuk i inni. Rozumieli oni, że odrodzenie polskości zaczyna się od nauki języka. W roku szkolnym 1991-1992 w sopoćkińskiej szkole było 46 godzin języka polskiego tygodniowo. Dużo uwagi poświęcano odrodzeniu obrzędów, tradycji polskich, rosło uznanie dla bohaterów narodowych. We wsi Kalety przeprowadzono ekshumację żołnierzy polskich, którzy zostali rozstrzelani przez sowietów w 1939 roku. Na poświęcenie pomnika poległym polskim żołnierzom przyjechały do Kalet tysiące osób z Białorusi, Litwy i Polski. W Sopoćkiniach zgodnie z pragnieniem mieszkańców przemianowane zostały ulice: ulica Lenina na ulicę Jana Pawła II, ul. Oktiabrskaja - na ul. Generała Olszyny-Wilczyńskiego, ul. Siewko - na ul. Teolińską. Ulica Jana Pawła II w Sopoćkiniach już weszła do historii, zostanie na zawsze w pamięci narodowej Polaków, jako pierwsza ulica Ojca Świętego na terytorium byłego Związku Radzieckiego. Polacy w Sopoćkiniach, Soniczach, Łojkach i innych miejscowościach, gdzie jeszcze przed powstaniem Związku Polaków zorganizowano nauczanie dzieci języka polskiego w szkołach, służyli jako przykład dla innych. W 1992 roku na Białorusi języka polskiego już uczyło się 10191 dzieci. Wkrótce nie tylko w Soniczach, Sopoćkiniach, ale i w Grodnie, Brześciu, Wołkowysku, Nowogródku, Mińsku zostały zorganizowane klasy z polskim językiem wykładowym. Osiągnięcia w sprawie odrodzenia szkolnictwa polskiego zawdzięczamy ofiarnej!!! działalności ludzi starszego pokolenia, wychowanych w duchu polskości w II Rzeczypospolitej.

W czerwcu 1991 roku po raz pierwszy razem z katolikami naszego miasta pojechałam na pielgrzymkę do Białegostoku na spotkanie z Ojcem Świętym. Wspólna modlitwa z Papieżem-Polakiem i Rodakami wywarła wielkie wrażenie. Dla nas, zniewolonych propagandą komunistyczną i ateistyczną, było to wydarzenie ogromnej wagi. Po powrocie z Polski byliśmy już innymi ludźmi, zaczęliśmy podejmować kroki zmierzające do powstania w mieście nad Szczarą placówki polskiej. W Rejonowym Komitecie Wykonawczym pozytywnie odnieśli się do propozycji Związku Polaków w Słonimiu o budowie w mieście Centrum Kultury Polskiej ze Szkołą Polską. Został wydzielony plac pod budowę. Zarząd Główny ZPB w Grodnie proces ten zahamował. Od 1991 roku siedzibą dla Oddziału ZPB w Słonimiu służy mój prywatny dom, który utrzymuję wyłącznie własnym kosztem. Pomoc do nas od „Wspólnoty Polskiej” nie dochodziła, za to ciągle dochodziły wieści o kłótniach o pieniądze, na które wzdrygali się Polacy na całej Białorusi, a zaczynając od roku 2005 awantury, które uprawia grupa pani B. wstrząsają Polonią na świecie. To bardzo negatywnie odbija się na ruchu odrodzenia polskości na Białorusi, a szczególnie na sprawie zachowania kultury polskiej i języka polskiego na naszych ziemiach.
Cały ciężar odrodzenia oświaty i kultury polskiej dźwigali na swych barkach prezesi rejonowych oddziałów wraz z aktywnymi działaczami. W tym roku festiwal „Polonez - 2009” w Słonimiu odbył się 14 maja. Przyjechali do nas goście z Polski, Rosji i z wielu miast Białorusi. W tym piątym z kolei festiwalu wzięły udział dwie orkiestry, sześć zespołów tanecznych, trzy chóry, dwa zespoły instrumentalne, trzy wokalno-instrumentalne oraz indywidualni wykonawcy.  Ogółem na scenie Domu Kultury poloneza wykonywały 402 osoby. Poloneza wykonywano na fortepianie, skrzypcach, wiolonczelach, instrumentach dętych i nawet na bałałajce. Poloneza śpiewano, poloneza tańczono. Cieszy mnie bardzo, że tym razem oprócz polskich zespołów artystycznych wystąpiło na festiwalu niemało zespołów i wykonawców białoruskich. Dwadzieścia dwie pary tanecznego wzorowego zespołu „Miszutka” ze Smorgoń, jak i 18-osobowy zespół „Galaktyka”- niejednokrotny laureat konkursów międzynarodowych, swoim polonezem upiększyli nasz festiwal. To jest przykład, jak polska kultura przenika w kulturę białoruską. Polski polonez nie zna granic i przenika wszędzie tam, gdzie są jego wielbiciele. Dyrektor Słonimskiego Domu Kultury Mikołaj Adamczyk, który pomaga ZPB rozwijać kulturę polską (w Słonimiu odbyło się 10 festiwali polskich i na wszystkie imprezy Dom Kultury razem z wyposażeniem był udostępniany bezpłatnie), stworzył białoruski folklorystyczny zespół „Hrymata”, który „hrymić”, co znaczy brzmi nie tylko na Białorusi. Przez wiele lat „Hrymata” corocznie jest zapraszana na występy do Polski.
Na pewno rezultat naszej działalności byłby znacznie lepszy, jeżeliby w Zarządzie Głównym ZPB nie kłócili się, a zgodnie pracowali w jednym kierunku. Wśród członków Związku Polaków od dawna krąży opinia, że wyniki naszej działalności w odrodzeniu języka ojczystego, polskiej tożsamości narodowej, polskiej oświaty i kultury byłyby o wiele lepsze, żeby w Zarządzie Głównym SZ ZPB znaleźli się działacze z terenów całej Białorusi, a nie tylko z Grodna. Wielu Polaków uważa, że warto, aby główna Siedziba ZPB znajdowała się w stolicy kraju. W artykule „Polska Mińszczyzna” przeczytaliśmy o sukcesach Polaków, które osiągnęli dzięki temu, że dokonali dobrego wyboru i na swoim prezesie Panu Mieczysławie Łysym nie zawiedli się. Delegatom VII Zjazdu SZ ZPB warto dobrze zastanowić i wybrać na prezesa ZPB przede wszystkim człowieka o wyraźnej osobowości i wielkiej sile moralnej. A tacy ludzie wśród nas są. Pani Helena Bohdan wskazała nam jednego z nich.
Drogi Czytelniku! Proszę pisać o naszych Rodakach, aby delegaci mogli dokonać właściwego wyboru. Od nas wszystkich zależy przyszłość polskości na naszych terenach. A więc bierzemy się do właściwej pracy.
Jesteśmy katolikami, Polakami i patriotami. To znaczy żyć powinniśmy na zasadzie: „Modlitwa i praca człowieka wzbogaca”. Życzymy sobie, na pewno słusznie, aby prezes, którego wybierzemy, był praktykującym katolikiem, wzorcem życia rodzinnego, żeby umiał pracować dużo i wytrwale.
Co to znaczy być patriotą polskim? Myślę, że każdy z nas powinien siebie zapytać: Co ja osobiście zrobiłam dobrego dla Polski, a nie o to; co nasza Matka zrobiła dla mnie. Wiemy przecież, że Zarząd w Grodnie do 2005r. otrzymywał od Macierzy niemałe wsparcie finansowe, i gdzie te pieniądze widziałeś, Drogi Czytelniku? Ty jesteś polskim patriotą, bo nadal prenumerujesz za swój zapracowany grosz „Głos znad Niemna” i czytasz jedyną polską gazetę na Białorusi. Czynisz to z roku na rok, bo jak powiedziała zacna Polka 85-letnia Janina Łukaszewicz z Sielawicz: „Mam w domu „Głos” stale, chociaż już źle widzę i nie wszystko mogę przeczytać, lecz prenumeruję, aby podtrzymać polskość”. Nasi przodkowie na tych terenach dla Polski ofiarowali siebie bez ostatka, ofiarowali swoje łzy, znój, pot i krew. Czy jesteśmy ich dostojnymi spadkobiercami?
Jedna Polka z Grodna z bólem mówi, że w mieście Batorego życie polskie zamarło, żali się zamiast tego, żeby zabrać się do żmudnej pracy. W Lidzie, trzykrotnie mniejszej od Grodna, prężnie pracują przy Domu Polskim osiem polskich zespołów artystycznych i życie polskie zawsze tętni, odbywają się jedna impreza za drugą.
A w Grodnie? Ci, co uzurpowali sobie prawo nazywać się Polakami na Białorusi i otrzymywać pomoc od Macierzy, za pięć lat nie tylko nie zorganizowali klas z polskim językiem wykładowym, lecz swoją wywrotową działalnością w wielu miejscowościach zlikwidowali już istniejące polskie klasy. Za pięć lat nie przeprowadzili dla społeczności ani jednego polskiego festiwalu, ani jednego przeglądu, ani jednej imprezy, a Rodakom w Polsce wmawiają, że działają bardzo aktywnie...
Cóż z tego, że nigdzie nie pracując, bo pieniądze mają za uprawianie „zawodu” Polaka kupują mieszkania w Grodnie i Białymstoku, budują wille w Baranowiczach? Nowe kiecki niezadługo nadokuczą, a hańba za skłócanie Polaków pozostanie przy nich na zawsze. Obrzucali współtowarzyszy swojej organizacji znieważającymi przezwiskami: „reżimowiec”, „Judasz”. Otruli ostatnie chwile życia dostojnego żołnierza, obrzucając schorowanego seniora poczwarną plagą aż do śmierci. Solidaryzując się z Edmundem Kolendo, który w wierszu: „Dla Bohatera Wolińskiego” pisał: „...Cała pierś Twoja w nagrodach i Bóg Cię obroni”. Jestem przekonana, że Pan Bóg nas obroni i, że na naszej ciernistej drodze znów zaświeci słońce.
Ponad dwieście lat Polacy na Kresach dążyli do Macierzy. Stało się tak, jak napisano w Ewangelii: „I przyszedł Pan Jezus do swoich, a oni Go nie przyjęli”. Trzeba cierpliwie znosić poniewieranie i wierzyć w lepsze jutro, w to, że zmienia się świat i nadchodzi czas zakończenia konfliktów. W końcu zostaną uznane oczywiste prawdy, „że wszyscy ludzie zostali stworzeni równymi sobie”/Martin Luther King/.
Na VII Zjeździe powinniśmy wybrać na prezesa ZPB człowieka, który zawsze będzie po stronie dobra, a nie zła. Ci, co splamili honor Polaka na Białorusi kłótniami oraz awanturnictwem, doprowadzili do degradacji życie polskie - powinni podać się do dymisji. Wybierzmy do Zarządu ludzi nowych, a nie tych, co doprowadzili Polaków na Białorusi do podziału. Dajmy szansę nowym ludziom zacząć pisać dalszą historię naszego Związku z czystej kartki. Potrzebny nam jest Prezes i Zarząd, którzy potrafią żyć w harmonii na równych prawach ze wszystkimi Polakami, a nie tylko z wybranymi. Potrzebni Prezes ZPB i Zarząd, którzy nie będą żądać dla siebie wygodnictwa, a będą mądrymi i będą pracować dużo i wytrwale. Potrafią dokonać w ZPB zasadniczej zmiany i restrukturyzacji, zjednoczyć Polaków.

Leonarda Rewkowska,
prezes Słonimskiego Rejonowego Oddziału ZPB

 

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »