Niedziela, 20 Maja 2012

Ostatnia aktualizacja:08:34:41 AM GMT

Jesteś tutaj: Polacy na Białorusi Kultura Ludzie ludziom…

Ludzie ludziom…

Email Drukuj PDF
Ludzie ludziom…

”Katyń”  w Iwieńcu
Kilkanaście płócien, kilka fotografii, dokumenty, nagrobne tabliczki i cisza… i tylko wpisy w księdze pamiątkowej mówią o tym, że żyje… „Katyń” w Polskim Domu w białoruskim  Iwieńcu. Sztuka kroczy przed ideologią i polityką, sztuka w służbie historii i przyszłości człowieka.  Żeromski twierdził, że trzeba rozdrapywać rany, by nie zabliźniły się blizną zapomnienia.

 

Otwarta miesiąc temu wystawa poświęcona tragedii katyńskiej, chciałoby się powiedzieć ubiegło już wiecznej, ciągle gromadzi ludzi, zdumiewa, wycisza… Bez fleszy, kamer, ideologicznej oprawy, za to pełna symbolicznej wymowy historia ludzkości, jej fragment, jakże wymowny, czy jest w stanie sprostać przesłaniu, sprostać i właściwie zinterpretować w ludzkich umysłach ową Żeromskiego prośbę o pamięć, o rozdrapywanie ran? Czy pamiętać, rozdrapywać to kwitnąć w nienawiści, pałać zemstą, rozliczać, rozliczać, rozliczać…., czy może po chrześcijańsku: „miłujcie nieprzyjaciół swoich”, a może wystarczy po ludzku, wszak to ludzie ludziom zgotowali i ludzie ludziom na przyszłość oszczędzić mogą. Jeśli oczywiście zrozumieją, że historia po to jest i po to żyć powinna, byśmy więcej jej błędów nie popełniali.
I tak się zastanawiam, co by było, gdyby w miejscu różnistych malowideł w naszych urzędach, szkołach wisiały takie właśnie symboliczne przesłania. Czy gdyby przemawiały do nas symbole, potrafilibyśmy w imię pamięci o tym, co okrutne, okupione krwią, męczeństwem, łzami i cierpieniem bliskich, cierpieniem całych narodów, odrzucić od siebie pusto brzmiące słowa, zakopać miecze, schować urazy, również, a może przede wszystkim  te, jakie nosimy jedynie do najbliższych nam w otoczeniu ludzi, sąsiadów, znajomych, kolegów z pracy, przenosząc dalej na tych, którzy poza granicami (a te wszak człowiek wymyślił wbrew logice, bo pod jednym niebem słońce jedno wszystkim równo nam potrzebne), czy potrafilibyśmy… ?
Wszak jeśli odrzucimy ideologie, jeśli odrzucimy to, co od nas i tak niezależne polityczne poprawności i interesy, zostaje człowiek, zostają ludzie. A jeśli ludzie, to czy nie oni, czy nie my jesteśmy nośnikami tego, co dobre, pozytywne, upragnione, oczekiwane. I odwrotnie. Czy to nie nasze słowa są zaczątkami czyjegoś cierpienia, nie nasze pięści, zaciśnięte w kułak, świadczą o tym, że nie umiemy, nie chcemy kompromisów, tolerancji, poszanowania prywatności przekonań, wyznań?
Jeśli stać mnie dziś na to, by ranić drugiego człowieka, przeklinać go, złorzeczyć mu, mścić się okrutnie, jeśli stać mnie dziś na to, że sięgnę po przysłowiowy kamień, by uderzyć bliźniego, bo nie umiem lub nie chcę uznać, że prawda to sprawa jakiegoś środka, że w końcu do draki potrzebnych jest dwoje, jeśli dziś potrafię czynić małe zło wokół siebie, czyż nie będę wygodnym narzędziem w rękach kogoś, kto ma swoją ideologię, a w jej imię pośle mnie, a ja będę posłuszny, będę, bo jestem (jak pokazuje zwykłe codzienne) życie zdolny do tego. Wszak „ludzie ludziom zgotowali ten los”, a wystawa w iwienieckim Polskim Domu zdaje się wymowną ciszą i symboliką napominać, to już było, tak wyglądało, uczynił to człowiek, ucierpiał człowiek i tylko człowiek jest w stanie zapobiec, by coś podobnego nie powtórzyło się nigdy. Nigdy i nigdzie.