Lubię tworzyć... PDF Drukuj Email
Autor: Helena Bohdan   
14.09.2009.
Lubię tworzyć& Rozmowa ze Stanisławem Siemaszką, Polakiem sukcesu, osobą charyzmatyczną i nieobojętną
Panie Stanisławie, proszę opowiedzieć o swojej rodzinie, jej korzeniach?

- Urodziłem się w 1952r. na Szczuczyńszczyźnie w polskiej rodzinie. Dzięki Bogu, żyje moja mama, która mieszka z moją siostrą w Szczuczynie. Wychowywała nas z rodzeństwem bardzo rygorystycznie. Szczególnie dbała o wychowanie religijne. Uczyła nas modlić się po polsku. Pamiętam, jak w dzieciństwie dosłownie chowała mnie pod spódnicę i wodziła do kościoła. Przecież wtedy dzieciom i młodzieży nie wolno było chodzić do świątyni. Taka była polityka państwa, które chciało wychować społeczeństwo ateistyczne i w jakimś stopniu to się udało, ponieważ popatrzę na dzisiejszych ludzi i widzę, jak oni w niedzielę biorą „grabie i widły” i tyrają. Zamiast tego, by pójść do kościoła, podziękować Bogu i przeznaczyć ten dzień na obcowanie z najbliższymi. Na zachodzie ludzie w weekend nie pracują i żyją oni, proszę mi wierzyć, nie gorzej od nas, a jak odpoczywają!
Już studiując w Werenowie, byłem świadkiem tego, jak żołnierze burzyli miejscowy kościół. Najpierw zarzucono liny na wieże, a później, gdy ściany runęły, rzucili się na resztki budynku z okrzykami: „Hura!”. Mam ten obraz do dziś dnia przed oczami i dlatego nie przestanę powtarzać: „Dzięki Bogu, że dziś mieszkamy w wolnym państwie, gdzie szanowane są prawa innych ludzi, gdzie mamy możliwość wyznawać swoją wiarę, rozmawiać w swoim języku i nieść wszystkim swoją kulturę.
Moja córka, Helena, od dziecka interesowała się tą kulturą przodków i dlatego oczywisty był nas z żoną jej wybór uczelni. Ukończyła Uniwersytet Warszawski i dziś jest tłumaczem. W Polsce nie została, wróciła na ziemię ojczystą, by tu założyć już własną rodzinę i już kontynuować tradycje polskie.
Bardzo ważne jest, moim zdaniem, to, że pracujemy wszyscy razem, w jednym zgranym zespole. W jedności siła!

Dziś stworzył Pan, powiedziałabym, nieduże imperium, a jaki był początek drogi profesjonalnej? Przecież nie od zawsze był Pan przedsiębiorcą?
- Oczywiście. Na początku była szkoła, 3 lata szkoły zawodowej, służba w wojsku, technikum i instytut. Pracowałem na lotnisku w Szczuczynie, a później zrządzeniem losu znalazłem się w Niemczech. Tam też nie od początku zostałem przedsiębiorcą, najpierw pracowałem w 1 lub 2 firmach.
W kraju byłem jednym z pierwszych, którzy odważyli się pójść w biznes prywatny, a było to jeszcze na zaraniu pierestrojki. Możecie sobie Państwo wyobrazić, przez co przeszedłem, ale w takich warunkach charakter tylko się umacnia.
Pierwszy swój hotel na Białorusi otworzyłem w Szczuczynie. Teraz w Grodnie pracują już 3 korpusy. Poza hotelarstwem zajmuje się budownictwem, mam również biuro projektowe.

Pana recepta na sukces?
- Przez całe życie uczę się. Mogę się uczyć od dziecka i od posiadającego mądrość życiową starca. I oczywiście sam uczę ludzi, jeśli zachodzi taka potrzeba. Doskonałość przecież nie zna granic. Od samego początku uczyłem ludzi, by wykonywali powierzoną im pracę profesjonalnie i na wysokim poziomie jakościowym. I dziś jestem dumny z tego, że tak zdobyłem swą popularność. Pochodzę z klasy robotniczej, z robotniczej rodziny, w której nie było ani ministrów, ani dyrektorów. Nikt mi nie pomagał piąć się w górę. Sam dorobiłem się dzisiejszego statusu i zasłużyłem na szacunek. Daje mi to energię i napawa optymizmem.

Pana pozycja życiowa?

- Wiecie Państwo, uważam, że najstraszniejszą w życiu rzeczą jest obojętność. Nigdy nie przejdę obok osoby, która potrzebuje pomocy. Zawsze dowiem się o przyczynach takiego stanu rzeczy i zrobię wszystko, co w mojej mocy, by temu człowiekowi pomóc. Szczególnie to z wiekiem przychodzi. Ja osobiście bardzo cenię ludzi po pięćdziesiątce. Cenię ich talent, mądrość. Mam całe przedsiębiorstwo, gdzie pracują ludzie po sześćdziesiątce. Jednak zaznaczę, że powinni to być ludzie odpowiedzialni, rzetelni, mądrzy i dążący do osiągnięcia celu.
Nie podoba mi się, że ludzie w pełni sił, a co najważniejsze – doświadczenia, pozostają można powiedzieć „za burtą”. Niedawno przyjąłem do pracy jako głównego inżyniera projektu mężczyznę, który skończył 61 lat. Jaki to talent! A w strukturach państwowych już nie ma dla niego miejsca – ogromny błąd.
Jednak zrozumiałem to tylko z wiekiem. Jak skończyłem 50 lat, zauważyłem, że przestałem się spieszyć, że o wiele szybciej wszystko robię i Zycie rozumiem całkiem inaczej, niż w 20, 30 czy 40 lat. Po pięćdziesiątce życie jest o wiele ciekawsze, proszę mi wierzyć.
Nie do przyjęcia jest dla mnie to społeczeństwo, gdzie człowiek „leży na piecu” – to też jest związane z obojętnością – i chce być bogatym, osiągnąć sukces. Nic przy tym sam nie robi, a tylko czeka, aż mu ktoś to wszystko na tacy podniesie. Jestem z tych ludzi, którzy pracują i zarabiają. Nie po drodze mi z gadułami, leniami i osobami nieodpowiedzialnymi.

Czy spotkał się Pan kiedyś z uciskiem lub problemami na tle narodowościowym?
- Nie, nigdy. Przeszedłem Armię Sowiecką, wyjechałem w czasach ZSRR do kraju kapitalistycznego i już na Białorusi – nigdy i nigdzie nie spotkałem się z tym, że ktoś zmienił do mnie stosunek, jak dowiedział się, że jestem Polakiem.
A dzisiejszym „Polakom”, którzy krzyczą na Zachodzie o uciskaniu Polaków w naszym kraju, chcę powiedzieć, że należy konkretnie rozgraniczyć swą przynależność narodową od tej działalności, którą się prowadzi. Naruszyłeś prawo, popełniłeś przestępstwo, nie chowaj się za swoją narodowość, nie jest ona powodem do pociągnięcia cię do odpowiedzialności. Moja zasada – nie szkodź swemu państwu, wspieraj kierownictwo swego kraju, nie właź do polityki.

Jakim, Pana zdaniem, powinien być Związek Polaków jutro?
- Po pierwsze, należy odbudować utracony autorytet. Mianowicie odbudować, udowodnić swoją pracą: wybudować strukturę od przedszkola do domu pogodnej starości, tworzyć nowe miejsca pracy, świecić przykładem otoczeniu. Ludzi powinni widzieć: Polak - to bogaty i pewny siebie człowiek, który umie pracować, dotrzymuje słowa i umie odpoczywać, dzieląc się swą radością z otoczeniem.
Moja zasada jest taka, że nie dążę do osobistego sukcesu. Dla mnie jest ważne, by obok mnie byli bogaci, sukcesywni i zadowoleni ludzie. Z takim Związkiem państwo będzie kwitło, stając się przykładem w świecie.    
A jeszcze chcę, żeby Polska brała z nas przykład. W głębi serca odczuwam ból i wstyd za tych Polaków, którzy dziś trzymają tam stery i nie wpuszczają swych Rodaków do Macierzy.
Przyznam się, że niedawno dowiedziałem się, że istnieje grupa osób objętych zakazem wjazdu do RP. Proszę mi uwierzyć, że przeżyłem szok, jak się dowiedziałem, że jedni Polacy zakuli w kajdany innych Polaków.                       
Stawiam przed sobą cel – dojść sprawiedliwości. Jeżeli nie będzie z kim rozmawiać w Polsce, dojdziemy do Europarlamentu, ale uczynimy wszystko, żeby winni zostali ukarani.

Dziękuję za rozmowę.
Rozmawiała Helena Bohdan
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »