Redakcja Głosu znad Niemna przekazuje wyrazy szczerego współczucia rodzinie i bliskim zmarłego. Postawa życiowa tego człowieka, aktywność i niezłomność to przykład zachowania pamięci narodowej, pamięci o ofiarach faszyzmu, żywa lekcja patriotyzmu. Niebo Jego duszy… Redakcja Głosu znad Niemna O smutno znanym kołdyczewskim obozie koncentracyjnym wiele jest informacji, również o tym, że obóz powinien być nazywany obozem śmierci. Założony przez faszystów w 1942 roku funkcjonował do lipca 1944r. W tym czasie w nim i jego okolicach zostało uśmiercono ponad 22 tysięcy naszych obywateli oraz obywateli innych krajów. W tej “fabryce śmierci” faszyści zawód zabijania ludzi stale “doskonalili”. Zabijali ludzi przez rozstrzelanie, powieszenie, zakopanie żywcem w mogiłach, za pomocą specjalnej “buławy”, niemowląt rozrywali na połowę… I jeszcze wymyślali wiele innych sposobów. Niektóre zabójstwa zostały przeprowadzone w celu zastraszenia otwarcie przy dużej liczbie ludzi, ale niektóre wykonywano w ścisłej tajemnicy. Pierwszą z tych tajnych “operacji” zgodnie z dyrektywą Polenaktion Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Niemiec w 1942r. było zniszczenie polskiej inteligencji z rejonu stołpeckiego, w tym księży katolickich. Zostali aresztowani między 28 czerwca a 2 października i przewiezieni do obozu kołdyczewskiego. Egzekucje przeprowadzono 15 października 1942r. przez służby SD bez jednego strzału. Więźniów wsadzono do specjalnej maszyny - “duszegubki” i podczas transportu zatruto spalinami w hermetycznej
karoserii. Tego, kto podczas “rozładowania” okazywał oznaki życia, wykończano kijami i kamieniami... Mimo tajemnicy przeprowadzanych okrucieństw było niewielu świadków zdarzenia. Rankiem tego strasznego dnia mój ojciec wracał z Kołdyczewa od swojego dobrego przyjaciela Adama Radkiewicza do wsi Grybowszczyna, gdzie była ziemia rodziców. Dobrze znając drogę, szedł prosto, w tym przez mały gaik. I tu zobaczył w rowie z I wojny światowej niezasypane zwłoki ludzi, których twarze miały czarno-niebieski kolor. Śladów kul nie było. Wiele zwłok było w ubraniu księży katolickich. Ojciec zorientował się, że ludzi otruto gazem. Tak odsłonięto tajemnicę zniszczenia Polaków w uroczysku Lachówka (podobnie i miejsce wybrane było przez esesmanów nie przypadkowo). Szczegółowe dochodzenie w sprawie tej zbrodni stało się znane dla nas znacznie później. Jest to opisane w pamiętnikach Ireny Szeląg-Bernaczek, która po wojnie mieszkała w Polsce. Tam, w Lachówce, spoczął i jej ojciec, Karol Bernaczek. Moja rodzina mieszka w odległości 3 km od miejsca masowych egzekucji więźniów. Do nas dochodziły pogłoski, że esesmani jeżdżą do uroczyska Pogorzelec (Łozy) cegłę z jakimiś niedobrymi zamiarami. Jednak nic konkretnego nie wiedzieliśmy. Prawda były pogłoski o spalaniu ludzi w tym uroczysku. Jasność w tej kwestii pojawiła się po zapoznaniu się z “Aktem Baranowickiej Komisji Miejskiej o masowej zagładzie przez niemieckich najeźdźców faszystowskich obywateli sowieckich w Baranowiczach i okolicach oraz o wywożeniu mieszkańców do ciężkiej pracy w Niemczech” z 1 stycznia 1945r. W rozdziale II tego aktu czytamy: “W obozie koncentracyjnym Kołdyczewo (uroczysko Łozy) w listopadzie 1942 roku został zbudowany piec kremacyjny, w którym spalono zwłoki 600 więźniów przywiezionych z więzień w Baranowiczach i Stołpcach. Po spaleniu 600 ciał praca pieca została przerwana, a 6 więźniów, którzy go zbudowali, zamordowano”. Podobne informacje na temat istnienia pieca krematoryjnego w uroczysku Łozy (Pogorzelec) poinformował w książce “Getto Baranowickie. Kołdyczewski obóz zagłady” B.P. Szerman. W książce autor twierdzi, że “działanie pieca nie było skutecznym”, co stało się powodem zakończenia jego pracy. Jednak hitlerowcy chcieli spalać ludzi, aby zatrzeć ślady swych zbrodni i potem zaczęli budować nowy piec. Tak to opisuje B.P. Szerman: “Wiosną 1944 roku policjanci objeżdżali okoliczne wsie w poszukiwaniu pieców budowlanych. Komendant Główny przyspieszał: nadesłano rysunki dużych pieców do spalania zwłok. Jednak potężne ciosy Armii Sowieckiej zerwały te plany ludożercze. Budowane piece wysadzono w powietrze, a budowlanych (około 20 osób) zamordowano”. Jednak lokalizacja krematorium dla mnie i moich rodaków pozostawała nieznana. Pomógł ją znaleźć mój rodak Mieczysław Danilkiewicz, wybitny fizyk, doktor nauk. Podczas wojny mieszkał we wsi Michnowszczyna, która znajdowała się w odległości jednego kilometra od uroczyska Pogorzelec (Łozy). Okazało się, że Mieczysław zna miejsce budowy krematorium, które zostało wybrana w pobliżu wody i było zamaskowane. Ułożył plan lokalizacji krematorium w stosunku do grobów pomordowanych Żydów i Polaków i potwierdził, że działało krematorium nie długo, prawdopodobnie z powodu niskiej wydajności. Lokalizację byłego krematorium ustalił również mój rodak Bolesław Żdanowicz, który mieszka w Horodyszczu i zrobił wiele, aby zachować pamięć o zmarłych. Społeczne Zjednoczenie “Związek Polaków na Białorusi”, któremu Baranowicki Rejonowy Komitet Wykonawczy zlecił wykonanie prac projektowych budownictwa obiektów kołdyczewskiego obozu śmierci, w osobie Mieczysława Łysego aktywnie podtrzymali ideę stworzenia w miejscu krematorium znaku pamiątkowego. Zespół autorski, który już zaprojektował i wykonał znak pamięci zaginionym, mieszczący się na 15 km autostrady Baranowicze-Horodyszcze, konserwację dawnego gmachu więzienia w wiosce Kołdyczewo, uporządkowanie terenu wokół drzewa “śmierci”, na którym zostali powieszeni ludzie, a także mogiły, gdzie zginęło 960 naszych rodaków w Pogorzelcu i innych, postanowił również bezpłatnie i społecznie opracować dokumentację kosztorysowo-projektową dla utrwalania miejsca spalania setek ludzi w piecu krematoryjnym. Do zespołu projektantów weszli wspaniały architekt Włodzimierz Macielski, bardzo doświadczony inżynier Stanisław Szaciłło, inżynier Łarysa Ciotuszkina oraz autor tego artykułu. Dzięki dobrej koordynacji prac dokumentacja została opracowana w krótkim terminie oraz przekazana do Baranowickiego Rejonowego Komitetu Wykonawczego 3 lipca 2009r. Projekt zawiera udane rozwiązanie budowlane, które łączy prostotę konstrukcji oraz niskie koszta prac. Według informacji Aleksandra Gryckiewicza, zastępcy przewodniczącego Baranowickiego Rejonowego Komitetu Wykonawczego ds. budowy, wkrótce zostanie rozpatrzone pytanie budownictwa tego obiektu. Mamy nadzieję, że do 65. rocznicy zwycięstwa nad faszyzmem, ostatnio symbol męczeństwa naszego narodu - znak pamięci w miejscu krematorium w uroczysku Pogorzelec - zostanie zbudowany, co będzie wielkim wkładem w utrwalanie pamięci o ludobójstwie naszego narodu oraz przypomnieniem żyjącym, co przyniósł faszyzm do naszego kraju, jak ważne jest zachowania pokoju i przyjaźni między ludźmi.
Józef Lichuta, fot. M. Łysy Szanowna Redakcjo Głosu znad Niemna!
W 20. rocznicę wydania Głosu znad Niemna serdecznie pozdrawiam redakcję i wszystkich jej pracowników z Jubileuszem i życzę dobrego zdrowia, powodzenia w pracy i sukcesów twórczych. Od 1994 roku Głos informował czytelników o bliskiej dla mnie i moich rodaków tragedii naszych ludzi, jak również obywateli niektórych innych krajów, którzy zginęli podczas wojny w kołdyczewskim obozie smierci, w tym Polaków z Horodyszcza, Stołowicz, Iszkołdzi, Pierewołoki, Baranowicz, rejonu stołpeckiego i in. Gazeta systematycznie drukowała informacje o wszystkich przedsięwzięciach, związanych z wydarzeniami tragicznymi w tym obozie śmierci podczas wojny oraz przeprowadzonej stałej pracy o zachowanie pamięci ofiar terroru faszystowskiego. Szczegółowo informowano o uroczystościach żałobnych w 50., 55., 60. i 65. rocznicę tej tragedii, odsłonięciu Znaku upamiętniającego ofiary faszyzmu w 15 km autostrady Baranowicze-Horodyszcze i in. Za pomocą gazety udało się nawiązać kontakty ze Stowarzyszeniem Rodzin Kołdyczewskich w Polsce, które łączy krewnych zamordowanych w tym obozie, które bardzo aktywnie pracuje w celu zachowania historii potomkom o ludobójstwie naszego narodu przez nazistów. Chcę wyrazić szczególne podziękowania dziennikarz Tatianie Zaleskiej, Natalii Szapniewskiej i in. Ich artykuły zawsze wyróżniały się głębokim zbadaniem tematu, uczciwością i obiektywizmem. Jeszcze raz dziękuję serdecznie! Szczęść Wam Boże!
Józef Lichuta