|
Autor: Inf.wł.
|
|
11.09.2006. |
|
Krzyż Katyński nie może być miejscem dla prowokacji Kolejne zamieszanie grupa zwolenników Borys uczyniła 15 sierpnia na... Cmentarzu Wojskowym w Grodnie. Jak podają polskie agencje informacyjne, podczas przeprowadzenia akcji doszło do konfliktu z białoruską ekipą telewizyjną. Jako wynik - Poczobut i Jaskiewicz przed sądem.
Co te osoby może łączyć z tym tak ważnym dla Polaków Grodna miejscem? Pytanie retoryczne. Krzyż Katyński, pomnik ofiarom represji politycznych, przy którym tradycyjnie zbierają się podczas uroczystości miejscowi Polacy, został postawiony w 1990r. Ufundował go wice-prezydent Białegostoku Jan Bielski, a przywieziony został dzięki śp. Stanisławie Kuczyńskiej oraz Józefowi Łucznikowi. Jak wspomina Józef Łucznik, prezes ZPB, pomnik składał się z trzech części i ważył 300 kg; gdy na granicy pracownicy służb bezpieczeństwa zapytali dokąd wiozą, to odpowiedział, że do biblioteki przy Popowicza. Natomiast przewieziono go na przygotowany fundament na cmentarzu i w ciągu godziny ustawiono. Potem przez pół roku pomnik stał obity deskami, ponieważ władze nie mogły zdecydować się na pozwolenie odsłonięcia. A odnowieniem zrujnowanego cmentarza zajmował się Ryszard Kacynel. „Nie było wtedy nawet blisko Borys, Porzeckiego i innych “uciśnionych” oraz przedstawicieli konsulatu, którego jeszcze nie było w Grodnie - mówi Józef Łucznik. - A dzisiaj oni przeprowadzają swoje akcję, obrażają związkowców i robią z tego wielki hałas - to jakby usiedli do cudzego stołu i powiedzieli gospodarzom “do widzenia“. Całkowity brak kultury”. Inf.wł. |