| Trudne lata odrodzenia |
|
|
|
| Autor: Leonarda REWKOWSKA | |||||||||
| 11.09.2006. | |||||||||
Strona 1 z 7 Jest tyle sił w narodzie, jest tyle dużo ludzi; Niechże w nie duch twój wstąpi i śpiące niech pobudzi Stanisław Wyspiański Pierwsze kroki w Związku Polaków Od 1939r. przez 40 lat Polacy mieszkający w Słonimiu żyli jakby pogrążeni w sen letargiczny. Żyli w biedzie. Po śmierci śp. Henryka Dragiela nie mieli księdza. Aby móc uczestniczyć we mszy św., byli zmuszeni jechać do Baranowicz. Czas od czasu przywozili księdza z Różany. W każdą niedzielę zbierali się razem w kościele pw. Niepokalanego Poczęcia NMP i modlili się wspólnie. Chociaż nie było księdza, nie pozwolili sowietom zamknąć kościoła. Stale płacili podatki, przeprowadzali remonty. Przez całe dziesięciolecia zwracali się do miejscowych władz o pozwolenie na przyjazd księdza. Niejednokrotnie: Janina Łukaszewicz, Stanisława Burdziuk, Leonarda Buszczyk, śp. Kazimierz Adamowicz, Regina Nieścierowicz, Władysław Gartman, Borys Nieścierowicz obijali progi u władz w Słonimiu, jeździli do Grodna do obkomu partii, z prośbą o pozwolenie na przyjazd księdza. Władze, natomiast, szukały różnych pretekstów i odmawiały parafianom. Polacy nie ustępowali i wciąż zbierali podpisy dochodząc swoich praw. Gdy władze odmówiły po raz kolejny pod pretekstem, że księdza nie dają, bo nie mają, a z młodych ludzi nikt uczyć się na księdza nie chce, słonimiacy wyszukali w Nowej Myszy młodego chłopaka, który podjął naukę w Seminarium Duchownym w Rydze. W 1987r. młody ksiądz Henryk Okołotowicz przyjeżdżał do Słonimia i potajemnie, ponieważ nie otrzymał oficjalnego pozwolenia, kilkakrotnie odprawiał mszę świętą w kościele sióstr niepokalanek. Nie mogąc nic wskórać na Białorusi, będąc w rozpaczy, parafianie wysłali skargę — telegram do Michaiła Gorbaczewa do Moskwy. Natychmiast Stanisława Burdziuk dostała odpowiedź, że do Słonimia księdza przyślą. W 1987r. po 19 latach oczekiwania, przyjechał do Słonimia ksiądz. Był to Witold Żelwetro. Podniesieni na duchu parafianie upiększali kościół. Ksiądz Witold zamieszkał w kościele. Ponieważ plebania przy kościele, gdzie mieszkał ksiądz Dragiel, zajmowała później lekarz rejonowy Wiktorowa. Po jej śmierci plebania była wolna i wierni zwrócili się do rajkomu partii o zwrot plebanii. Parafianie spodziewali się, że ich prośba zostanie uwzględniona. Na żal, plebania spodobała się sekretarzowi partii. Gdy po miesiącu przyszli z nadzieją na pomyślne załatwienie sprawy do rajkomu partii, sekretarz powiedziała, że plebanię wykupiła na własność. Będąc w tak perfidny sposób oszukani, parafianie zwrócili się do sądu. Niestety sąd stanął po stronie sekretarza partii. Święte oburzenie było tak wielkie, że Polacy zorganizowali akcję protestu. Na dużych transparentach napisali swoje żądania do władz z wezwaniem: „Nie prychwatizirujtie narodnoje dobro!” (Nie zagarniajcie dobra narodowego!) Od kościoła przeszli z transparentami przez miasto i pikietowali rajispołkom. Trzyosobową delegację (byłam w jej składzie) pikietujących przyjął przewodniczący Rajispołkomu Wiktor Czorny. Rozmowy nie dały skutku. Odwilż, która nastąpiła przy Stanisławie Szuszkiewiczu, wkrótce zaczęła zmieniać się na mróz sowiecki. I do dziś była sekretarz partii mieszka w plebanii. Niepowodzenie w sprawie odzyskania plebanii zbliżyło słonimskich Polaków. Powstał nieformalny związek. Doszły wiadomości, że w Sopoćkiniach oraz w różnych wsiach rejonu grodzieńskiego zostały formalnie założone społeczne zjednoczenia Polaków. (Polskie Stowarzyszenie Kulturalno-Oświatowe im. Adama Mickiewicza). Dowiedzieliśmy się, że Józef Łucznik stara się, aby ulica Lenina została przemianowana na ulicę Jana Pawła II i żeby napisy były w języku polskim. Gdy w Sapoćkiniach ulica Lenina została przemianowana na ulicę Jana Pawła II, a ulica Oktiabrskaja - na ulicę Generała Olszyny-Wilczyńskiego, a ulica Siewka - na ulicę Teolińską - w ich ślady poszli Polacy w innych miejscowościach. Odebrałam te wiadomości z zadowoleniem. Napisałam dwa listy: odezwy do władz słonimskich i pod kościołem po mszy św. zbierałam podpisy pod nimi. Udało się i nam w Słonimiu przywrócić nazwy historyczne: ulica afrykańskiego komunisty Patrisa Lumumby zaczęła nazywać się, jak to było przed wieki, ulicą Różańską, a Placowi Gorkiego została przywrócona nazwa Lwa Sapiehy, jak to było w dobre polskie czasy. Powstawały jeden po drugim oddziały ZPB we wszystkich miastach rejonowych obwodu grodzieńskiego. Polacy w Słonimiu też zaczęli myśleć o utworzeniu oddziału ZPB. Pierwsze starania różnych osób nie przyniosły oczekiwanego efektu. Widocznie przeszkodziło to, że z Polski przyszedł cały “TIR” (około 24 ton) darów dla Polaków słonimskich: ubranie, obuwie, żywność. Komu, gdzie i w jaki sposób zostały podzielone na pewno pozostanie na zawsze tajemnicą. Mówiono, że w podziale uczestniczyło 9 osób, lecz nikt nie przyznał się do tego. Ta zagadka zbulwersowała Polaków, stała się przyczyną nieufności jednego do drugiego. Ten dar nie stał się “manną z nieba”, a “kością niezgody”. Ze swoją współtowarzyszką niedoli Sybiraczką śp. Eugenią Wróblewską bardzo ubolewałyśmy z tego powodu. Poczułam, że nie mogę być obojętna i zaczęłam zbierać podania do Oddziału Związku Polaków w Słonimiu. Doszłyśmy do wniosku, że to my, Sybiraczki, musimy postarać się i zorganizować oddział organizacji społecznej. Domówiłyśmy się, że będę zbierać pisemne podania, a ona będzie je rejestrować i zbierać składki. W Grodnie w tym czasie, prawdopodobnie jednego ze słonimskich uczestników podziału ”TIR-u”, uważano za prezesa. Dowodów i śladów widocznych społecznej działalności tych osób, oprócz podziału darów, nie pozostało, jeśli nie liczyć tego, że przez pierwsze trzy lata mojego prezesowania na spotkania opłatkowe do Ambasady RP w Mińsku od Słonimia na polecenie Zarządu Głównego ZPB jeździłam nie ja, a inna osoba i otrzymywała “wsparcie” jako prezes. I oto my, dwie Sybiraczki, żyjące z cierniami w sercu, zaczęłyśmy nie od rozdawania dóbr, a ze zbierania podań i składek. Podania zbierałam po mszy św. pod kościołem i zanosiłam na rejestrację do mieszkającej naprzeciwko kościoła śp. Eugenii Wróblewskiej. Tę pierwszą księgę rejestracji, gdzie ręką Eugenii Wróblewskiej napisane imiona i nazwiska 144 Polaków słonimskich, zachowuję jako źródło kronikarskie powstania Oddziału ZPB w Słonimiu i jako pamiątkę o starszej koleżance Sybiraczce. Pod nr. 1 w dniu 11 czerwca 1991r. zostało zapisane podanie samej Wróblewskiej-Jegorowej Eugenii. Następne wpisano podania: Jerzego Żdanowicza, Bronisławy Wasilenko, Janiny Kucko, Ireny Sidorowicz, Reginy Nieścierowicz. Moje podanie zostało zapisane pod nr. 6 - 15 lipca 1991r. - data oficjalnej rejestracji Oddziału ZPB w Słonimiu. W br. będziemy obchodzić 15-letni jubileusz. Entuzjazm Polaków rósł z dnia na dzień. Pamiętali, jak cierpieli nie mając żadnych praw, jak byli prześladowani. Gdy rozwalił się ZSRR i w 1992r. Polska zawarła z Białorusią Traktat o Dobrym Sąsiedztwie i Współpracy, dla nas, Polaków, zrodziła się nadzieja na lepsze jutro. Polacy obudzili się z letargu, zaczęli wstawać z kolan, podnieśli głowy. Zaczęliśmy i w Słonimiu rozwijać swój Związek. Zorganizowaliśmy kilka koncertów. Ileż to było radości i dumy, kiedy nie gdzieś tam w podziemiu, a w Miejskim Domu Kultury dla setek ludzi śpiewano pieśni w polskim języku i tańczono polskie tańce narodowe. Jako pierwsi do Słonimia przyjechali: chór “Głos znad Niemna” pod kierownictwem Wiktora Adamowicza i zespół “Lechici” pod kierownictwem Reginy Zawadzkiej. Zrodziła się idea zorganizowania polskich zespołów artystycznych i w naszym mieście.
Odnowienie świątyni Bożej łączyło ludzi Z ogromnym, radosnym entuzjazmem zaczęli Polacy na całej Białorusi odbudowywać zniszczone kościoły, odtwarzać istniejące w czasie międzywojennym parafie katolickie. Na ten cel tysiące szeregowych działaczy Związku Polaków na Białorusi poświęcały swój czas, pracę, a nie raz ostatni grosz, zarobiony mozolną pracą w ZSRR. W Słonimiu na Zamościu 500 lat temu powstał pierwszy drewniany kościół. W 1775r. na miejscu drewnianego kościoła pobudowano murowaną farę pod wezwaniem Św. Andrzeja Apostoła. W barokowej farze w 1949r. zrobili magazyn soli. Bolszewicy zniszczyli w Słonimiu nie jeden kościół: garnizonowy, kanoników laterańskich, zabrano na cerkiew kościół bernardynów. To było celowe udoskonalone barbarzyństwo. Dach świątyni został zniszczony i mokra sól nieubłaganie niszczyła mury. W 1991r. wierni odzyskali zrujnowaną świątynię. Polacy zaczęli podnosić kościół z ruin. Najpierw pod przewodnictwem księdza Witolda Żelwetry zaczęli usuwać skamieniałą sól, leżącą plastrem o wysokości do trzech metrów nie tylko na posadce kościoła, lecz i w podziemiach. Codziennie przychodziły do pracy dziesiątki ludzi. Dookoła świątyni powstały wysokie góry soli, kawałków cegły, resztek dachu i różnych śmieci. Pewnego razu policzyłam pracujących - było ich 84 osób! Najstarsza z nich była śp. Konstancja Harkawa mająca wówczas ponad 80 lat, a najmłodsza Ola Daniuluk miała zaledwie 8 lat. Praca była ponad siły, a jednak każdy pracował, wykonując określoną czynność: jedni kilofami wybijali skamieniałości, drudzy wyciągali gruz wiadrami, trzeci ładowali go na ciężarówki. Dzieci, starsze kobiety zbierały śmiecie, resztki zgniłego drewna, połamane gałęzie. Polacy nie tylko pracowali, lecz przy pracy ćwiczyli zapomniany język polski. Przy odnowieniu kościoła z wielką przyjemnością używali polskich wyrazów. Nikt nie mówił: “Podaj nasiłki”, a mówili: “Proszę podać nosze!” Potrzebne nam były materiały budowlane. Na zakup cegły, drewna itd. Wiele starszych pań oddawało całą swoją emeryturę. Przykładem w pracy byli Janina Jelińska, Kazimierz Adamowicz, Stanisława Burdziuk, Irena Mackiewicz. Kupione przez Polaków materiały budowlane kradli złodzieje i wierni każdej nocy po trzy osoby pilnowali budowy. To był szczyt entuzjazmu. Wspólna praca jednoczyła ludzi. Ciężka, mozolna, wyczerpująca, żmudna praca setek ludzi przyniosła cudowny plon: świątynia została podniesiona z ruin bardzo prędko i przywrócona do kultu Bożego. To było wielkie osiągnięcie słonimskich Polaków. 8 września 1993r. odbyła się uroczysta konsekracja kościoła. Wzięli w niej udział licznie zgromadzeni wierni. Gorliwie modlili się przed obrazem Matki Boskiej Żyrowickiej usytuowanym w ołtarzu głównym. W uroczystej mszy św. wzięli udział dostojnicy Kościoła rzymskokatolickiego: ówczesny metropolita mińsko-mohylewski abp. Kazimierz Świątek, ordynariusz grodzieński bp. Aleksander Kaszkiewicz, nuncjusz apostolski na Białorusi Gabriel Montalwo, definitor generalny oo. kapucynów z Rzymu o. Pacyfik Dydycz oraz licznie zgromadzone duchowieństwo katolickie z Białorusi. Proces odbudowy zniszczonych w czasie ateizmu kościołów i odtworzenie istniejących w czasie międzywojennym parafii katolickich odbywał się wszędzie indziej: w miasteczkach, we wsiach i trwał nadal. Zostały przywrócone do życia kościoły w okolicach Słonimia: w Radziłowszczyźnie, Dereczynie, Nowodziewiątkowiczach, Łukienicy, kaplica we wsi Pławskie. Ze środowiska zdawało się niczym nie wyróżniających się ludzi niepostrzeżenie wyłaniała się osoba, która zaczynała aktywnie działać na rzecz odrodzenia Kościoła. Tak było we wsi Sielawicze rejonu słonimskiego, gdzie przedtem niedostrzegalna Janina Łukaszewicz zaczęła aktywnie działać. Potrafiła porozumieć się i z ludźmi, i z władzami — i wkrótce we wsi został odbudowany drewniany kościół. Janina Łukaszewicz urodzona w 1915r. i teraz jest prezesem komitetu kościelnego we wsi Sielawicze i aktywnym członkiem Związku Polaków na Białorusi. Takich ludzi mamy niemało. Jest znamienne, że ci, którzy byli najaktywniejsi w sprawie odnowienia kościołów, jako pierwsi wstąpili do Związku Polaków tworząc swoisty trzon zjednoczenia społecznego. Zawsze byli wierni Kościołowi i podtrzymywali idee odrodzenia polskości na Kresach z całych sił swoich. Oni to właśnie zawsze prenumerowali i prenumerują, i czytają każdy numer gazety „Głos znad Niemna” i wszystkie sprawy Związku Polaków są im bliskie i dobrze znane. Polacy z mocną wiarą katolicką w sercu są niezawodni w każdej sprawie polskiej. Wykonując obowiązki prezesa oddziału ZPB nigdy na nich nie zawiodłam się. Nie raz byłam wprost zdumiona ich postępowaniem: jak ludzie w starszym wieku nie mając dostatecznie sił fizycznych jako pierwsi stawiali się do ciężkiej pracy, np. na renowacji cmentarza legionistów polskich. W trudnym okresie oni jako pierwsi przynosili składki ze swoich mizernych emerytur, aby dać dowód wierności Związkowi Polaków. Jako przykład mogę przytoczyć szanownych seniorek: Leokadię Woronko, Antoninę Sokołowską, Janinę Pankiewicz, Stanisławę Burdziuk, Czesławę Parnicką i wielu, wielu innych. Pierwsi członkowie Związku Polaków dużo pracowali. Pracowali społecznie nie oczekując żadnego wynagrodzenia, bo sprawa odrodzenia polskości była w ich sercach i była sprawą ich życia. Robili swoją sprawę, jakby zapominając, że nimi kieruje podpułkownik KGB Tadeusz Gawin. Zresztą nie mieli innego wyjścia: albo odradzać polskość pod kontrolą podpułkownika KGB, albo nadal trwać w letargicznym śnie w głębokim podziemiu. Szeregowi związkowcy pragnęli zrobić jak najwięcej dla odrodzenia polskości, myśląc o swoich dzieciach i wnukach. Nie myśleli, że ich praca może być wykorzystywana dla brudnych celów.
Rozpalenie kagańca oświaty Polacy w Sopoćkinach, Soniczach, Łojkach i innych miejscowościach, gdzie na samym początku powstania Związku zorganizowano nauczanie dzieci w języku polskim, służyli jako przykład dla innych. Ciekawym jest fakt, że ogółem już w 1992r. języka polskiego uczyło się 10191 dzieci. Wkrótce nie tylko w Sapoćkiniach, ale i w Grodnie, Brześciu, Wołkowysku, Nowogródku zostały zorganizowane klasy z polskim językiem wykładowym. Osiągnięcia w sprawie odrodzenia szkolnictwa polskiego były dokonane, zawdzięczając ofiarnej działalności ludzi, wychowanych w duchu polskości w II Rzeczpospolitej. Pracowałam w szkole nr 1 jako nauczycielka biologii, nie zastanawiając się nad tym, że oto ja, Polka z krwi i kości, wykonując swoją pracę nauczycielską uczestniczę w procesie rusyfikacji. Otrzeźwienie nastąpiło w 1988 roku. Odpoczywałam wówczas w sanatorium Birsztonas na Litwie. Nie mogłam nie zauważyć, jak Litwini troszczą się o zachowanie swojej tożsamości narodowej, jak pieczołowicie przekazują z pokolenia na pokolenie litewskie tradycje narodowe, jak dbają o swój język. Tam spotkałam sędziwego Litwina, rozmowa z którym pozostawiła głęboki ślad w moim sercu. Zapytał mnie: „Skąd Pani przyjechała?” Odpowiedziałam: “Z obwodu grodzieńskiego”. Zapytał: “Jakiej jest Pani narodowości?” Odpowiedziałam: “Jestem Polką”. Z ust sędziwego Litwina, jak ostateczny werdykt sędziowski, padło: “Zdrajca!” Wybełkotałam zmieszana: “Dlaczego?”. “A dlaczego, skoro jest Pani Polką, rozmawia ze mną w języku rosyjskim? W tym kraju nie zapomnieliśmy języka polskiego”. Chciałam usprawiedliwić się: “W obwodzie grodzieńskim teraz wszyscy rozmawiają po rosyjsku”. “Przed Panem Bogiem odpowiadasz za siebie, a nie za wszystkich” - powiedział stanowczo. Przemilczałam, bo nie miałam nic do powiedzenia w swojej obronie. Zapytana “Gdzie pracuję?” Przyznałam się: “Jestem nauczycielką biologii”. “Podwójny zdrajco! Jako Polka powinnaś sama rozmawiać w języku polskim, a jako nauczycielka uczyć dzieci języka polskiego!” Ta rozmowa wywołała rewolucję w moim myśleniu i przewartościowała moje poglądy i pojęcia. Zaczęłam ze wszystkimi, kto rozumiał język polski, rozmawiać w języku ojczystym. Rozmawiać tak! Ale jak mogłam uczyć dzieci języka polskiego? Sama ani jednej lekcji języka polskiego nie miałam. Nie trzymałam w ogóle w ręku żadnego polskiego podręcznika. Przez długie dziesięciolecia nie widziałam nawet, jak wygląda abecadło polskie... Los sprawił, że w 1991r. wyjechałam w licznej grupie słonimskich Polaków do Białegostoku na spotkanie z Ojcem Świętym Janem Pawłem II. Spotkałam się z siostrami Lilą i Ludwiką i podzieliłam się z nimi swoim pragnieniem nauki dzieci języka ojczystego. Byłam od dawna zaprzyjaźniona z państwem Andrzejewskimi. Pani Halina, gdy dowiedziała się o moich problemach z podręcznikami, zatelefonowała do nauczycielki swojej córeczki z klasy II. Wieczorem nauczycielka (żałuję, że nie zapytałam o jej imię i nazwisko) uzbierała 32 dwie używane książki “Litery”. Życie pod względem materialnym było na Kresach trudne: nic nie można było kupić, wszystko było na kartki. Nasz autokar był zastawiony deficytami, bo każdy pielgrzym kupił coś, czego nie można było kupić na Białorusi. Gdy siostry, odprowadzając mnie, podały do autobusu związane paczki używanych “Liter”, wszyscy podróżujący byli bardzo zdziwieni. Obawiałam się, że mogą je zabrać na granicy? Wszyscy zwrócili uwagę, że oprócz książek nic nie mam i patrzyli z litością na dziwaczną nauczycielkę. Jedna z kobiet zakpiła: “Czemu tak mało masz książek?” Odparłam: “Zgadzam się, ale żeby każdy w tym autokarze wziął równie mało książek, to w Słonimiu 1000 dzieci można by było nauczyć czytać modlitwy po polsku”. To były pierwsze podręczniki polskie, za pomocą których zamierzałam uczyć dzieci języka polskiego, aby oczyścić się od piętna podwójnego zdrajcy. Pracowałam wtenczas w szkole nr 1. Kadra pedagogiczna w tej szkole była do mnie i do Polaków przyjaźnie nastawiona. Zastępca dyrektora Sergiusz Kardasz rozmawiał ze mną w szkole po polsku. Z dumą opowiadał, jak będąc młodym chłopcem w 1939r. znalazł się wśród tych, co bronili rejonu zdzięciolskiego przed bolszewikami. Dzieci, które uczyłam, uważałam za boskie. Ogłosiłam wśród nich zebranie rodzicielskie, na którym powiedziałam o możliwości nauczania dzieci języka polskiego. Wczuli się w treść moich pragnień i motywów mojego postępowania. Zrozumieli przedstawioną przeze mnie koncepcję. W ciągu kilku tygodni uczniowie 5-7 klas przynieśli ponad 200 podań napisanych przez rodziców. Delegacja rodziców razem ze mną zaniosła je do Oddziału Oświaty Słonimskiego Rejonowego Komitetu Wykonawczego. Mimo to, że był luty, kierownik Oddziału Oświaty nie odmówił i napisał rozporządzenie o mianowaniu mnie na kierownika kółka języka polskiego. Od 1 marca 1992r. zaczęłam uczyć dzieci. Od 1939r. dzieci języka polskiego w szkołach słonimskich nie uczono. Miałam tylko 32 “Litery” i przechowywałam je w pracowni laboratoryjnej biologii. Podczas zajęć książki rozdawałam dzieciom, po 45 minutach zbierałam, żeby iść na zajęcia do drugiej grupy. Tak uczyłam dzieci do końca roku szkolnego i dotkliwie odczuwałam swój “analfabetyzm polonistyczny”. Nikt w Słonimiu nie mógł mi ani dopomóc, ani zamienić. Pragnęłam pojechać na kurs języka polskiego do Lublina, lecz nie udało się. Brak nauczycieli zgłaszałam kierownictwu ZPB, lecz mnie nie słuchano. Sama szukałam nauczycieli w Grodnie. Szukałam podręczników. Towarzystwo Miłośników Ziemi Słonimskiej i Nowogródzkiej w Warszawie zatroszczyło się i udostępniło nam 300 książek autorstwa Heleny Metery “Czytam po polsku” w komplecie z zeszytami ćwiczeń. To był prawdziwy skarb! Ale jak miałam te podręczniki przywieść do Słonimia? Z tym problemem przyszłam do naszego proboszcza ks. Witolda. Skierował mnie do o. Józefa Fajlera z Dereczyna. Ojciec Józef jechał busem do Warszawy i wziął mnie ze sobą. Nocowaliśmy w Sulejówku w domu Tadeusza Sosińskiego, autora kilku książek o Słonimiu. Tam znajdowały się przygotowane dla dzieci słonimskich książki. Szczęśliwie przekroczyliśmy granicę z książkami schowanymi pod ubraniami używanymi. Jeździłam jeszcze kilka razy do Polski i zawsze “przemycałam” podręczniki. Przed 1 września 1992r. udało się ściągnąć do Słonimia dwie osoby: Annę Lewandowską i Natalię Sienkiewicz. Zamieszkały u mnie. W 1992-1993 roku szkolnym Natalia Sienkiewicz pracowała w szkole nr 1 i uczyła języka polskiego jako przedmiotu 137 uczni od 1 do 10 klasy. Anna Lewandowska pracowała w szkołach nr 2 i 3 i uczyła 220 dzieci języka polskiego fakultatywnie. W 1993r., aby móc bez ostatku poświęcić swoje życie sprawie odrodzenia polskości na Kresach, poszłam na wczesniejszą emeryturę. Przestałam uczyć dzieci biologii za pieniądze i uczestniczyć w rusyfikacji, a cały swój czas poświęciłam pracy społecznej w Związku Polaków.
|
|||||||||
| « poprzedni artykuł | następny artykuł » |
|---|
|
| Menu główne | |||
|---|---|---|---|
|
| Radio grodzieńskie | |||
|---|---|---|---|
|
| Zakaz | ||||
|---|---|---|---|---|
|
| Serwis Informacyjny | ||||||||
|---|---|---|---|---|---|---|---|---|
|
| Informacja | ||||
|---|---|---|---|---|
|
| Sondy |
|---|
| Zamów biuletyn |
|---|
|
Bądź zawsze na bieżąco dzięki naszemu newsletterowi! |