Wtorek, 22 Maja 2012

Ostatnia aktualizacja:08:34:41 AM GMT

Jesteś tutaj: Wydarzenia Polska Polacy parlamentarzyści w Brukseli

Polacy parlamentarzyści w Brukseli

Email Drukuj PDF
Polacy parlamentarzyści w Brukseli

Rozmowa z prof. dr. hab. Bogusławem Liberadzkim, posłem do Parłamentu Europejskiego - wiceprzewodniczącym Komisji Kontroli Budżetów UE
Ilu polskich posłów pracuje w Parlamencie Europejskim?
- Jest nas w Brukseli 50, choć od podpisania Traktatu Lizbońskiego Polsce przysługuje 51 mandatów. Nie bardzo rozumiem, dlaczego jedno miejsce jest ciągle nieobsadzone.

W ilu komisjach pracują polscy parlamentarzyści?
- 50 posłów pracuje w 24 komisjach. Każdemu z nas wolno pracować tylko w jednej komisji stałej. W drugiej natomiast komisji można pracować na zasadzie zastępcy członka. Ja jestem w 3 komisjach, gdyż trzecia komisja ma charakter specjalny i nazywa się Komisją do spraw Wyzwań Politycznych i Nowej Perspektywy Budżetowej po roku 2013. Dlaczego tam jestem? Bo - po pierwsze zajmuję się sprawami budżetowymi całej Unii Europejskiej - jako wiceprzewodniczący Komisji Kontroli Budżetowej. Po drugie mamy kilka priorytetów – takich jak: dopłaty dla rolnictwa, system transportowy, zwłaszcza inwestycje infrastrukturalne, i wreszcie system energetyczny. Trzy obszary kluczowo ważne dla Polski: obszar wielkich transformacji, obszar transportu i obszar wielkiej energetyki, w którym od 20 lat niewiele istotnego się działo, choć potrzeby są wielkie.

W czym jako kraj członkowski UE mamy jeszcze zaniedbania - a w czym możemy być uważani za wzór do naśladowania?
- Jesteśmy zaniedbani jeszcze w sprawach infrastruktury: brak autostrad, brak linii kolejowej dużej prędkości, niedobór nowoczesnych linii przesyłowych prądu. Nadal nie jesteśmy też częścią składową europejskiego systemu energetycznego.
Nasze linie przesyłowe prądu elektrycznego mają charakter tzw. drzewa, które z elektrowni główną linią rozchodzą się w mniejsze gałęzie, a z nich na kolejne gałązki… Następnie już jako witki do poszczególnych wsi, a stamtąd do poszczególnych domów. Każda elektrownia w Polsce obsługuje swój obszar.
UE chce natomiast stworzyć kontynentalny system linii przesyłowych i dać szansę włączenia się w ten system każdej elektrowni, a następnie operować nią, jeżeli szczyt energetyczny np. na południu Europy tego wymaga kierując tam prąd z północy czy odwrotnie. Zapotrzebowanie na prąd zmienia się o każdej porze roku czy dnia. Latem np. nie potrzebujemy ogrzewać mieszkań gdzieś na północy Skandynawii, lecz intensywnie klimatyzować na południu naszego kontynentu.
Do naśladowania w UE są nasze międzynarodowe przewozy drogowe. Polscy przewoźnicy rywalizują na równych zasadach z przewoźnikami niemieckimi czy holenderskimi. Mamy prawie 140 tys. samochodów w wieku średnim 5 lat. To jest bardzo ważny segment.
Jesteśmy dobrzy też w produkcji żywności, choć importujemy wszystko to, czego się w Polsce nie uprawia. Jesteśmy narodem specyficznym, który bardziej ceni rzeczy zagraniczne z dowozu, niż te, krajowe, które mamy na miejscu. Jesteśmy ponadto dobrzy na poziomie samorządów w wykorzystywaniu środków i aspiracji zmiany oblicza wsi czy miast.

Jak wygląda procentowo wykorzystanie przez Polskę funduszy unijnych?
- Mamy następujące fundusze: strukturalne – ogółem 67 mld euro, z których już 26 proc. jest wypłaconych Polsce. Oznacza to w praktyce, że do wzięcia mamy jeszcze 74 proc. W funduszach strukturalnych mamy fundusz spójności, który przewidziany jest na różne inwestycje infrastrukturalne: transportowe i ekologiczne. Polsce należy się z tego tytułu 22 mld euro – tzn. co trzecie euro w UE w funduszu spójności jest dla Polski. Tu stan płatności dla nas wynosi 20,4 proc. - czyli nieprzyzwoicie niski.
Europejski Fundusz Rozwoju Regionalnego mamy wykorzystany niemal w 31 proc. Jest to bardzo przyzwoite jego wykorzystanie za sprawą głównie samorządów. Jest jeszcze fundusz społeczny, którego wykorzystanie mamy na poziomie 25 proc. Uważam, że też procent jest zbyt mały. Dlaczego? Jest to fundusz na reorientację zawodową. Np. straciłem pracę w stoczni czy straciłem pracę po upadłym PGR, czy upadły Zakłady Taboru Kolejowego w Łapach… itd. Potrzeby zmiany zawodu są dziś naprawdę duże, a mamy tak niewielki stopień wykorzystania tych środków.
Uważam, że z punktu widzenie Polski jesteśmy traktowani w UE zupełnie przyzwoicie. Co piąte euro wydawane w całej Europie, w 27 krajach naszego kontynentu, trafia do naszego kraju.

Jakie są Pana zdaniem przyczyny, że nie we wszystkim udało się nam dogonić UE?
- Za fundusze unijne odpowiadają poszczególne instancje państwowe i samorządowe. Generalnie samorządy radzą sobie dobrze. Inaczej jest w sprawach, za które odpowiada rząd albo jego agendy. W przypadku np. transportu kolejowego nie ma ze strony Polski przedłożonych żadnych projektów do finansowania. Winę za to ponosi polski rząd i przedsiębiorstwo Polskie Koleje Państwowe, które takich projektów jeszcze nie przedłożyło. W przypadku opóźnienia realizacji budowy dróg winna jest Dyrekcja Generalna Dróg Krajowych i Autostrad. Generalnie rzecz biorąc, tam, gdzie jest więcej rządu, tam jest mniejsza sprawność organizacyjna. Tam natomiast, gdzie jest mniej rządu, a więcej samorządu, tam jest zdecydowanie lepiej.

Czy Polska otrzymuje więcej z kasy unijnej, niż do niej odprowadza?
- Patrząc statystycznie mamy do wzięcia w latach 2007-2013 - 98 mld euro. Pieniądze te przeznaczone są na rolnictwo i wszystkie fundusze unijne. Nasza średnia składka jest na poziomie 3-3,5 mld euro rocznie. Mamy więc szanse otrzymać 14 mld wpłacając 3-3,5 mld. Nadwyżka wynosi 11 mld rocznie.
Inaczej jest np. w funduszu badawczym. Tam trzy razy mniej otrzymujemy niż wkładamy. Gdybyśmy nie liczyli funduszu rolniczego, dopłat bezpośrednich po 3,5 roku członkostwa w UE, mielibyśmy przychody do Polski rzędu 17 mld, a wpłaty prawie 12 mld. Tak więc nadwyżka jest nieduża.

W Brukseli reprezentuje Pan ziemię szczecińską…
-… i lubuską. Jestem związany z tymi ziemiami od lat. Aktualnie jestem urlopowanym profesorem Akademii Morskiej w Szczecinie, z którą zaprzyjaźniłem się będąc jeszcze ministrem transportu i gospodarki morskiej. Uznałem wówczas, że ten region w okresie pierwszych lat transformacji ustrojowej stracił zbyt dużo. Uznałem wówczas, że szansą do rozwoju naszego regionu jest wsparcie infrastrukturalne. Wszystkie więc duże projekty, które wówczas przygotowywało moje ministerstwo, takie jak: baza promów morskich w Świnoujściu, obwodnice miasta – przede wszystkim połączenie Szczecina z lotniskiem w Goleniowie, Most Pionierów i Trasa Zamkowa w Szczecinie, czy wreszcie przejście przez Woliński Park Narodowy, a następnie dokończenie obwodnicy Wolina, stały się ewidentnym wsparciem infrastrukturalnym.
Także spajanie systemu transportowego morze–ląd oraz to, za co odpowiadałem - czyli Akademia Morska, wyposażona została w nowoczesny statek badawczo-szkoleniowy Nawigator XXI dla studentów. To wszystko spowodowało, że zaangażowałem się emocjonalnie w Szczecin. Żyłem z tą ziemią i zostałem na niej zaakceptowany.
Wcześniejsze moje życie i kariera rozpoczęły się w Warszawie, choć pochodzę z Sochaczewa, w którym ukończyłem szkołę podstawową i liceum. Studia natomiast odbyłem w Warszawie, w Szkole Głównej Handlowej, gdzie ukończyłem ekonomikę transportu. Potem zrobiłem doktorat i habilitację.
W latach 1986-87 wyjechałem do USA. Byłem tam stypendystą Fulbright’a na uniwersytecie Illinois. Potem pracowałem na stanowisku dyrektora Ośrodka Badawczego Ekonomiki Transportu Międzynarodowego w Szczecinie. W roku 1989 zostałem wiceministrem transportu i gospodarki morskiej w rządzie Tadeusza Mazowieckiego. Na tym stanowisku przepracowałem 4 lata. Odpowiadałem za sprawy międzynarodowe, integrację europejską, budżet i finanse transportu, lotnictwo i politykę transportową Polski. W roku 1993 zostałem ministrem transportu i gospodarki morskiej i przepracowałem tam kolejne 4 lata. Potem przez 7 lat byłem posłem do Sejmu RP ze Szczecina. Następnie, w roku 2004, wybrany zostałem, też ze Szczecina, na posła do parlamentu europejskiego, a następnie - w roku 2009 ponownie wybrany zostałem na kolejną, drugą kadencję.

Pana kontakty i spotkania z Polonią zaczęły się w USA…
- Będąc tam uczestniczyłem w życiu polonijnym Chicago. Okazało się, że właśnie tam mieszka mój stryj, który pod Kutnem dostał się do niewoli i w oflagu nr VIII przesiedział całą wojnę i do kraju już nie wrócił.
Teraz spotykam się z Polonią w Brukseli, uczestnicząc tam od paru już lat w bardzo prestiżowej imprezie, jaką jest doroczny bal charytatywny Polonii belgijskiej.