Opinia PDF Drukuj Email
Autor: Tadeusz Kruczkowski   
09.02.2010.
Kilka uwag w sprawie polskiej wschodniej polityki zagranicznej: na tle wyborów na Ukrainie i nie tylko

Ostanie wydarzenia na Ukrainie dobitnie świadczą o całkowitym krachu polskiej polityki wschodniej. Weźmiemy parę przykładów.

Prezydent W. Juszczenko, gorąco popierany przez polski rząd (przeciwko W. Janukowiczowi, zresztą politykowi polskiego pochodzenia), wydał rozporządzenie o uznaniu UPA za kombatancką organizację. Trudno sobie wyobrazić, żeby w jakimś kraju bojówki, walczące u boku Hitlera, były uznane za kombatantów II wojny światowej. Oprócz tego, to akurat UPA wymordowała na Wołyniu według różnych danych około 60 – 80 tysięcy polskiej ludności cywilnej. Widać, że emerytura przysługuje tym „kombatantom”, którzy tak namęczyli sie rżnąc piłami polskie dzieci i kobiety. A ostatnio Juszczenko uznał przywódcę UPA Ściapana Banderu bohaterem Ukrainy. I to jest jeden z efektów polskiej polityki wsparcia ukraińskich nacjonalistów. Czy można to nazwać polską racją stanu?

Stało się już, jak się to mówi klasyką, że sytuacja mniejszości narodowej zawsze jest trudna i skomplikowana. Prawie zawsze są problemy z państwem, gdzie istnieją mniejszości narodowe. Lecz gdy pewne siły polityczne z Macierzy dla swoich ideałów liberalnych ( albo własnej kieszeni!?) próbują wykorzystać swą mniejszość narodową za granicą nie myśląc o skutkach, czy można to nazwać polską racją stanu? O tym, z jak ogromną krytyką spotkały się dziś w Polsce działania sił liberalnych, a raczej w wydaniu polskim “kosmopolitycznych”, niszczące w skutki dla polskiego interesu narodowego, można dowiedzieć się z polskiej prasy. W prasie prawicowej wręcz o takiej polityce mówi się jako o antypolskiej. Skutki tej polityki jak wiemy wybitnie odbili się i na sytuacji  ZPB.

Obecny stan ZPB jak i jego historia są także dobitnym tego przykładem. Historię ZPB tworzyli skomplikowane warunki polityczne – na początku ZSSR, potem niepodległej Białorusi i stosunki polsko-białoruskie i nie tylko... ZPB oficjalnie jest uznawany jako spadkobierca Towarzystwa Kulturowo-Oświatowego im. A.Mickiewicza. Powstały pierwsze polskie organizacje na Białorusi, jak wiadomo, według decyzji kierownictwa ZSSR w ramach polityki perestrojki, jako zmiana sowieckiego modelu polityki narodowościowej. Akurat wtedy według zasady, żeby zniszczyć pewien ruch społeczny, potrzebne było stać na jego czele, były wysyłani przyszli „działacze społeczni”. W naszym przypadku takim stał się major KGB ZSSR T.Gawin. A więc ZPB był pomyślany jako część sowieckiego modelu rozwiązania spraw narodowościowych. Akurat to i wyjaśnia dlaczego kadrowe kierownictwo ZPB na czele z p/płk Gawinem przeżyło szczęśliwo dla siebie lata 90-te,  kiedy to już system sowiecki oficjalnie nie istniał. Do tego trzeba przypomnieć, że podobny systemowy model przekazu władzy był także w RP, jak to dobitnie pokazują obecne polityczne skandale w Polsce: informację o założeniu PO przez służby specjalne są tylko wizerunkiem tej góry. Przecież w Polsce dobrze jest wiadomo, że kadrowy oficer KGB i rosyjskiego FSB T. Gawin wykłada obecnie w prywatnej uczelni ministra rządu D. Tuska – Kudryckiej w Białymstoku taką dyscyplinę jak europeistyka. Na samej uczelni po cichu o tym mówią, że może wykładać tylko „kgbistykę”. Zresztą, dobitnie to świadczy nie tylko o prywatnej uczelni Kudryckiej, ale o całym rządzie D. Tuska. Jednak nie on jest tematem naszego artykułu, o nim powiemy w swoim czasie.

Tworzyli także ZPB ludzie – działacze społeczni i zwykli członkowie mniejszości polskiej na Białorusi. Za ten czas dużo czego stało się, jest szereg osiągnięć, rozczarowań, błędów. Niestety według zasady deviede et impera tych ludzi świadome rozdzielono: pojawiły się grupy Sienkiewicza, Malewicza, Borys, rodzinne klany Siliwonczyk, Porzecki - Poczobut. I co najgorsze dzieliło tych ludzi nie różne podejście do rozwoju polskości na Białorusi, ale interesy swojej „kiszeni”, możliwość dostępu do „koryta”.

Ale żyjemy w obecnej sytuacji: istnieją oficjalny ZPB, a także grupa Borys-Gawina Poczobuta, uznawana przez rząd Polski i działająca na własną korzyść, na wypełnienie swych „kieszeni”. Działają oni aktywnie, tylko nie na korzyść polskości na Białorusi. O działalności nieoficjalnego ZPB już pisałem na łamach Głosu, chociaż temat ten jest daleki od wyczerpania. Najgorsze w tej sytuacji to, że mniejszość polska na Białorusi, jak niejednokrotnie słyszałem od naszych działaczy z różnych stron kraju, jest wyniszczana przez państwo polskie. To, co nie udało się władzy carskiej za stulecia, czy sowieckiej za dziesięciolecia, rząd Polski za pośrednictwem grupy „zawodowych Polaków” załatwił za parę lat. W Polsce dobrze jest także wiadomo, że znaczna część tych „zawodowych Polaków” nie są nawet polskiej narodowości...

Oficjalny ZPB przez te lata, nie patrząc na trudną polityczną, ekonomiczna sytuację, zachował się: działalność statusowa trwa (gorzej czy lepiej w pewnych oddziałach), chociaż i straciła znaczną część swoich członków, zachowały się dwie polskie szkoły (chociaż znacznie zmniejszyła się liczba polskich dzieci uczących się języka ojczystego). Trudno temu dziwić się: część członków ZPB po prostu zrezygnowała ze społecznej działalności w obliczu politycznych wydarzeń wokół ZPB, część została po prostu przekupiona (korzyści materialne, wizy, Karty Polaka i td.) albo oszukana: co było całkiem nie trudno w sytuacja poparcia polskich placówek dyplomatycznych. Osłabienie ruchu polskiego na Białorusi, sprzyjały także problemy w oficjalnym ZPB, w tym także i personalne, ale to już zupełnie inna historia. O tym jeszcze warto napisać nie tylko oddzielny artykuł... ale  na to jeszcze nie przyszedł czas.

W obecnej sytuacji moim zdaniem dla ZPB do rozwiązania są następne problemy: stosunki ZPB z Polską, ZPB a Państwo Białoruskie. W pierwszym przypadku tutaj powstaje zasadnicze pytanie: „Czy Rząd Polski, według swej Konstytucji, zamierza uznawać Polaków na Białorusi  jako część jedynego narodu polskiego? Czy nadal nas dzielić na prawdziwych i „pseudo Polaków?” W drugim przypadku, moim zdaniem, podstawowe pytanie leży w określeniu pozycji rządu RB: jaki ZPB jest potrzebny – świadomych Polaków, lojalnych obywateli Białorusi, działających na korzyść dobrosąsiedzkich stosunków Białoruś – Polska? Czy ZPB pasywnie istniejący, jako pewna struktura, niezbędna w pewnej sytuacji politycznej. Od odpowiedzi na te zasadnicze pytania uważam, że zależy dalsza perspektywa ZPB. Te kwestie, w znacznym stopniu, nie zależą od członków ZPB, a od politycznych układów i rachunków.

W obecnej sytuacji od nas, członków ZPB, Polaków na Białorusi, w znacznym stopniu, zależą perspektywy bliższe: utrzymanie silnej samodzielnej (w tym także i ekonomicznie) organizacji, działającej według swego statutu w podtrzymaniu i rozwoju ojczystej kultury i oświaty. W warunkach pozbawienia pomocy finansowej z Polski (ona wiadomo idzie prywatnej grupie „zawodowych Polaków”) kwestią przeżycia organizacji staje się samodzielna działalność gospodarcza ZPB jak to i było określone na zjeździe 2009 roku przez prezesa Stanisława  Siemaszko. Chodzi o tak zwanej «wędce», o czym dawno mówiło się, a nie o «rybie», jak zawsze robiła to w stosunku do polskich organizacji Wspólnota Polska. ZPB od dawna miał struktury gospodarcze, w tym, w tym także i w ostatniej kadencji, ale z różnych przyczyn nie udało się uniezależnić się ekonomicznie. Potrzeba jest grupa ludzi myślących ekonomicznie, ale i zarazem narodowościowo świadomych tego. Powstaje pytanie: na Białorusi są przecież początki polskiego biznesu – może znajda się stąd ludzie, którzy wesprą ZPB, bo poczują taka potrzebę?!

Możliwość samodzielnego istnienia ZPB (jak polskich organizacji na Litwie) stworzyła by nowa sytuacja. Władze polskie obecnie udające, że nie ma problemu ZPB przyszłyby same do rozmowy i zdjęłyby swe absurdalne zakazy. Bowiem stało by się zupełnie jasne, że obecny Rząd Polski finansuje prywatną grupę „zawodowych Polaków” (Borys, Gawin, Porzecki, Poczobut i in.). Samodzielny ekonomicznie ZPB powinien także oficjalnie odmówić się od pomocy ze strony skorumpowanej Wspólnoty Polskiej i potrzebować rzetelnej komisji dla zbadania tej powstałej sytuacji. W tej sytuacji i Polacy z Białorusi odejdą od grupy „zawodowych Polaków”, którzy ich okradają także i przez sprzedaż wiz i Karty Polaka. O czym dobrze wiedzą nie tylko miejscowi Polacy. Ale i w Polsce. Oficjalny ZPB, samodzielny ekonomicznie, stwarzający miejsca pracy, zajmujący się swymi statutowymi działaniami, stanie się atrakcyjny dla wszystkich stron.

Pozwolę sobie przypomnieć niedawną wypowiedź byłego marszałka Sejmu RP, a obecnego Prezesa Wspólnoty Polskiej M.Plarzyńskiego, o tym, że nasze (Rządu Polskiego –T.K.) poprawne zachowanie wobec Litwy i Ukrainy nic nie dało mniejszości polskiej, natomiast na Białorusi, z którą Polska nie ma poprawnych stosunków, polska mniejszość nie ma takich problemów jak na Litwie czy Ukrainie. A więc, Panowie Polscy Politycy: czy nie jest najważniejszy czas przyznać się do swoich błędów polityki wschodniej, szczególnie na Białorusi?! Pozwoliło by to Polakom na Białorusi mieć poprawne stosunki ze swoją Macierzą – Polską, a także normalnie funkcjonować, być poważanymi i lojalnymi obywatelami naszego kraju zamieszkania – Białorusi. Moim zdaniem jest to w interesach wszystkich stron. A więc, zostało tak mało...jeżeli tylko chcieć!

Tadeusz Kruczkowski, członek Rady Naczelnej ZPB
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »