Jestem optymistą PDF Drukuj Email
Autor: Helena Bohdan   
14.09.2009.
Jestem optymistą Rozmowa z Mieczysławem Łysym, prezesem Mińskiego Obwodowego Oddziału ZPB
Jak Pan ocenia miniony okres 4-letni, który nie był dla ZPB ani łatwy, ani prosty?
- Jeżeli brać pod uwagę ogólną sytuację, to te cztery lata w sytuacji rozłamu negatywnie wpłynęły na stosunek do członkowstwa w ZPB w wielu oddziałach.
Obserwować można ochłodzenie ogólnego klimatu w nastrojach szeregowych członków ZPB, nie ma już tego entuzjazmu z pracy itd. Oczywiście sytuacja nie jest tak ostra i napięta jak 4 lata temu, jednak przed Zjazdem znowuż możemy odczuć na sobie jej negatywne przejawy. Bardzo mnie niepokoi, że szeregowi działacze ZPB nie posiadają informacji o rzeczywistym stanie rzeczy w ruchu społecznym. Wnioskuje to z tego faktu, iż większość zgłaszających się do Domu Polskiego w Mińsku osób, nic nie wie o rozłamie w polskiej organizacji lub nie rozumie przyczyn i motywów tego rozłamu.
Sytuacja z utrzymaniem Domów Polskich nadal jest złożona. Tak np. przy Domu Polskim w Mińsku pracuje polska szkoła społeczna pod patronatem Ambasady RP na Białorusi, naukę w niej 1 września br. rozpoczęło ponad 100 uczniów, jednak żadnych środków na utrzymanie domu od strony polskiej nie dostajemy. Utrzymujemy się jedynie z dzierżawy pomieszczeń. Cieszy nas fakt, że nasz dom podlega rekonstrukcji zgodnie z planem rozbudowy miasta. Decyzja o tym zostanie podjęta w ciągu najbliższych dwóch lat, będzie to jednak wymagało dużych nakładów finansowych.
W Borysowie tylko w ostatnim czasie, dzięki pomocy finansowej miejscowego komitetu wykonawczego, udało się podłączyć ogrzewanie i uregulować zadłużenie. W Nieświeżu władze miejskie wzięły na siebie utrzymanie Domu Polskiego. Za co jesteśmy im niezmiernie wdzięczni. Krytyczna jest sytuacja z Domem Polskim w Rubieżewiczach, budynek stojący w centrum miejscowości runie z dnia na dzień.  

Proszę opowiedzieć, jak przebiegała Konferencja Obwodowa i wyłonienie kandydatów na Zjazd?
- 21 sierpnia odbyła się Konferencja Sprawozdawczo-Wyborca Mińskiego Obwodowego Oddziału ZPB. 43 delegatów ze wszystkich zakątków obwodu mińskiego zebrało się, by zapoznać się z obecnym stanem spraw polskich w swoim obwodzie oraz, by wybrać delegatów, którzy będą reprezentować Polaków regionu stołecznego na VII Zjeździe ZPB. Mińszczyznę w Grodnie reprezentować będą 25 delegatów.
Nie mogę nie powiedzieć o tym, że są u nas oddziały problemowe, jak na przykład – Iwieniec, gdzie kierownictwo, ja podkreślam – kierownictwo oddziału zajęło pozycję poparcia dla grupy Borys i stara się jak najwięcej ludzi wciągnąć do tego konfliktu. Dlatego zebranie tam było bardzo trudno przeprowadzić. Odbyło się ono w dwóch etapach, zwołaliśmy ogólne zebranie mieszkańców tej miejscowości i zdołaliśmy wybrać delegatów i na Konferencję i na Zjazd.  Jak tam dalej potoczą się sprawy, będziemy decydowali już po Zjeździe, jednak z sytuacji w tym oddziale jestem bardzo niezadowolony. To, że kierownictwo oddziału zajęło taką pozycję, to jest ich prywatna sprawa, ale to, że świadomie wciągają ludzi do ciemnych gierek, to już jest nie do przyjęcia. Poza tym większość zwykłych Polaków po prostu nie zdaje sobie sprawy, gdzie ich ciągną. Kierownictwo oddziału na dzień dzisiejszy przeszło od pasywnej formy opozycji do aktywnej formy przeciwdziałania. Chcę zaznaczyć, że wzrasta w tym oddziale niezadowolenie tą sytuacją i oczywiście po Zjeździe wrócimy do tego pytania z całą odpowiedzialnością. Myślę, że zbierzemy tam nie tylko wąski krąg aktywu, ale całe miasteczko, ponieważ jest to duży oddział liczący ponad 300 członków. Może jest to liczba „sztuczna” – jako sposób na to, by nie zebrać kworum, ponieważ tylko za ostatni rok oddział rozrósł się z 250 do 330 osób. W innych oddziałach nie ma takich problemów.

Jakie kroki Pan powziął, by członkowie kierowanego przez Pana oddziału w najmniejszym stopniu odczuwali skutki rozłamu w ZPB, który miał miejsce w 2005 roku?
- Na szczęście region miński znajduje się poza epicentrum wszystkich konfliktów. Jednak jego skutki odczuli wszyscy od ucznia do emeryta, a ucierpieli najbardziej aktywni. Dlatego głównym zadaniem było zorganizowanie normalnej, wolnej od kłótni i podziałów, pracy. Wystąpiliśmy z inicjatywą przeprowadzenia w obwodzie Dnia Kultury Polskiej. Te dni stały się już tradycyjne, a przygotowania do święta trwają przez cały rok. Zespoły nasze pracują, by pokazać swój dorobek i podzielić się swą kulturą. Święto to przyjmowały już cztery nasze miasta – Stołpce, Wołożyn, Nieśwież i Mołodeczna. W następnym roku sztafetę przejmuje Borysów. Jest to przedsięwzięcie zbierające zawsze bardzo liczną rzeszę widzów i gości, w tym i z zagranicy. Stymuluje to pracę wszystkich 16 oddziałów ZPB w obwodzie mińskim.
Dom Polski w Mińsku, kiedy zostałem prezesem i zapoznałem się ze sprawami, był bardzo zadłużony. W ciągu trzech ostatnich miesięcy nie wypłacano wynagrodzenia pracownikom i obsłudze. W celu wyjścia z tej złożonej sytuacji i nie dopuszczenia zamknięcia Domu Polskiego, podjęliśmy decyzję o wydzierżawieniu niewykorzystywanych przez nas pomieszczeń. Np. wynajęliśmy hotel, który zajmował połowę drugiego piętra i gdzie rozmieścić można było jednocześnie… cztery osoby. W związku z tym byłem poddawany ostrej krytyce ze strony moich oponentów. Zarzucano mi, że „Dom Polski zamknięty jest dla Polaków”, znajdują się tu firmy prywatne itd. A to, że interesy Polaków w żadnym stopniu nie ucierpiały, przy Domu Polskim pracują kółka języka polskiego, pracuje polska szkoła, ma próby chór, tego oponenci nie widzą i nie chcą widzieć. Tylko w ostatnim roku na kursach języka polskiego swą znajomość mowy ojczystej zgłębiało w Mińsku ponad 280 osób.
W ogóle obwód miński jest bardzo aktywny w różnych dziedzinach, jest to i kultura, i nauka języka polskiego, i zachowanie dziedzictwa kulturalnego i historycznego, i oczywiście uwiecznienie pamięci Polaków – ofiar nazizmu i stalinizmu.
Podjęliśmy współpracę w różnymi funduszami i otrzymujemy prezenty na Boże Narodzenie dla dzieci uczących się języka polskiego przy naszych oddziałach, nasze dzieci wyjeżdżają na wakacje do Polski. Oczywiście przy pomocy RP, jaką ona była do 2005r., zakres tej pracy byłby większy. Dlatego całkowicie osłonić członków ZPB od negatywnych skutków konfliktu nie byliśmy w stanie. Chcę zaznaczyć, że ci, kto zrobił stawkę na upadek ruchu polskiego na Białorusi, po części dopięli swego.

Dlaczego, Pana zdaniem, Polacy na Białorusi stali się zakładnikami tej sytuacji?
- Złożone pytanie – dlaczego, kto zawinił? Nie ma w tym, oczywiście, żadnej winy szeregowych członków ZPB, którzy w mniejszym lub większym stopniu odczuli na sobie jej skutki. Przecież rozłam rozpoczął się na górze. Pozostali zostali potem wciągnięci w ten konflikt, który już nie jest dziś wewnętrzną sprawą naszej organizacji. Został po części przeniesiony na poziom międzynarodowy i dlatego, moim zdaniem, rozstrzygać się powinien na poziomie międzynarodowym. W tym celu niezbędna jest dobra wola obu stron. A na razie – taki stan rzeczy komuś bardzo odpowiada, ktoś buduje na tym politykę, ktoś zarabia pieniądze.  

Jakie, Pana zdaniem, należy powziąć kroki, żeby ten problem rozstrzygnąć?
- Znowuż sytuacja jest taka, że „góra” nie przysłuchuje się do zdania szeregowych członków ZPB. Nigdy od żadnego członka ZPB nie usłyszałem, że rozłam służy naszej organizacji. Nie znam przykładów, kiedy podczas zebrania lub posiedzenia podjęto decyzję o wszczęciu podziałów lub konfliktów. Absolutna większość członków ZPB nie może się doczekać, kiedy tam na górze dojdą do porozumienia, kiedy wszystkie konflikty odejdą w niepamięć. Kierownictwo powinno to usłyszeć, a nie zajmować się zadowoleniem swoich ambicji. Chodzi o to, że ucierpieli na tym ludzie, traci na znaczeniu ruch polski. Odbudowywać zawsze jest trudniej, niż niszczyć. Historia wszystko jednak poukłada na swoje miejsca. Ale kiedy ktoś za to odpowie i czy w ogóle znajdą się winni?

W przededniu VII Zjazdu ZPB, Pana zdaniem, jaka przyszłość czeka naszą organizację? Jaki jej należy wybrać kierunek dalszego rozwoju?
- Bardzo byśmy chcieli, żeby wszystkie trudności pozostały daleko w tyle. Jednak realna sytuacja jest taka, że oczekiwać na to w najbliższej przyszłości nie warto. Nie znaczy to, że należy złożyć ręce, usiąść i nic nie robić. Szczególna odpowiedzialność spocznie na nowowybranym kierownictwie ZPB. Powinni to być ludzie nowi, inicjatywni, nastawieni na twórczą, a nie rozłamową działalność. Pokładam nadzieję na to, że zmieni się nastawienie do ZPB ze strony władz RP i UE. W tym celu należy, żeby politycy trzymający tam stery, posiadali rzetelną informację o ruchu polskim na Białorusi. Pierwszym krokiem w tym kierunku powinien być zwrot delegatów Zjazdu do wszystkich organizacji polonijnych na świecie, do polityków europejskich, który ma nieść prawdę o nas i naszej działalności. Mam nadzieję, że zostaniemy usłyszani.
Historia nauczyła nas żyć i pracować w trudnych warunkach, w warunkach pewnej izolacji. Należy dalszą pracę organizować w ten sposób, żeby Związek był reprezentatywny, żeby był popularny i przyciągał nowych członków. Należy poważnie zająć się stroną gospodarczą naszej działalności – mamy ku temu wszelkie możliwości. Jestem optymistą, czego życzę również wszystkim członkom ZPB, wszystkim Polakom, wszystkim ludziom dobrej woli.
Dziękuję za rozmowę.
Rozmawiała Helena Bohdan
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »