|
Opinia 12 września 2009 roku stał się bardzo ważną, a wręcz milową datą dla Polaków na Białorusi. Okres, w którym za wszelką cenę utrzymywano rozbicie Polaków na Białorusi dobiegł końca.
Nie był to jednak, jak chcieliby niektórzy, okres stracony. Przez ostatnie pięć lat trwał na stanowisku z jednej strony, wbrew przeciwnościom prezes największej polskiej organizacji, moim zdaniem bohater swojego czasu, Józef Łucznik oraz po drugiej stronie, nieświadoma swej roli, bezwolna Andżelika Borys, dotkliwie przez inicjatorów konfliktu skrzywdzona panna bez pomysłu na siebie i na dzieło, które stało się jej udziałem. Z jednej strony w bezsilnym milczeniu i izolacji ze strony Macierzy, ale z podziwu godnym uporem walczyli o Polskość działacze legalnego ZPB. Z drugiej strony barykady obserwowaliśmy festiwal manipulacji i nieprawdy. Także rozpasanego trwonienia środków pomocowych ze strony Polski, które zamiast trafiać do potrzebujących jej Rodaków, finansowały polityczne ataki na władzę niezależnego państwa. Jeśli ktoś jeszcze w Polsce sądzi, że taki model naszej polityki względem mniejszości polskiej na Białorusi ma sens, niech przyjedzie na Białoruś. Niech zagadnie nowego prezesa i władze ZPB o plany na przyszłość, niech wczuje się w entuzjastyczny nastrój i skonfrontuje to z przerażoną własną niemocą, grupką opuszczonych, wciąż jednak żądnych uznania popleczników Andżeliki Borys. Sobotnie wybory i relacje zamieszczane we wszystkich polskich mediach, najdobitniej dają przykład, jak bardzo władza, a zwłaszcza opinia społeczna w kraju były przez ostatnie lata wprowadzane w błąd. Zaproszeni otóż na wybory przedstawiciele polskich mediów nie pojawili się. Jedynym, więc źródłem wiedzy o ich przebiegu, zostały telefoniczne przekazy Piotra Kościńskiego oraz domysły innych, równie wiarygodnych dziennikarzy. Jako jedyny zaproszony i uczestniczący na każdym etapie wyborów obserwator z Polski, stwierdzam z całą odpowiedzialnością, że wszelkie statutowe procedury zostały zachowane, a delegaci sami i bez jakikolwiek nacisków wybrali prezesa i Radę Naczelną ZPB. Nie dopatrzyłem się żadnych prób wpłynięcia na przebieg wyborów, nacisków lub prób siłowych rozwiązań. Na obradach obecne były białoruskie media, ale niestety nie pojawili się zaproszeni ich polscy koledzy, mimo posiadanych akredytacji na Zjazd. Obrad nie broniły kordony milicji, ale też nie było takiej potrzeby, bo poza panem Kościńskim nikt nie próbował nawet zapytać, czy może wejść na salę, a porządku pilnowało raptem dwóch strażników zakładowych i portierka zakładu, na terenie którego odbywały się obrady. Osobiście nie zdziwiło mnie, że Kościński został zatrzymywany, jak twierdzi, przez milicję. W budynku Zjazdu jego sposób bycia był równie bełkotliwy jak poglądy, które reprezentuje. Snując się niepewnie po korytarzach, próbował nawiązać kontakt z delegatami, chcąc uzyskać jakiekolwiek informacje o przebieg obrad. Jednak, czy to z powodu nachalnego zachowania, czy innych przyczyn, oganiano się od natręta. Nie pozyskując więc żadnych wiarygodnych relacji u źródła, ograniczył swój przekaz do utyskiwania nad własnym losem, wpisując się w jakże dobrze wszystkim znany mit o prześladowanych przez władzę białoruską, niezależnych dziennikarzach. Kolejny przykład klasycznej już rzetelności dziennikarzy opisujących codzienność Polaków na Białorusi daje strona „kresy24”, gdzie niejaki Marek Bućko serwuje nam popis miernoty i taniej propagandy uprzejmie donosząc, że to KGB wybrało Stanisława Siemaszkę na prezesa ZPB. Rozumiem, że będąc jednym z monterów rozbicia ZPB oraz głównym przekaźnikiem półprawd o sytuacji Polaków na Białorusi, musi Bućko utrzymywać się na fali brnąc w oszczerstwa i manipulacje. Kolejne przeinaczenia rzeczywistości podaje Andrzej Poczobut okraszając je głupawym komentarzem. Wybory nie były jak chce ów „dziennikarz” sterowaną przez władze farsą i nikt nie narzucił delegatom lidera. To zaś, że władze samozwańczego ZPB nie uznają prezesa Stanisława Siemaszki, to zupełnie naturalne, ponieważ są to dwie odrębne organizacje, z tą tylko różnicą, że nielegalna, nie ma przy okazji żadnego poparcia wśród naszych Rodaków, a działająca zgodnie z prawem, cieszy się tysiącami gotowych do ciężkiej pracy członków. Poczobut wraz z innymi ze swojej marionetkowej organizacji, rzeczywiście wystosował list do Prezydenta Białorusi z apelem o dialog i legalizację struktur. To jest właśnie panie Poczobut farsa! Tak jak do tej pory obrażaliście legalne władze tego kraju, teraz w obliczu klęski własnych zamierzeń, próbujecie wbrew dotąd deklarowanej nienawiści i pogardy dla tychże władz, prosić o je zrozumienie. Na takich to właśnie nierzetelnych relacjach budowany jest obraz życia Polaków na Białorusi. Musicie jednak panowie redaktorzy zdawać sobie sprawę z tego, że tak dłużej być nie może. Zabrnęliście bowiem pod ścianę, gdzie nie mając już możliwości ruchu obnażyliście wszem i wobec swą małość i kompletny brak argumentów. Nie ma u was miejsca na dyskusję, na merytoryczną rozmowę, a przed wszystkim na konfrontację i dialog. Czuć w waszych słowach paniczny strach przed nieuchronnym - przed zakończeniem konfliktu wokół ZPB, co jednocześnie wykluczy możliwość manipulacji, skazując was na zapomnienie i zawodowy niebyt. Przede wszystkim jednak, na pogardę ze strony zarówno tych, których okłamaliście, ale i tych, których skrzywdziliście. Dość polityki – jak stwierdził prezes Stanisław Siemaszko. Dość wikłania w nią mniejszości polskiej. Nadszedł czas działania i realizacji kulturalnych i społecznych działań wynikających ze Statutu ZPB. Tak naprawdę nigdy nie było rzeczywistych powodów konfliktu politycznego między Polską a Białorusią. Nasi sąsiedzi nie prześladowali Polaków. Normalizacja stosunków miedzy obu krajami, powinna obecnie wrócić na swe naturalne tory, o ile tylko uda się tę prostą prawdę uzmysłowić polskim władzom. Jestem głęboko przekonany, że nowe władze ZPB, jedynej reprezentacji Polaków na Białorusi, nawiążą dialog z polskimi władzami oraz wszystkimi, którzy dali się zwieść propagandzie nienawiści samozwańczych liderów. Życzę wszystkim hartu ducha i niezłomności. Chylę także w podziwie czoła przed działaczami, którzy odwagą i czynem realizowali wyznaczone im przez ZPB cele, tworzyli dialog między narodami, a nie tchórzliwie, podstępem i manipulacją opartą na zastraszaniu obywateli obcego państwa, niszczyli dorobek wielu lat wielkiego wspólnego dzieła Polaków na Białorusi. Jarosław Marek Chodynicki Komitet Pojednanie |