Komu na czym zależy? Wyjazdy piłkarzy za granicę były zawsze. Jednak w ostatnie dziesięciolecie, kiedy piłka nożna stała się olbrzymią machiną komercyjną, te wędrówki noszą charakter masowy. Wydaje się, że działacze dużych zachodnich firm piłkarskich, stracili rozum, wydając gigantyczne pieniądze na transfery i tygodniówki piłkarzom. Pieniądze stały się jednym z głównych gwarantów sukcesu dla klubów, a dla piłkarzy zachętą do sportowego doskonalenia się. Jednak czy to zawsze wychodzi dla nich samych na dobre, i na dobre dla piłki nożnej w ogóle?
Nie są wyjątkiem w szaleńczych wyjazdach za granicę piłkarze Białorusi i Polski. Jednak kierunki, które wybierają piłkarze z tych krajów, różnią się diametralnie.
Wyjazd za granicę dla piłkarza to chęć poznania czegoś nowego, wejście na inny poziom, bo nie jest tajemnicą, że zarówno na Białorusi, jak i w Polsce, ogólny rozwój piłki nożnej jest znacznie niższy, niż w rzędzie innych krajów europejskich. Wystarczy tylko komuś z piłkarzy pokazać się z dobrej strony w lidze ojczystej, i wyjazd za granicę jest zagwarantowany. Zainteresowane kluby oferują piłkarzowi kontrakt wyższy, niż posiada i sprawa przesądzona. Kluby między sobą ustalają kwotę odstępnego za gracza i przeprowadzają transakcje korzystne dla obu zespołów. Jednak wyjazd piłkarza do klubu zagranicznego nie zawsze jest zrozumiały kibicom, jak również czasami nie można zrozumieć, jakimi kryteriami kierują się opuszczający kraj piłkarze.
Bramkarskie diamenty Chyba żaden z krajów Europy Środkowo-Wschodniej nie może poszczycić się taką liczbą utalentowanych bramkarzy jak Polska. Najbardziej znany jest Jerzy Dudek. Opuścił on Polskę mając za sobą ponad 10 meczów w lidze polskiej. Wyjechał do Holandii, skąd później trafił do angielskiego Liverpoolu. Stał się bohaterem finału Ligi Mistrzów 2005 roku, jego imię było na ustach całej piłkarskiej Europy. Rok późnej stał się znany jako rezerwowy bramkarz angielskiego klubu z astronomiczną tygodniówką. Za sprawą Hiszpana Pepe Rejny Polak stracił miejsce w podstawowym składzie drużyny, nie pojechał na Mistrzostwa Świata 2006 w Niemczech. W barwach Liverpoolu grał okazjonalnie, zawalając przy tym mecze, w których brał udział. W wywiadach Dudek ciągle powtarzał, że odejdzie do klubu, w którym będzie grać. Tym latem Polak odszedł z Liverpoolu do… Realu Madryt, gdzie bramkarzem jest młody Casillas, piłkarz, który jest idolem całego Madrytu i bramkarzem reprezentacyjnym. W to, że Dudek będzie bronił w Realu Madryt, wierzy tylko człowiek, który nie zna się na piłce nożnej. Ale jest sam fakt, że to pierwszy Polak w Realu Madryt. W niemniej wielkim klubie gra młody Tomasz Kuszczak. On w ogóle nie rozegrał żadnego meczu w polskiej lidze i po pobycie w Niemczech, gdzie nikomu nie był znany, trafił do Manchesteru United. Deklarował, że będzie walczył o miejsce z bramkarzem Van der Sarem, jednak kibice pamiętają na razie tylko gol, który przepuścił Kuszczak po strzale kolumbijskiego... bramkarza od własnej bramki. Kilku polskich bramkarzy gra w Szkocji. Niewątpliwie Artur Boruc jest w tym momencie największą gwiazdą wśród polskich bramkarzy. Broni regularnie w Celticu Glasgow, i jest podstawowym w reprezentacji kraju. A niedawno młody Łukasz Fabiański zostawił warszawską Legię i podpisał kontrakt z londyńskim Arsenalem. Oczywiście, żeby zagrać, trzeba będzie poczekać. Jak widać, polscy bramkarze „obsadzili” ławki rezerwowych najlepszych klubów, za wyjątkiem Boruca. A Białorusini? Niemniej utalentowany, a może nawet w niektórych parametrach lepszy od Boruca, jest Jurij Żewnow. Broni białoruskiej bramki w meczach międzypaństwowych, a w klubie też jest podstawowym bramkarzem. Jego FC Moskwa zawsze w czołówce ligi rosyjskiej, w której obecnie kręcą się olbrzymie pieniądze. Jednak w świecie piłkarskim głośniej jest o Polaku, który broni karne w wykonaniu zawodników Manchesteru, heroicznie broni w meczu z Milanem, popisuje się obronami strzałów największych gwiazd, zdobywa tytuły mistrza Szkocji. Żewnow, zarabiający kilka razy więcej, liczyć na razie może tylko na aplauzy w meczach ze znanymi tylko w Rosji Łuczem-Energią czy FK Rostovem. Bardzo utalentowany białoruski bramkarz Wasyl Chomutowski uznawał się kilka razy za najlepszego bramkarza ligi rumuńskiej, a w składzie „Steauy” regularnie grał w pucharach europejskich. Jednak, mimo dużej ilości korzystnych pod względem piłkarskim możliwości kontynuacji kariery, wybrał najbardziej atrakcyjną pod względem warunków z Rosji. Gra w rosyjskim klubie, który zajmuje trzecie miejsce od końca...
Inni Obrońca BATE Borysów, Dymitr Mołosz uchodził za jednego z najbardziej utalentowanych piłkarzy w lidze białoruskiej. Zimą br. zostawił swój klub i przeszedł do Nosty Nowotroick - zespołu grającego w drugiej dywizji ligi rosyjskiej. W jednym z wywiadów przyznał, że odrzucił atrakcyjną finansowo ofertę Wisły Kraków. Teraz zamiast gry w klubie, który regularnie startuje w Pucharach Europejskich, zwiedzania miast europejskich, szansy wypromowania się, podróżuje po bezkrajnej Rosji i powstrzymuje napastników Mashuku-KMW, ANŻY Machaczkała czy Tekscilszczyka Kamyszyn. Wybór zawodnika jest jego sprawą osobistą, ale czy czasem nie był to lęk przed tym, że trzeba będzie poznać inną kulturę, myślenie i język? Wszyscy powoływani do reprezentacji Białorusi piłkarze, z wyjątkiem Aleksandra Hleba i Witalego Kutuzowa, to gracze ukraińskich lub rosyjskich klubów. Czasami powołuje się z ligi białoruskiej. Piłkarze grający w reprezentacji Polski, to piłkarze z niemieckich, szkockich, austriackich, portugalskiej, holenderskiej i innych lig. Nie zawsze grają w klubach silniejszych, ale nazwiska ich są znane w Europie. Niestety nazwiska białoruskich piłkarzy z trudnością wymawia każdy zagraniczny komentator. Nazwiska po prostu nie są znane. Z drugiej strony, piłkarze białoruscy swym poziomem nie różnią się od polskich, wygrywają bezpośrednie mecze, ale to właśnie Polacy grają na mundialach. Może jednak to właśnie dlatego, że nawet grając w nienajmocniejszych klubach zachodnich, piłkarze zdobywają doświadczenie w meczach z wielkimi drużynami i to właśnie pomaga dojrzewać mentalnie. Nie ma tego natomiast w ligach rosyjskiej i ukraińskiej, gdzie trenerzy narzekają na jakość boisk, a największe na świecie firmy bukmacherskie nie przyjmują zakładów na mecze z przyczyny ich podejrzliwości. Ale za to są pieniądze. I pieniądze olbrzymie. Dlatego piłkarze praktycznie nie mają dylematów, gdzie wyjeżdżać. A szkoda. Bo praktycznie każdy piłkarz białoruski, grający w Rosji lub na Ukrainie, mógłby być podstawowym piłkarzem średniego klubu europejskiego. Kiedyś Aleksander Hleb - największa na dzień dzisiejszy gwiazda futbolu z Białorusi - przyznał, że nie wiadomo, jakby potoczyła się jego kariera, gdyby zamiast Niemiec, wyjechał do Rosji, gdzie do dzisiaj panują sowieckie zwyczaje zamykania tygodniami zespołów na bazach treningowych.
Gwiazdy Wyżej wspomniany Hleb jest gwiazdą europejskiego formatu. Nie mają takiego piłkarza Rosjanie, nie mają Polacy. Gra w jednym z największych klubów Europy co roku przez angielskich dziennikarzy jest uznawany za jednego z najlepszych w zespole. Już w tym niedawno rozpoczętym sezonie na Zachodzie, Aleksander zdążył strzelić dwie zwycięskie dla swojego zespołu bramki. Na gwiazdę może wyrosnąć Artur Boruc. Zależy to od tego, jak się dalej potoczy jego kariera i w jakim kierunku powędruje polski bramkarz. Interesują się nim największe kluby Europy i kto wie, być może o Borucu będzie jeszcze głośniej. A który z piłkarzy białoruskich może w przyszłości zostać gwiazdą, pójść w ślady Hleba? Wydaje się, że na razie nikt. Wszyscy, kto mniej więcej prezentuje poziom, już dawno grają w Rosji lub na Ukrainie. A stamtąd do bardziej cywilizowanej piłkarsko Europy wyjścia praktycznie nie ma. A ten, kto zabłyśnie w tegorocznych rozgrywkach ligowych na Białorusi, najprawdopodobniej przestraszy się perspektywy (o ile taka będzie) wyjechać do Europy i powędruje “zakopywać” talent na Ruś. Przecież język już zna.
Holendersko - niemiecki porządek W 2006 roku trenerem reprezentacji Polski został znany w piłkarskim świecie Holender Leo Beenhakker. Miesiąc temu trenerem reprezentacji Białorusi został mniej znany Niemiec Berndt Shtanghe. Obaj na samym początku porządek w drużynach nazwali głównym celem. Reprezentacja Polski liczy się w walce w eliminacjach na Mistrzostwa Europy 2008, owoce pracy niemieckiego fachowca poznamy najwyżej za półtora roku, bowiem Białorusi na tych mistrzostwach nie ujrzymy. Przy Beenhakkerze polscy piłkarze starają się zostać w kraju, a jeśli wyjeżdżają, to do klubów, w którym mogą rozwijać się. Czy Niemiec wniesie coś nowego nie tyle do gry białoruskich piłkarzy, ile do ich mentalności? Czy piłkarze przestaną trwonić talenty? Pokaże to czas. W tym momencie to jest najważniejsze. Witali Bartoszewicz
|