|
Rozmowa z redaktorem naczelnym „Magazynu Polskiego” Eugeniuszem Skrobockim
„Magazyn Polski” to pierwsze powojenne czasopismo w języku polskim na Białorusi. Jak się zrodziła idea założenia tego wydania i kto stał u progów jego powstania? - Pierwszym wydawanym periodykiem w języku polskim przez Związek Polaków był „Głos znad Niemna”, który założyliśmy w 1989 roku. W 1991 roku odwiedziłem Zamość i trafiła mi się „Zamojska Kronika Kulturalna”. Zapoznałem się z tym pismem i pomyślałem: Dlaczego nie możemy wydawać takiego pisma dla swoich rodaków? W gazecie nie mogliśmy poruszać wszystkich zagadnień z historii, kultury, szkolnictwa. Wtedy zrodziła się u mnie idea założenia pisma naukowo-kulturalno-oświatowego. Zacząłem nad tym pracować i, ponieważ w Grodnie materiałów źródłowych było mało, pojechałem do archiwum i biblioteki Akademii Nauk i Uniwersytetu Wileńskiego, gdzie znalazłem dużo ciekawych materiałów.
W końcu 1991r. z kolegą w Warszawie zaczęliśmy myśleć, jak tę ideę urzeczywistnić. Znaleźliśmy firmę, która robiła łamanie, znalazły się również dobre serca — śp. prof. Jan Malinowski, prezes Towarzystwa Przyjaciół Grodna i Wilna, który opłacił nasze wydatki, oraz Barbara Reszko - którym podobała się ta idea. Podjęli się zadania znalezienia funduszy na ten cel. Zwróciliśmy się do Ministerstwa Kultury RP, gdzie przyjęto nas bardzo przychylnie, i zaczęliśmy wydawać „Magazyn Polski”. Pierwszy numer ukazał się nakładem 10 tys. egzemplarzy. Już w pierwszym numerze podaliśmy dużo informacji o historii miast i miasteczek. W ogóle wychodziłem z założenia, że będziemy szeroko opisywali tradycje narodowe, klasyczną literaturę polską, szczególnie autorów pochodzących z naszych terenów — znad Niemna, Dźwiny i Prypeci. Łamanie „Magazynu” odbywało się w Polsce, ponieważ tu nie mieliśmy żadnego sprzętu, nawet komputera. To była nowa dziedzina działalności na początku lat 90. XX wieku. Tylko po dwóch latach pojawił się u nas pierwszy komputer, który raczej mogliśmy wykorzystywać jako maszynę do pisania, a nie do łamania. Kupiła go dla nas Barbara Reszko z Warszawy. Tak w marcu 1992r. mieliśmy nasz „Magazyn Polski”, który rozpowszechnialiśmy wśród rodaków. Rozwoziliśmy czasopisma po oddziałach. „Magazyn” się podobał, czego świadectwem były liczne listy nadsyłane do redakcji — z Białorusi, Ameryki, Kanady, Anglii, Niemiec, a nawet otrzymałem list z Botswany — do Afryki trafiły kopie niektórych artykułów. Listy drukowaliśmy nie zmieniając ich treści i tak zdobywaliśmy zaufanie naszych czytelników. W 1993r. robiliśmy czasopismo w Polsce, a od 1994r. zaczęliśmy łamać go w Grodnie. Drukowaliśmy i drukujemy „Magazyn” w Słonimiu, bo tam był dobry sprzęt poligraficzny, mogliśmy wydrukować kolorową okładkę. Marzeniem jest, aby cały magazyn był kolorowy, ale to wiąże się z wysokimi kosztami wydania. Zakres tematyczny czasopisma jest dość szeroki. Główne tematy to... - Widzimy jakie zmiany historyczne i narodowościowe, cywilizacyjne odbywały się w ciągu XX wieku. Na pierwszym miejscu stawiamy problemy Polaków tu mieszkających, w różnych okresach naszej historii. Dla nas ważne jest pojmowanie tych problemów nie reporterskie, a głębokie, naukowe. Badacze z uczelni białoruskich oraz polskich podejmują różnorodne pytania, dotyczące Polaków na naszych terenach. W doborze tematów nam pomagają znawcy życia Polaków na Białorusi, jak prof. Iwona Kabzińska, prof. Zdzisław J. Winnicki z Wrocławia, ks. prof. Roman Dzwonkowski z Lublina, wybitny krajoznawca Leszek Wątróbski ze Szczecina, Witold Karpyza z Gorzowa Wlkp., z Białorusi — Jan Gajdel, Witalij Barabasz, Stanisław Sielwanowicz i in. Także zaczynają z nami współpracować młodzi utalentowani badacze — Jan Szumski, Andrzej Cichomirow, Jerzy Kurstak — absolwenci uczelni w Grodnie studiujący w Polsce. Materiały w „Magazynie” drukujemy po polsku, a listy czytelników drukujemy w języku oryginałów, może być jeden-dwa artykuły po rosyjsku czy białorusku — ale to są ciekawe, “gorące” materiały. Czytelników mamy różnych i nie wszyscy chętni naukowe artykuły mogą przeczytać po polsku. Na przykład dobrze o okresie II wojny światowej pisze prof. Iwan Basiuk, który bada sytuację zaistniałą w czerwcu-lipcu 1941 roku. Pochodzi z Nowogródczyzny, wykładał na uczelniach wojskowych, bada materiały archiwalne i jego artykuły budzą wielkie zainteresowanie. Artykuł o przyczynach sytuacji i popełnionych błędach w Armii Czerwonej w 1941r. przeczytano w Ministerstwie Obrony Białorusi, przedrukowano w białoruskiej gazecie wojskowej. Te badania przeprowadzono po raz pierwszy. Zapiska pierwszego sekretarza komunistycznej partii Białorusi i późniejszego dowódcy ruchu partyzanckiego Pantelejmona Ponamorienki do Stalina, gdzie mówiło się o popełnionych błędach na początku wojny ojczyźnianej, nie była znana przez 60 lat. Głównym celem naszego pisma jest pokazanie prawdy historycznej. Teraz przygotowujemy do druku artykuł Basiuka o nielegalnych przygotowaniach partyzanckich na terenie dzisiejszej Białorusi w II połowie 20. lat i na początku 30. Jeżeliby te przygotowania nie wstrzymano, to wojna możliwie skończyłaby się szybciej. Stalin i dowództwo uważali, że ruch partyzancki jest niepotrzebny, ponieważ rozpracowywano inną strategię i nie zamierzano walczyć na terenach ZSRR, co potwierdzają wnioski zawarte w książkach Wiktora Suworowa. Ważne miejsce w poruszanych przez pismo tematach zajmuje problem świadomości narodowej, historia, wkład naukowy Polaków w rozwój cywilizacyjny. Dużo uwagi poświęcamy polskim tradycjom narodowym. Drukujemy utwory literackie, przede wszystkim wiersze, które lepiej odbierają czytelnicy. Musimy wychodzić poza naszą zaściankowość, dlatego piszemy o zmianach współczesnych zachodzących w literaturze, kulturze, rozwoju myśli technicznej i filozoficznej i in. Nie zapominamy o pomocy księży w pojmowaniu świata i moralności, drukuje się wiele materiałów na ten temat. „Magazyn” czytają od deski do deski. Gazeta żyje jeden dzień, a czasopisma i książki — o wiele dłużej. Jak rozwija się czasopismo na przeciągu tych lat? O czym mówią ostatnie numery „Magazynu”? - Zawsze doskonalimy i łamanie, i szatę graficzną, i treści. Jest aktyw autorski, w skład Rady Naukowej wchodzą profesorowie z Białorusi i Polski. Nie zawsze zbieramy się, ale omawiamy wszystkie problemy telefonicznie, proponują mi tematy i konkretnych autorów. Nad doborem autorów dużo pracujemy, a poza tym drukujemy artykuły bez honorariów, bo nie mamy na to pieniędzy. Ważniejsze, że jest radość z wydrukowanych artykułów. Autorytet naszego pisma zależy od tego, jaki autor w nim drukuje. Zawsze mamy 5-6 ciekawych materiałów do numeru, które czekają na swe wyjście w świat, jak np. artykuł o grodzieńskim kościele ewangelickim, który ukaże się w następnym numerze. W ciągu dwóch miesięcy z dużego zasobu materiałów robimy kolejny numer. Zainteresowanie czasopismem jest wielkie, np. na uniwersytecie grodzieńskim 50-100 egzemplarzy rozchodzi się w ciągu dnia — na wydziałach historii, prawa, filologii. Czytają go ludzie o różnych poglądach, a punkty widzenia autorów też są bardzo zróżnicowane. Pisaliśmy o Armii Krajowej, pomnikach kultury, kościołach (np. o farze grodzieńskiej), o pałacu w Świacku, o historii Różany, Smorgoni, Łohojsku, o Józefie i Konstantym Tyszkiewiczach i in. Nasze tereny mają bogatą historię. Gdzie były pałace, tam były i zbiory książkowe oraz dzieł sztuki. A zniszczyły dużo zabytków rewolucja i wojny dwudziestowieczne. Przekazujemy dużo wiadomości o Adamie Mickiewiczu. W naszych podręcznikach było wcześniej kilka zdań o Wieszczu, a dziś podajemy różne informacje o jego życiu i twórczości. Opowiadamy również o życiu i twórczości Elizy Orzeszkowej. Zamieściliśmy artykuł dość kontrowersyjnego generała Lucjana Żeligowskiego. Przedstawiliśmy sylwetkę generała Władysława Sikorskiego. W ostatnich numerach pisaliśmy o pierwszych królach polskich, o historiach szkół, losach ludzi. Opisujemy losy Polaków, wywiezionych na Sybir, akowców. Podajemy fotoreportaże z różnych uroczystości i świąt, które organizuje Związek Polaków. Do kogo jest skierowane czasopismo? - Liczymy na wykształconego czytelnika, z pewnym zasobem wiedzy. Czytelnik nasz jest specyficzny, chce coś wiedzieć o historii swego narodu, jego tradycjach i kulturze. To myślący człowiek. To studenci, wykładowcy, nauczyciele oraz zwyczajni ludzie, wychowani w kulturze polskiej, w kulturze przedwojennej. Kto tworzy „Magazyn”? - Nasi autorzy, redaktor, sekretarz, który robi łamanie, oraz Rada Naukowa z trzech profesorów — Józef Moroszek z Białegostoku, Zdzisław Julian Winnicki z Wrocławia, Wiaczesław Szwed z Grodna oraz członkowie ZPB. Wcześniej „Magazyn” wysyłano czytelnikom Głosu co kwartał, teraz nakład magazynu się zmniejszył. Gdzie można zapoznać się z treścią czasopisma czy nabyć je? - Razem z Głosem rozpowszechnialiśmy wcześniej, ponieważ tańsze były koszty rozpowszechnienia periodyków. Teraz nie mamy takiej możliwości. Zrobiliśmy od 2000r. mniejszy nakład — tyko 2 tys., ale zyskała na tym jakość, papier jest o wiele lepszy. Wszystkie numery rozchodzą się, rozwozimy je po oddziałach ZPB, dostarczamy do bibliotek — obwodowych, republikańskiej w Mińsku, w siedzibie Związku, wysyłamy do Wrocławia, Gdańska, Warszawy, najwięcej do Białegostoku, gdzie Podlaska Książnica oddaje do powiatowych bibliotek kilkadziesiąt egzemplarzy. Każdy numer naszego pisma jest badany na Uniwersytecie w Poznaniu, w instytucie literatury PAN we Wrocławiu. Pojawił się niedawno „sobowtór” „Magazynu” niby wydawany w Polsce... - Nie chcę wypowiadać się o tych „pigmejach myśli”. Widziałem te numery. To takie sobie okazyjne wydania, które nic nie mają wspólnego z naszym „Magazynem”, po prostu ukradli tytuł, dokonano intelektualnego złodziejstwa. Ludzie nie rozumieją, co zrobili. Wiem kto, jak i gdzie robi i drukuje to wydanie, a ukazuje się nakładem najwięcej 200 egzemplarzy. Nie jest to dla nas konkurencja. To kłamliwe wydanie z oszczerczą propagandą nienawiści. Niech to będzie na ich sumieniu, a z sumieniem mają wielkie problemy. Nie zasługują ci ludzie na większą uwagę. Magazyn ukazuje się, a Pan od roku pełni także funkcje wiceprezesa Związku. Jak udaje się połączyć tak ważne obowiązki? Przed ZPB stoją nowe ważne wezwania. Nad czym pracują w Zarządzie i Radzie Naczelnej ZPB, jak utrzymuje się kontakt z oddziałami i jak wygląda tam sytuacja? - Ostatnio łączę pracę dziennikarską i organizacyjną. Więcej czasu poświęcam pracy w Związku, bo ZPB, jakby kto nie mówił, żyje i żyć będzie. Dzisiaj jest około 80 oddziałów, zarejestrowano nowe Oddziały, liczy ZPB prawie 15 tys. ludzi. Aby podnieść poziom wiedzy organizacyjnej naszych prezesów i członków zarządów przeprowadziliśmy szkolenia w Grodnie, Mińsku i Baranowiczach. Podstawowe oddziały ZPB działają bardzo dobrze. Najlepiej pracuje Oddział w Lidzie na czele z Izabelą Tyrkin, łączący ponad 2,5 tys. ludzi. Aktywnie pracują w Oddziale w Słonimiu na czele z Leonardą Rewkowską, prowadzi dużo spraw Polska Szkoła w Wołkowysku pod kierownictwem Ryszarda Chudziaka i wicedyrektor Heleny Bułaj, aktywnie pracują w Szczuczynie, Ostrowcu i innych oddziałach. Wielkie odnowienie nastąpiło w Nowogródku, gdy na czele oddziału stanęła doświadczona nauczycielka Jadwiga Łysa, oraz w obwodzie mińskim, któremu przewodniczy Mieczysław Łysy. Z prezesem ZPB Józefem Łucznikiem objechaliśmy prawie wszystkie oddziały na Białorusi, zobaczyliśmy, kto stanowi naszą organizację i przyszliśmy do niepocieszającego wniosku, że to przeważnie emeryci. Przekazywać wszystkie nasze osiągnięcia należy młodzieży, dlatego ostatnio skierowaliśmy pracę mianowicie na młode pokolenie. W Słonimiu, Brasławiu, Ostrowcu, Nowogródku, Smorgoniach, Grodnie — przychodzi i wstępuje do organizacji młodzież, a nawet przychodzą rodzinami. W wielu oddziałach podjęli się pracy ludzie ciekawi, inicjatywni i organizuje się dużo przedsięwzięć, o których pisze się w Głosie. Mówią, że działa jakiś „prawdziwy” Związek, ale nie chce się mówić o tych „prawdziwkach”. Znamy ich metody i chciwość do pieniędzy. Związek Polaków na Białorusi przeżywa trudny okres, nie mamy wsparcia Stowarzyszenia „Wspólnota Polska”, które nie zbadawszy sytuacji marcowej w ub. roku odmówiło nam współpracy. Aby utrzymać cały majątek organizacji, prowadzić pracę kulturalno-oświatową rocznie potrzebne jest ponad 600 mln rubli. Rozpracowaliśmy biznes-plan, w którym opisano wszystkie wydatki na każdy kierunek działalności. Teraz przetrwać pomagają nam sponsorzy, ofiarodawcy, przedsięwzięcia organizowane są wspólnie z władzami miejscowymi. Działamy i dalej działać będziemy. W ciągu roku przeprowadziliśmy ponad 50 imprez w różnych miejscowościach na Białorusi, gdzie mieszkają Polacy. Mogę powiedzieć, że obecnie do polskiej kultury i jej rozwoju z zainteresowaniem odnoszą się prawie we wszystkich regionach Białorusi, gdzie są zarejestrowane oddziały ZPB. To bardzo nas cieszy. Kultura naszych narodów zbliża mieszkańców naszej pięknej ziemi. Aktywna działalność kulturalno-oświatowa tysięcy członków naszego Związku buduje autorytet organizacji i szacunek dla poszczególnych kierowników oddziałów ZPB. Inaczej być nie może, bo pracujemy dla dobra całego społeczeństwa. Na początku grudnia Głos będzie obchodził 17. rocznicę założenia, do czego Pan bezpośrednio się przyczynił. Życzenia Pana dla Głosu i jego wiernego grona czytelników? - Wszystkiego najlepszego naszym szanownym Czytelnikom. Radości i szczęścia w rodzinach, sukcesów w pracy i zadowolenia z każdego dnia życia. Pozostawać razem z naszymi polskimi pismami, a szczególnie w niełatwych czasach przetrwania. Prawda jest po naszej stronie. Rozmawiała Tatiana ZALESKA |