Niedziela, 20 Maja 2012

Ostatnia aktualizacja:08:34:41 AM GMT

Jesteś tutaj: Polacy na Białorusi Kultura Dożynki Tradycje i obyczaje polskie

Dożynki Tradycje i obyczaje polskie

Email Drukuj PDF

Wielkie święto gospodarskie, połączone z huczną zabawą, urządzaną przez bogatych gospodarzy lub - częściej jeszcze - na dworach dla czeladzi i najętych kośników po sprzęcie zboża i zakończeniu najważniejszych prac polowych.


Obchodzono je zwykle w sierpniu lub na początku września, czasami w dzień Matki Boskiej Zielnej (15 sierpnia), choć w zasadzie w przeciwieństwie do innych świąt dorocznych nie było ono związane z kalendarzem świąt kościelnych. W zależności od regionu zwano je dożynkami, wyżynkami, obżynkami, okrężnem (od obrzędowego obchodzenia pól), wieńcowem lub wieńczynami (od ich najważniejszego atrybutu - wieńca żniwnego).
Uroczystość miała mnóstwo lokalnych odmian. Zawsze jednak i wszędzie można w niej było wyodrębnić trzy następujące etapy: obrzędowe ścięcie ostatnich kłosów; wicie wieńca, zwanego plonem, formowanie orszaku i pochód z wieńcem do chaty lub dworu; ucztę i zabawę z tańcami wyprawianą przez gospodarza lub dziedzica.

Pochodzenie święta
Istnieją różne hipotezy na temat pochodzenia tego święta. XVIII i XIX-wieczni, a także wcześniejsi uczeni, pisarze i poeci, miłośnicy kultury ludowej i narodowych tradycji, m.in. Kolberg, Gloger, Ignacy Krasicki i Józef Ignacy Kraszewski, skłonni byli uważać, że jest to odwieczne, pogańskie święto płodności i plonów i pozostałość dawnych uczt obrzędowych i ofiar składanych bóstwom urodzaju. Nie ma jednak wystarczających danych źródłowych, które potwierdzałyby tę hipotezę.
Przypuszczać więc raczej należy, iż jest to święto o wiele późniejszego pochodzenia, związane z dworem i gospodarką folwarczną, więc obchodzone nie wcześniej niż w XVI w. i związane z kulturą chrześcijańską; choć bez wątpienia, w niektórych towarzyszących mu zwyczajach, np. związanych ze ścinaniem ostatnich kłosów, przetrwały relikty archaicznych praktyk obrzędowych.
Od wieków na ziemiach polskich żniwa i zbieranie plonów były uwieńczeniem wszystkich całorocznych prac gospodarskich. Od ich przebiegu i rezultatów zależała egzystencja i los ludzi. Traktowano więc bardzo poważnie i gorliwie się do nich przykładano, darząc szacunkiem każdy zebrany kłos i ziarno. Żniwa były czasem wysilonej pracy i największej troski o plony. Miały też swój rytm, porządek i swe uświęcone tradycją zwyczaje.

Obrzędowe ścięcie
ostatnich kłosów
Rozpoczynano je zawsze z imieniem bożym, święcono sierpy i kosy, żegnano pola znakiem krzyża i składano na krzyż pierwsze ścięte kłosy. Rozpoczynał żniwa, ścinając pierwszą garść zboża, ktoś znaczny, gospodarz lub sam dziedzic. Żniwiarze stawali do pracy w określonym porządku. Na początku musieli znaleźć się najlepsi, najbardziej sprawni i najszybciej żnący przodownicy i przodownice, zwane też postatnicami lub sternicami, aby dawali dobry przykład, pociągali ze sobą innych i utrzymywali dobry rytm pracy. Żniwa poprzedzał zwykle, znany w całym kraju, ale głównie na Mazowszu, zwyczaj zwany frycowaniem kosiarza. Była to inicjacja — wprowadzenie młodego człowieka, który po raz pierwszy stawał do żniw i który wcześniej deklarował swą gotowość do „wkupienia się” do grona kośników. Chłopak taki, zwany frycem lub wilkiem, musiał poddać się różnym próbom: wykazać się szybkością i sprawnością w próbnym ścinaniu zboża i trawy, podsuniętą mu przez gospodarzy tępą kosą, musiał poddać się goleniu brzytwą tępą lub drewnianą, musiał potem uklęknąć na grochu i tp.
Jeśli wytrzymał wszystkie te doświadczenia, strojono go w wieniec ze słomy i kwiatów polnych i przy brzęku kos prowadzono do karczmy, a tam ogłaszano jego wyzwoliny na kosiarza, po czym bawiono się i pito na jego koszt, tańczono i śpiewano.
Praca w polu przy sprzęcie zboża trwała od świtu do nocy. A przy dobrej pogodzie i pełni księżyca nawet i w nocy. W takie pogodne, jasne noce spieszono często z pomocą sąsiedzką biedniejszym, chorym, samotnym kobietom lub innym sąsiadom, będącym w potrzebie. Szczególne znaczenie przypisywano ostatniej garści, kępce, czy też - rzadziej  pasowi niezżętego zboża, pozostawionych przez jakiś czas na polu w przekonaniu, że skupiają się w nich tajemnicze siły, decydujące o wzroście zbóż i ciągłości wegetacji roślinnej. Te ostatnie pozostawione na polu, niezżęte kłosy nazywano przepiórką lub popiórką (na Mazowszu i Podlasiu), perepełką (na wschodnich krańcach Polski) kozą, a także wiązką, wiązanką, równianką lub garstką. Miejsce wokół tych ostatnich kłosów i spłachetek ziemi, na której wyrastały zawsze starannie pielono, aby w następnym roku chwasty nie zarastały pól. Śpiewano przy tym: „Pielim przepiórkę na odłogu, będziem pić piwo, chwała Bogu. Plon niesiemy, plon... Koło przepióreczki latały owieczki, dożęły żyta same panieneczki. Plon niesiemy, plon...”
Po tym wszystkim ostatnie kłosy uroczyście ścinano, a ściślej ścinał je wywołany do tego najlepszy żeniec lub sternica.

Wicie wieńca
Po uroczystym ucięciu ostatnich kłosów i dopełnieniu związanych z tym zwyczajów następowała kolejna ważna faza uroczystości dożynkowych - wicie wieńca. W wieńcu tym, nazwanym również plonem lub bukietem, musiały zawsze znaleźć się kłosy wyjęte z „przepiórki” albo nawet cała kępa kłosów — ścięta na ostatku „przepiórka” ustrojona w kwiaty i wstążki. Wieńce dożynkowe miewały na ziemiach polskich przeróżne kształty i na różne sposoby wito je i dekorowano. Mógł to być np. cały snopek zboża strojny w jarzębinę, orzechy, kwitnące ziele i wstążeczki. Mogło to być aż sześć niewielkich wieńców z różnych roślin: wieniec pszeniczny, żytni, grochowy, jęczmienny, owsiany i korona z orzechów, wkładane na głowy i niesione do dworu przez sześć przodownic, z których każda, prócz tego niosła w chuście kilka kwart orzechów.
Przeważnie jednak wieńce miały kształt korony splecionej z czterech związanych w górze pałąków lub słomianych warkoczy, okrytych kłosami i kwiatami i kształtem przypominały królewską koronę węgierską. Na szczycie tej korony-wieńca żniwnego wójt lub sołtys przywiązywał niekiedy żywego ptaka: kogutka, kaczkę lub kurczęta. Jeśli ptaki dziobały ziarna z wieńca, oznaczało to dostatek i obfitość jedzenia, jeśli wyrywały się, a kogut głośno piał, spodziewano się głodu i różnych szkód w gospodarstwie. Czasami zdobiono wieńce figurkami z ciasta lub piernika.
Kiedy już był gotowy formował się orszak, na początku którego stawali przodownicy i przodownice z wieńcem, z kwartami orzechów, z jabłkami i orzechami zawiązanymi w chusty lub w podkasany fartuszek. Za przodownicami z wieńcem ustawiali się inni od świetnie ubrani żeńcy z wyczyszczonymi do połysku sierpami i kosami, do których czasem przywiązywano chusteczki kolorowe, tak że przypominały barwne chorągiewki i zawsze pęki kwiatów i bukieciki kwiatów polnych, ogródkowych lub hodowanych w domu kwiatów doniczkowych.
Do orszaku żeńców chętnie przyłączali się inni mieszkańcy wsi i całą wielką, kolorową gromadą ruszano najpierw do kościoła, gdzie ksiądz kropił wieniec wodą święconą, a następnie do dworu. A za orszakiem niosły się rozlewne pieśni dożynkowe z powtarzającym się wielokrotnie refrenem: „Plon niesiemy, plon, jegomości w dom, żeby dobrze plonowało, po sto korcy z mendla dało, plon niesiemy, plon”.
Pieśni te układane we wszystkich zakątkach Polski według pewnego stereotypu i z powtarzającymi się motywami. Zazwyczaj dziedzic z małżonką i dziećmi, krewnymi, rezydentami i czeladzią oczekiwali żniwiarzy idących z wieńcem na ganku lub przed dworem.
Przodownice podchodziły do nich i z ukłonem wręczały wieniec lub wkładały dziedzicowi na głowę. Czynności tej towarzyszyły zawsze uroczyste przemówienia kogoś ze starszyzny wiejskiej i dobrego „mówcy”.

Uczta i zabawa
Dziedzic dziękował przodownicy i także całej drużynie, a czasami chlustał dziewczynie wodą w oczy i nagradzał ją srebrnym pieniądzem. Brzęczące monety — „dary” sypał też i dla innych żniwiarzy. Po czym wnosił wieniec i inne ofiarowane mu płody ziemi do domu i stawiał je na stole, na poczesnym miejscu. Później wieniec wieszano lub ustawiano w sieni dworskiej i przechowywano go aż do wiosennych siewów, dodając wykruszone ziarna i cząstki wieńca, starte na proch, do pierwszych garści ziarna siewnego). Następnie przepijał wódką do przodownicy i zapraszał wszystkich obecnych do stołów przygotowanych na dziedzińcu lub w spichlerzu na poczęstunek, na kołacze, kukiełki pszenne i kluski z makiem, na przysmak żniwiarzy: szczaw zaprawiany mąką, tłuszczem i śmietaną, na rosół, barszcz zabielany, na mięsiwo i kiełbasy, na piwo i gorzałkę.
Biesiadującym żniwiarzom przygrywali miejscowi wynajęci na ten dzień i wieczór grajkowie, skrzypkowie i basiści i wkrótce rozpoczynano tańce. Zabawa przeciągała się do późnej nocy. Nie brakowało podczas niej różnych gier, żartów, popisów zręczności i zawodów takich, jak np. chwytanie zębami zawieszonego na sznurku jabłka lub monety włożonej do garnka z mąką, albo wrzuconej do miski napełnionej wodą, wspinania się po śliskim natartym woskiem słupie po przywiązany na jego wierzchołku „dar”: woreczek z pieniędzmi lub flaszkę wódki i innych podobnych zabaw.
Dożynkowa zabawa dworska kończyła się zwykle około północy. Często jednak uczestnicy rozbawieni i podchmieleni przenosili się do karczmy i tam dalej pili, tańczyli i weselili się aż do samego rana.